Aktualności :

Reklama

Pomimo szalejącego kryzysu opiekują się ponad 50 zwierzętami!

Wenezuelska rodzina przeznacza każdy grosz na zapewnienie kotom opieki cat-sad
© zdjęcia: reinosocatsanctuary

Wenezuela to kraj o bogatych zasobach… i biednym społeczeństwie. Coraz więcej ludzi żyje tam na skraju ubóstwa. Kto czuje się na siłach – emigruje z kraju, szukając szczęścia za granicą. Kto zostaje – nierzadko cierpi głód i biedę. Tymczasem są ludzie, którzy zdecydowali się zostać… dla swych zwierząt.

Przez Anna Zielińska-Hoşaf

Opublikowano 29.06.2019, 14:34, aktualizacja dnia 19.12.2019, 16:54

Wenezuelski koci azyl

Javier Reinoso mieszka wraz z rodzicami w małym miasteczku El Tocuyo w zachodniej części Wenezueli. Ta niezwykła rodzina zawsze kochała zwierzęta i starała się pomagać potrzebującym braciom mniejszym na każdym kroku. W końcu założyli azyl dla bezdomnych kotów. Obecnie na terenie tej domowej placówki znajduje się ponad 50 kotów. I podczas gdy sytuacja ekonomiczna Wenezueli staje się coraz trudniejsza do zniesienia, a sytuacja polityczna – coraz bardziej napięta, rodzina ta nie wyobraża sobie porzucenia zwierząt pozostających pod jej opieką. W końcu wiele z tych kotów kiedyś straciło dom…

Kraj na emigracji

Osoby opuszczające kraj czasem pozostawiają za sobą nie tylko większość dobytku, ale także… swoje zwierzęta. Jednak tak samo jak syryjskie Aleppo miało kilka lat temu swojego „kociego anioła”, który dbał o porzucone w czasie wojny koty, tak i wenezuelskie El Tocuyo ma wspaniałych ludzi, którzy przygarniają koty pozostawione przez dawnych opiekunów. Przynoszą także do azylu koty znalezione na ulicy, koty chore, osierocone kocięta… Starają się leczyć je wszelkimi dostępnymi - coraz mniej licznymi - sposobami.

Miłość ponad wszystko

W ciągu ostatnich kilku miesięcy sytuacja w Wenezueli stała się szczególnie trudna. Racjonowanie energii elektrycznej, całe dni bez dostępu do bieżącej (i zdatnej do picia) wody, nieistniejąca opieka medyczna…. Z tym wszystkim boryka się rodzina Reinoso. Co gorsza, ich dom nie jest w najlepszym stanie – wymaga remontu. Dach przecieka i w czasie silnych opadów rodzina musi spać na mokrych materacach. Ale któż myśli o remoncie, gdy trudno o jedzenie i picie? 

Rodzinie udaje się jednak nie tylko przetrwać i zapewnić sobie podstawowe warunki bytowania – choćby i niezwykle skromne – ale także nakarmić i napoić koty, które znajdują się w azylu. A zwierząt wciąż przybywa – Javier czy jego ojciec nie potrafią przejść obojętnie obok kociego nieszczęścia. Czasem uda się nawet wyleczyć zwierzęta przy pomocy resztek leków, które jeszcze są w domu. Na jak długo? Tego nie wiemy, ale jedno jest pewne – ludzie i zwierzęta w tym azylu połączone są ogromnym uczuciem, które przetrwa nawet taki koszmar, jaki obecnie ma miejsce w kraju. Z przyjemnością można spojrzeć na zdjęcie starszego pana – ojca Javiera, tulącego w ramionach kociątko – choć łza kręci się w oku, gdy pomyślimy, w jakich warunkach żyją ci ludzie i ile poświęcili, aby nie pozostawić ukochanych zwierząt na pastwę losu. Historia ta bez wątpienia przywraca wiarę w człowieka.

Wenezuelski koci azyl trwa dziś wyłącznie dzięki datkom ludzi o dobrym sercu. Na stronie azylu można dowiedzieć się więcej o rodzinie oraz poznać jej mruczących podopiecznych i ich historie: https://reinosoj2.wixsite.com/reinosocatsanctuary.