Aktualności :
wamiz-v3_1

Reklama

Piekło w raju. Na „Kociej Wyspie” w Japonii zwierzęta umierają w tajemniczy sposób

Kobieta karmiąca koty.
© Instagram @nanakoontheroad

Niewielka wyspa Umashima to podróżnicze marzenie dla kociarzy. Na wyspie mieszka więcej kotów niż ludzi. Niestety, może się to wkrótce zmienić. A to za sprawą tajemniczej epidemii.

Przez Agnieszka Marczak, 27 sie 2019

Raj staje się piekłem

Umashima, jedna z dwóch „Kocich Wysp” w Japonii (druga to Tashirojima), znajduje się niewiele ponad 100 km na południe od Hiroszimy. Na tej niewielkiej wyspie na 1 mieszkańca przypadają 3 koty! Przynajmniej tak było jeszcze niedawno. Teraz wszystko może się zmienić, bo koty na Umashimie zaczęły masowo wymierać. Umarła już jedna trzecia populacji. Mieszkańcy wyspy są wstrząśnięci.

Przyczyna śmierci wciąż jest nieznana

Przyczyna śmierci kotów jest nieznana, choć pojawiają się podejrzenia, że koty mogą być trute. Naoczni świadkowie donoszą, że widzieli podejrzanie wyglądający pokarm, pozostawiany zwierzętom, w postaci kawałków ryby wysmarowanych niebieskawą substancją.

Obserwuje się, że dotychczas w pełni zdrowe koty mają drgawki, a z ich ust wydobywa się piana. Obrońcy praw zwierząt rozważają ewakuację kotów z wyspy.

Kto za tym stoi?

Choć obecność kotów sprzyja rozwojowi turystyki na Umashimie, to nie wszyscy są zadowoleni z kociego sąsiedztwa. Ludzie narzekają na zapachy i niekontrolowany wzrost populacji. Bezdomne koty zaczęto co prawda kastrować i sterylizować, ale niektórym to wciąż nie wystarczy. Możliwe, że któryś z wyspiarzy postanowił się rozprawić z kotami w okrutny sposób.

Kilka dni po znalezieniu „niebieskich” ryb japońska telewizja nagrała reportaż, w którym przeprowadziła wywiad z miejscowym rolnikiem. Mężczyzna przyznał się, że rozrzuca na swoich polach ryby nasiąknięte chemikaliami, by chronić uprawę przez wronami. Zarzeka się, że nie chciał nic zrobić kotom.

Cały szkopuł w tym, że na Umashimie nie ma zbyt wielu wron…

Niemniej jednak mamy nadzieję, że sprawa wkrótce się rozwiąże.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A post shared by Erica Wu (@nanakoontheroad) on

Źródło: The Guardian