Aktualności :
wamiz-v3_1

Reklama

Kobieta adoptowała dwa psy, wróciły do fundacji w strasznym stanie

skrzywdzony pies © Facebook/ Fundacja Tymmmczasy

Adopcja psa powinna zawsze być przemyślana. Pod uwagę powinniśmy wziąć styl życia, ilość czasu, który możemy zwierzakowi poświęcić oraz kwestie finansowe. W większości schronisk i fundacji obowiązkowe są przedadopcyjne spacery oraz spisanie umowy adopcyjnej. Niestety, nawet takie zabezpieczenia nie pozwalają uniknąć tak tragicznych sytuacji, jak ta, która zdarzyła się w Warszawie. Na profilu fundacji Tymmmczasy pojawił się przerażający wpis.

Przez Weronika Szaciłowska, 30 wrz 2019

Fundacja dla zwierząt działająca w Warszawie opublikowała wpis łamiący serca wszystkim wrażliwym. Dwa szczeniaki, które trafiły do adopcji właśnie z fundacji Tymmmczasy, wróciły do niej w przeraźliwym stanie. Obie suczki mają poparzone ciała i w wielu miejscach wyłysienia. Kobieta zbiegła po oddaniu zwierząt i kontakt z nią się urwał.

Adopcja psa: wymogi

Wiele osób narzeka, że adopcja psa jest zbyt trudna i wymagająca. Schroniska i fundacje coraz częściej stawiają warunki w postaci spacerów przedadopcyjnych oraz spisania umowy prawnej. Niestety sytuacja, która została opisana poniżej, pokazuje, że nawet takie zabezpieczenia nie są wystarczające. Te dwie suczki trafiły w ręce bezdusznej kobiety, która najpierw doprowadziła do ich strasznego stanu, a następnie je porzuciła. 

 

Z wielkim żalem i skruchą piszemy ten post. Mimo fundacyjnych wymogów i obostrzeń okazuje się, że nie zawsze znajdujemy...

Posted by Fundacja Tymmmczasy on Tuesday, September 17, 2019

Adopcja psa ze smutnym zakończeniem

“Z wielkim żalem i skruchą piszemy ten post.
Mimo fundacyjnych wymogów i obostrzeń okazuje się, że nie zawsze znajdujemy zwierzakom „właściwe” domy.
FIFI I FLORA miały mieć szczęście - siostry poszły do wspólnego domu.
Niestety wróciły z adopcji po 3 tygodniach (...)
Trafiły tam w opłakanym stanie fizycznym. FLORA poparzona na żuchwie z objawami neurologicznymi, FIFI z poparzeniami łapki, genitaliów i języka oraz z wyłysieniami na plecach. Obie dziewczynki miały „zamglone” oczy.
Po konsultacjach u trzech weterynarzy i psiego okulisty diagnoza jest jedna: miały kontakt z silnym środkiem chemicznym. (...) Ich dotychczasowa właścicielka przywiozła je w sobotę do weterynarza i odjechała do bankomatu po pieniądze. Przez dwa dni nie wróciła do kliniki i nie odbierała telefonów.
(...)
Przepraszamy Was dziewczynki! 😢😢
Sprawa zostanie zgłoszona na policję.” - treść postu z fanpage’a fundacji Tymmmczasy
 

Źródło: warszawawpigulce.pl