Aktualności :
wamiz-v3_1

Reklama

Ten mężczyzna musiał mieć amputowane kończyny i nos z powodu swojego psa. Ale nadal go kocha

Mężczyzna w szpitalu po amputacji. © Twitter @infowe

Kiedy Greg wylądował w szpitalu, lekarze podejrzewali, że ma ciężką postać grypy. W wyniku infekcji mężczyzna stracił wszystkie kończyny. Jak się okazało, winna wszystkiemu była bakteria znajdująca się w ślinie jego psa.

Przez Agnieszka Marczak, 11 paź 2019

(Nie)groźna bakteria

Mieszkający w stanie Wisconsin, 48-letni Greg Manteufel nigdy nie chorował, dlatego kiedy usłyszał diagnozę, przeżył prawdziwy szok. Lekarze zdecydowali się na amputację rąk, nóg, usunięcie skóry z nosa i części górnej wargi mężczyzny. Przyczyną była jedna z chorób odzwierzęcych (zoonoza), spowodowana capnocytophagą.

Bakteria ta występuje powszechnie w ślinie psów i kotów i prawie nigdy nie prowadzi do zachorowania, chyba że dana osoba ma upośledzony układ odpornościowy. Capnocytophaga canimorsus rozprzestrzenia się poprzez ugryzienie, polizanie lub inny kontakt ze śliną psa lub kota – nosiciela.

Osoba zakażona capnocytophagą może mieć pęcherze, zaczerwienie czy obrzęk w miejscu ugryzienia bądź polizania przez zwierzę. Do tego dochodzą objawy przypominające grypę: gorączka, bóle mięśni, głowy, wymioty i biegunka.

Jednak prawdopodobieństwo ciężkiej infekcji jest bardzo niskie. Ponad 99% osób posiadających czworonogi nigdy nie zachoruje tak ciężko jak Greg.

Na szczęście szybka interwencja uratowała Gregowi życie. Obecnie mężczyzna ma protezy, które pozwalają mu używać sztućców, pilota do telewizora czy otwierać drzwi. Mężczyzna próbuje sił w krojeniu warzyw i zmywaniu naczyń. Planuje odnowić swój samochód, by mógł go prowadzić w protezach. Chce również kupić specjalny kij, który umożliwi mu powrót do wędkarstwa.

Miłość bez granic

Greg mówi, że przez cały czas spędzony w szpitalu, marzył o powrocie do domu, do swojego psa - suczki rasy pitbull – Ellie. Mimo przeszło 20 operacji, jakim musiał się poddać, nie obwinia swojego pupila za to, co się stało.

Ellie jest dla niego ogromnym wsparciem. Kiedy jest przygnębiony, suczka przychodzi i siada koło niego. Małżeństwo Manteuflów nie zdecydowało się na przebadanie Ellie, czy to ona jest nosicielką niebezpiecznej bakterii.

- Nawet nie zadaliśmy sobie trudu jej przetestowania. Nie pozbylibyśmy się jej, gdyby to ona i tak ją spowodowała. Po prostu kochamy ją na zabój – mówią.

Źródło: USA Today