Aktualności :

Reklama

Bydgoszcz: strażacy na sygnale ruszają na ratunek kotu, ale takiego finału nikt się nie spodziewa

Wóz strażacki. cat-wow

Zdjęcie ilustracyjne

© Facebook @Bydgoszcz998

Nikt nie chciał pomóc kotu, który utknął na parapecie. W końcu zlitowali się nad nim bydgoscy strażacy.

Przez Agnieszka Marczak

Opublikowano 24.04.2020, 12:07

Zrozpaczony maluch na czwartym piętrze

Na czwartym piętrze bloku na Kapuściskach w Bydgoszczy utknął kot. Właścicieli ani najbliższych sąsiadów najwyraźniej nie było, bo kot przeraźliwie miauczał już od dłuższego czasu.

Mieszkanki osiedla, zaniepokojone losem zwierzaka, zadzwoniły do Animalsów, Staży Miejskiej i do Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. W końcu do akcji wkroczyła straż pożarna.

- Tak naprawdę nie jesteśmy od tego typu akcji, ale tym razem zrobiliśmy wyjątek - mówi ogniomistrz Marcin Hirm z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Bydgoszczy dla Gazety Wyborczej. - Wcześniej konsultowaliśmy ten wyjazd z komendantem. Przełożony się zgodził, ponieważ nie mieliśmy innych poważniejszych wezwań.

Tajemnicze zniknięcie

Strażacy przyjechali na ul. Baczyńskiego wozem bojowym z 39-metrową drabiną. Niestety, na miejscu okazało się, że pod ciężarem wozu załamałyby się studzienki kanalizacyjne pod blokiem.

Kiedy strażacy szacowali ryzyko, kot z niedowierzaniem przyglądał się akcji, po czym po prostu zniknął. Nie wiadomo jak, musiało udać mu się wsunąć z powrotem do mieszkania przez szczelinę w uchylonym oknie. 

- Nie wiem, jak on to zrobił, wyglądało, jakby szedł do góry po szybie - powiedział Gazecie Wyborczej jeden z obserwatorów. 

To nie pierwsza akcja, kiedy strażacy pomagają zwierzętom w tarapatach. Poczytaj więcej

Źródło: bydgoszcz.wyborcza.pl