Aktualności :

Reklama

Lucjan Pazur: niezwykły rezydent warszawskiej lecznicy

kot Lucjan Pazur cat-happy
© Przychodnia Towarzystwo Weterynaryjne

Lucjan to piękny, czarny kocurek, który pewnego dnia pojawił się w Przychodni Towarzystwo Weterynaryjne na warszawskiej Pradze i został jej stałym rezydentem. Lucjan, który otrzymał „nazwisko” Pazur oraz pierwsze miejsce na liście personelu lecznicy, podtrzymuje na duchu zarówno pacjentów, jak i ich opiekunów. Poznajmy jego historię!

Przez Anna Zielińska-Hoşaf , 30 kwi 2020

Kocia „niespodzianka”

Lucjan Pazur. Specjalizacja: wsparcie mentalne pacjentów. Tak zaprezentowany został w zakładce „Personel” Przychodni Towarzystwo Weterynaryjne czarny kocurek z białym medalionem i magicznymi, złotymi oczami. Skąd wziął się ten koci pracownik kliniki? Właścicielka lecznicy, lekarz weterynarii Monika Myziak opowiada, że Lucjan trafił do przychodni w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Przyniosły go osoby, które podejrzewały, że wypadł z okna. Nie posiadał czipa, nie udało się także nigdy ustalić, co naprawdę się wydarzyło.

W chwili przyniesienia do lecznicy mały Lucjanek miał 3 i pół miesiąca. Nie wykazywał żadnych niepokojących objawów, a osoby, które przyniosły go do lecznicy, oznajmiły, że czeka już na niego dom.

– W tym czasie przeprowadziliśmy pełną diagnostykę i odkryliśmy, że Lucjanek kuleje na tylną łapkę – opowiada Monika Myziak. – Kulawizna była wykrywalna tylko po zabawie i tylko czasami. Podjęliśmy oczywiście dalszą diagnostykę, która wykazała, że kot ma zwichnięty staw biodrowy oraz wadę budowy stawu kolanowego w tej samej łapie. Czekały go dwie operacje ortopedyczne: pierwsza to amputacja główki kości udowej, która jest jedynym skutecznym sposobem na wyleczenie, druga to przywrócenie prawidłowego kształtu powierzchni stawu kolanowego. Potencjalni opiekunowie nie zdecydowali się na adopcję ze względu na te problemy. Tak więc wraz z naszymi chirurgami sami podjęliśmy decyzję o leczeniu Lucjanka. Obie operacje zostały przeprowadzone, przebiegły bez powikłań i obecnie kot nie kuleje. I został z nami.

Skąd się wziął „Pazur”?

kot Lucjan
© Przychodnia Towarzystwo Weterynaryjne

Pewnego dnia lecznicę odwiedziła wycieczka dzieci z przedszkola, które przyszły tu z okazji Międzynarodowego Dnia Zwierząt. Podczas zwiedzania przychodni najbardziej spodobał im się właśnie kot-rezydent – i to z wzajemnością. Kocurek bardzo polubił towarzystwo dzieci. Maluchy postanowiły go jakoś nazwać, choć kot otrzymał dopiero co imię „Lucjan”, i to po burzy mózgów całego zespołu. Ale ponieważ dzieci nazwały go „Pazurek”, czarny elegant otrzymał drugie imię albo – jak kto woli – nazwisko.

Lucjan porusza się swobodnie po całej przychodni. Nie jest zainteresowany wychodzeniem na zewnątrz – na szczęście, gdyż dzięki czemu jest bezpieczny:
– To warunek jego pobytu w klinice – podkreśla Monika Myziak.

Lucjan Pazur został wpisany jako członek personelu kliniki – choć podobno niektórzy nieoficjalnie nominowali już go dyrektorem tego medycznego przybytku. Choć początkowo część wchodzących do przychodni osób, które widziały wylegującego się na posłaniu Lucjana, uznała go za… sztuczną dekorację, obecnie jego nieobecność jest zauważana bardzo szybko:

– Gdy zabieram go na parę dni, na przykład przed Świętami, ludzie dopytują się, gdzie jest, co się z nim stało – mówi właścicielka kliniki.

Koci psycholog i miłośnik królików

Lucjan bardzo lubi asystować także przy wizytach w gabinetach. Jest nastawiony pokojowo do zwierząt, zawsze jest bardzo wszystkiego ciekawy. Naturalnie unika kontaktu z tymi zwierzętami, które są wobec niego agresywne. Co ciekawe, szczególną sympatię odczuwa wobec… królików. Chętnie im towarzyszy, jak również zwiedza ich kontenerki transportowe. Czy króliki reagują na jego obecność? Przede wszystkim zwierzęta te są ogólnie zestresowane wizytami w przychodni – kot może dla nich stanowić pewien punkt odwrócenia uwagi. To już coś!

Ulubionym zabiegiem Lucjana jest pobieranie krwi (czego zapewne nie można powiedzieć o samych pacjentach). Być może dlatego, że kocha zabawę gumkami służącymi do zaciskania łapy zwierzęcia podczas pobierania. Swego czasu namiętnie bawił się też koreczkami wenflonowymi. Obecnie nieco wydoroślał i szaleje wśród sprzętu nieco mniej – a może to zasługa córki właścicielki jednego z pacjentów? Niedawno własnoręcznie wykonała kocie zabawki i sprezentowała je Lucjanowi. Bardzo przypadły mu do gustu.

Wolne chwile Lucjan spędza na swoim posłaniu na ladzie recepcji. Nie ma nic przeciwko głaskaniu. – Można powiedzieć, że pełni funkcję psychologa, odstresowując nas i naszych klientów – przyznaje Monika Myziak.

Uparciuch, smakosz i miłośnik toreb

Kot Lucjan
© Przychodnia Towarzystwo Weterynaryjne

Lucjan jest bardzo ciekawski. To pozytywna cecha, choć czasami sprawia problemy, zwłaszcza jeśli trzeba go na przykład odizolować od psów, które nie przepadają za kotami. Niekiedy trudno zamknąć przed nim gabinet:

Ma takie usposobienie, że jak wyprosimy go drzwiami, to wróci oknem. Czy raczej drugimi drzwiami – śmieje się właścicielka kliniki.

Lucjan chętnie dogląda pacjentów, ich opiekunów oraz lekarzy – patrzy, kto przyszedł do gabinetu, po co i co z nim robią. Część energii wyładowuje też w zabawie. Chętnie biega po schodach za zabawkami – to był zresztą już element jego rehabilitacji po operacjach kończyny. Niekiedy zapędza się aż na dół, do salonu groomerskiego, gdzie uwielbia przesiadywać w wannie. 

Uwielbia też jeść – co nie jest oczywiście niczym niezwykłym w kocim świecie. Jak wspomina Monika Myziak, Lucjan miał taki czas, że wybierał sobie kocie karmy dostępne w klinice i samodzielnie otwierał opakowania.

– Pewnego dnia przyszła do nas pani, która nie mogła się zdecydować na konkretną karmę. Wówczas to Lucjan wybrał jedną, „skasował” opakowanie zębami, a klientka rzekła po prostu: „to poproszę tę”. Jak widać, Lucjan pomaga też w takich trudnych wyborach!

Kolejna rzecz, którą lubi Lucjan, to torby i wszelkie torbopodobne kryjówki. Nie tylko transporterki dla królików, ale i inne, niekoniecznie szyte na jego miarę akcesoria do przenoszenia zwierząt:

– Kiedyś przyszła do nas pani z pieskiem chichuahua, o wiele mniejszym od Lucjana. Zostawiła psie nosidełko w poczekalni, a Lucjan się tam wepchnął – wyglądał komicznie. Innego razu pewien pan wyniósł go w kontenerze razem ze swoim kotem. Nikt nie zauważył, że Lucjan tam wszedł! Dopiero koleżanka spostrzegła i spytała: „A pan to przyszedł z dwoma kotami?” – śmieje się Monika Myziak. – Uważamy też na wózki dziecięce, ich dolną część, oraz damskie torebki – też je bardzo lubi.

Lucjan Pazur zżył się z całym zespołem przychodni, jak również z jej stałymi klientami oraz pacjentami – przynajmniej niektórymi. Bez wątpienia taki koci rezydent przyciąga jak magnes. Życzymy mu wielu owocnych lat pracy!