Aktualności :

Quiz: jaka rasa kota jest dla Ciebie?

Reklama

Wolontariusze wpadli na niezwykły, literacki pomysł, aby wspomóc schronisko

pies z Korabek dog-cat-serious

Jeden z psów przebywających w Schronisku w Korabiewicach

© Schronisko w Korabiewicach

Jak wiemy, w Polsce jest wiele placówek, które starają się  pomagać zwierzakom. Jednym z nich jest Schronisko dla Zwierząt w Korabiewicach Viva! Miejsce to finansuje się całkowicie  samodzielnie -  z datków i darowizn.  Oznacza to, że wolontariusze i pracownicy nieustannie  szukają  wyjątkowych form wspierania zwierzaków. 

Przez Redakcja Wamiz , 20 maj 2020

Jedną z nich stała się  strona internetowa korabkoweopowiesci.pl. Można na niej  przeczytać niezwykle wzruszające opowiadania, do których inspiracją stały się historie  korabiewickich podopiecznych. Tu warto zaznaczyć, że w Schronisku przebywają nie tylko psy i koty, ale również liczne zwierzęta gospodarskie (kozy, świnie, krowy, konie) oraz lisy.

Niezwykłe historie zwykłych zwierzaków

piesek Grimm
©Schronisko w Korabiewicach

Teksty do „Korabkowych opowieści”  napisały m.in. Sylwia Chutnik, Maria Letki czy Dorota Suwalska.  Opowiadania cechuje ogromna różnorodność, która jest odbiciem działań  placówki i jej niezwykłej historii.  Fundacja „Viva” przejęła Schronisko w 2012 roku, kiedy to było w całkowitej ruinie mimo posiadania pod swoją opieką ok.  400 zwierząt, w tym również niedźwiedzi.

W „Korabkowych opowieściach” nie zabrakło opowieści o nich właśnie, a prócz nich spotkamy tu psy -  których jest w Korabiewicach najwięcej -  koty, lisy, kozy, konie i krowy.   Należy pamiętać, że opowiadania zazwyczaj nie są odzwierciedleniem realnych historii. To w większości fikcja literacka, ale zainspirowana konkretnym zwierzakiem, o którym   możecie również przeczytać na „Korabkowych opowieściach”. Przy każdej historii znajduje się bowiem opis inspiracji. 

swinki
©Schronisko w Korabiewicach

Na szczególną uwagę zasługuje również tekst  trzech wolontariuszek – córki, mamy i babci -  które mają jeden z najdłuższych staży wolontaryjnych w schronisku. Dziewczyny ciekawie i barwnie opowiedziały o  blaskach i cieniach swojej pracy.  
 
Wszyscy twórcy „Korabkowych opowieści”  zrzekli się swoich honorariów, ale pod każdym tekstem istnieje możliwość wyrażenia wdzięczności autorowi/autorce poprzez przekazanie datku na rzecz schroniska. W taki to właśnie nietypowy i oryginalny sposób pozyskiwane są  kolejne środki na rzecz utrzymania Schroniska.

Powstałe historie siłą rzeczy bywają smutne, ale właściwie w każdej jest kawałek nadziei. Oto fragmenty dwóch z nich: opowiadania „Nitka” Sylwii Chutnik oraz „Lena” Marcina Pałasza.
Pierwsze dotyczy suni – dzikuski przebywającej obecnie w tzw. domu tymczasowym, gdzie czeka na swój docelowy dom.  

Inspiracją do drugiego opowiadania stały się losy niepełnosprawnej suczki, która znalazła już dom, a nawet ma własny fanpage: Facebook.com/LENADOGONWHEELS/

Mamy nadzieję, że te fragmenty zachęcą Was do dalszej lektury oraz zainspirują do pomocy zwierzakom.

Schronisku możecie pomóc zostając wirtualnym opiekunem jednego ze zwierząt lub wpłacając drobny datek - już 2 zł pozwoli nakarmić jednego zwierzaka. Więcej szczegółów znajdziecie tutaj.
 

Idź stąd, nie patrz na mnie, nie wyciągaj do mnie ręki. Nie myśl o mnie, zapomnij o mnie, nie ma mnie. Nie wiem, co się dzieje, nie chcę tu być, nie chcę, żebyś ty tu była. 
 

Chcę zniknąć. Moim największym marzeniem jest stać się niewidzialną. Wykopałam sobie specjalną Norkę Znikania i kładę się w niej za każdym razem, kiedy czuję się źle. Właściwie leżę w niej cały czas. 

Najgorszą rzeczą, jaka może przydarzyć się istocie żyjącej, jest druga istota. Taka, która też się rusza, oddycha, czegoś chce. Głównie zaatakować, bo co innego. Należy być ciągle najeżoną, od postawionych na sztorc włosów istoty uciekają. Boją się nas, tak jak my boimy się ich. Pokazywanie zębów też działa, można udawać, że się gryzie. Chapać powietrze z wyobrażając sobie, że rozrywa się skórę wroga. 

Fragment tekstu Sylwii Chutnik „Nitka” 

Przecież każdy wie, że psy są prawdomówne, no nie? Gdy robimy się złe – od razu to widać. Gdy chcemy się bawić – też wiadomo, kiedy. Gdy coś nas ciekawi – umiemy dać sygnał. A gdy słychać fajerwerki czy inne wystrzały – od razu chowamy się pod biurko albo uciekamy, gdzie pieprz rośnie.

Więc czemu inne psy ze schroniska w Korabiewicach nie chciały wierzyć w to, co im opowiedziałam, gdy mnie tam przywieźli?! 

Zaczęłam jednak opowiadać tę historię trochę od środka, a tak chyba nie powinno się robić. Zacznę więc od początku. Bo wcale nie pochodzę z Korabiewic, ba! – ja w ogóle nie pochodzę z Polski! Urodziłam się na Ukrainie, ale nie bardzo to pamiętam.

Fragment tekstu Marcina Pałasza „Lena”.