Aktualności :

Reklama

Opiekun zauważa, że coś wystaje z psu z boku i natychmiast biegnie z nim do weterynarza!

Żaden weterynarz nie mógł zdiagnozować objawów Gilly i jej pogarszające się zdrowie niepokoiło opiekunów. Kiedy prawda wyszła na jaw, wszyscy struchleli. 

Przez Sabina Stodolak

Opublikowano 30.06.2020, 07:29

Był 2017 rok. Cocker Spaniel Gilly towarzyszył rodzinie podczas letniego grillowania. Impreza przebiegła świetnie, ale następnego dnia rano Gilly zaczął uskarżać się na ból w dolnej części ciała. Przez kilka następnych dni objawy się pogarszały. Gilly cierpiał. Opiekunowie pojechali z nim do weterynarza. 

Twój pies ma wzdęty brzuch? Sprawdź, jak mu pomóc

Diagnoza lekarza weterynarii była niejednoznaczna – albo pies coś połknął, albo ma podrażnienie związane z nasionami trawy, które połknął. Mimo tego, że opiekunowie odwiedzili kilku weterynarzy, żaden nie był pewny diagnozy. Mimo kilku badań i rachunków na ponad 300 funtów, nadal nie było wiadomo, co dolega psu. 

Dwa lata w bólu

Mijały miesiące. W 2019 roku pies nadal był w złym stanie. Pewnego dnia, opiekunka psa Karen Fergusson zauważyła na jednym z boków psa wgłębienie, z którego wystawało coś, co wyglądało jak kawałek drewna. 

Karen natychmiast pojechała do kolejnego weterynarza, który wykonał prześwietlenie. Okazało się, że Gilly ma w ciele drewniany szpikulec do szaszłyków! Utknął w jamie brzuszne, ale na szczęście ominął wszystkie ważne organy. Gilly żył z nim przez dwa lata! 

Natychmiast wykonano operację usunięcia patyka, a Gilly po rekonwalescencji może wreszcie cieszyć się życiem bez bólu!