Reklama

Ten porzucony kociak płakał tak długo, aż 10-latek zrozumiał, co trzeba zrobić

Spotkanie, które odmienia życie małego Ariela. 

Przez Sabina Stodolak

Opublikowano 09.07.2020, 13:26

Ariel miała zaledwie 3 tygodnie, kiedy została odnaleziona wraz z całą kolonią kotów przez grupę ratowników w Kalifornii. Umieszczono ją w domu zastępczym, by miała jak największe szanse na przetrwanie. Była przecież taka malutka. 

Kiedy Kelli Gross odkryła, że Ariel potrzebuje domu zastępczego, natychmiast pospieszyła z pomocą. Miała już doświadczenie w opiece nad kociętami i miała w domu mamę i kocięta. Na spotkanie z Ariel przyszła z 10-letnim bratem. 

Kot nie daje się uspokoić

Kiedy tylko przyjechali do weterynarza, by odebrać kociaka, od progu usłyszeli jego rozpaczliwy płacz. Ariel brzmiała tak, jakby ktoś obdzierał ją ze skóry. Była przerażona. Nic, co robiła opieka weterynaryjna, nie  było w stanie jej uspokoić. 

Wtedy brat Kelli, Zack, wziął kociaka na ręce i delikatnie go tuląc i całując, zaczął kołysać. Dosłownie po kilku sekundach maluch uspokoił się i zasnął. Kiedy zabrali kociaka do auta, przez całą 30-minutową drogę, Ariel prawie nie popiskiwała. 

Zack – profesjonalista opieki nad kociętami 

Okazało się, że brat Kelli ma dobra rękę do kociąt. Kiedy się nimi zajmuje, uspokajają się i przestają płakać i drżeć. To prawdziwy cudotwórca, który pomógł już prawie stu osieroconym kotom. Zack jest też żywym dowodem na to, że dzieci mogą być bardzo łagodne i opiekuńcze w stosunku do małych stworzeń, które potrzebują ich wsparcia. 

Ariel zaaklimatyzowała się w nowym domu i po początkowych trudnościach związanych z przyzwyczajeniem do picia mleka z butelki, w pełni zaakceptowała swoją zastępczą kocią mamę. Dziś Ariel czuje się już dobrze i jest dużym, zdrowym kotem. 

Żywienie kociąt - o czym pamiętać?