Aktualności :

Reklama

Uwalnia psa zamkniętego w klatce dla królików. 2 dni później do jego drzwi puka policja…

W kilka dni po interwencji członek stowarzyszenia ratującego psy zostaje wezwany na przesłuchanie. 

Przez Sabina Stodolak

Opublikowano 07.08.2020, 17:02

Stowarzyszenie praw zwierząt Les Sales Gosses wykonało interwencję ratowniczą, uwalniając psa o imieniu Ficelle, który przez dwa lata był przytrzymywany w ciasnej klatce dla królików. Według publikacji, która stowarzyszenie umieściło na Facebook, o sytuacji psa dowiedzieli się z krążącego po gminie zdjęcia. 

Aby móc zainterweniować, stowarzyszenie potrzebowało autoryzacji. Zgłosili się więc na policję i złożyli skargę na opiekuna psa oraz zgłosili potrzebę interwencji, by uratować psa. 

Niestety doszło do błędów proceduralnych i zamiast w imieniu stowarzyszenia, skarga została złożona w imieniu jego członka o imieniu Arnaud. 

Interwencja zgodnie z przepisami 

Stowarzyszenie dołożyło wszelkich starań, by interwencja przebiegła zgodnie z prawem. Skontaktowali się  z ratuszem, by uzyskać od burmistrza pozwolenie, ale niestety burmistrz był nieosiągalny, co uniemożliwiło stowarzyszeniu uzyskanie autoryzacji. 

Członkowie stowarzyszenia byli w kropce. Na zewnątrz ponad 30 stopni Celsjusza, a pies tkwi w za ciasnym kojcu postawionym na pełnym słońcu.

Czekanie na zgodę burmistrza oznaczałoby dla suczki konieczność spędzenia w tych warunkach całego weekendu. Członkowie grupy ratowniczej zdecydowali się udać na miejsce i negocjować z opiekunem Ficelle jej uwolnienie. 

Kiedy przybyli na miejsce i zobaczyli warunki, w jakich mieszka pies, przerazili się. Najgorsze w tym wszystkim było to, że klatka dla królików stała w miejscu doskonale widocznym dla sąsiadów „opiekuna” ale żaden z nich przez dwa lata cierpień suczki nie zareagował i nie zgłosił znęcania się nad zwierzęciem. 

Policja ściga ratowników 

Pies został uwolniony i zabrany od pastwiącego się nad nim opiekuna. Dla organizacji Les Sales Gosses nie był to jednak koniec problemu. Dwa dni później, w niedzielny poranek, do drzwi Arnaud, członka stowarzyszenia, który podpisał się pod złożoną na policji skargą, zapukali stróże prawa.  

Został zatrzymany, a policja przeszukała jego dom w poszukiwaniu Ficelle. Przez kilka godzin przesłuchiwali go, aż w końcu wystosowano wobec niego zarzut oszustwa. Tylko dlatego, że chciał uratować zwierzę i nie chciał, by dłużej cierpiała! 

Jedyna pozytywna wiadomość jest taka, że Ficelle czuje się dobrze. Została przebadana przez weterynarza i poza ubytkiem masy mięśniowej i problemami ze stawami jej stan został oceniony jako dobry. 

Miejmy nadzieję, że problemy Arnaud i stowarzyszenia zostaną szybko wyjaśnione i pozytywnie rozwiązane, bo to, by osoby, które uratowały psa musiały odpowiadać karnie, po prostu nie mieści się w głowie!