Reklama

Cztery stare wygi zobaczyły nową wolontariuszkę w schronisku i uknuły niecny plan

Cztery chhuahuy dog-happy
© Youtube.com/

Kiedy Julie zgłosiła się do wolontariatu, nie przypuszczała, że czeka na nią taka „niespodzianka”. 

Przez Sabina Stodolak

Opublikowano 23.01.2021, 17:56

Nie chciała adoptować żadnego psa. Chciała tylko pomóc, w miarę możliwości i wolnego czasu. Skończyła z czterema seniorami adopciakami. Jak do tego doszło? 

Julie Docherty po przeprowadzce do Los Angeles czuła się nieco samotna. Postanowiła zatem znaleźć sobie zajęcie. Wybór padł na schronisko dla psów, bo chciała mieć zwierzaka, ale nigdy nie miała ku temu warunków. Taki wolontariat mógłby pozwolić jej mieć kontakt ze zwierzętami, ale bez zobowiązań. Nie wiedziała wtedy jeszcze, co ją czeka. 

Pierwsza wpadka Julie

Podczas pierwszej wizyty w schronisku poznała MoMo. 11-letnią chihuahuę, w której natychmiast się zakochała. Postanowiła zabrać ją do domu. 

MoMo była zaniedbywana przez swojego poprzedniego opiekuna po prostu dlatego, że była starym psem. Julie szybko zorientowała się, że schronisko jest przepełnione psami – seniorami, które w końcu zostaną poddane eutanazji, bo bardzo mało osób zainteresowanych jest adopcją psa, z którym wiąże się większa odpowiedzialność. To psy, które wymagają troski i opieki, częstych wizyt u weterynarza (które kosztują), a zabawy z nimi jest mimo wszystko mniej, bo psy nie mają już takiej energii. 

Kolejne psy znajdują dom 

Julie nie mogła znieść tego, że w schronisku jest tak wiele seniorów. Postanowiła zmienić życie przynajmniej kilku z nich. I zaadoptowała jeszcze trzy chihuahuy. Teraz rodzinę tworzą: Manzana, MoMo, Choli i Paloma. 

Nowe mieszkanie Julie stało się przystanią i w pewnym sensie hospicjum dla psów rasy chihuahua.