Reklama

Stawiamy na dobro zwierząt! Rozmowa z Anną Zielińską, wiceprezeską Fundacji Viva!

<p>4 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Zwierząt Bezdomnych</p> dog-cat-serious

4 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Zwierząt Bezdomnych

© Alek B from Pixabay

Światowy Dzień Zwierząt Bezdomnych to okazja do pochylenia się nad losem naszych braci mniejszych, którzy zmagając się z głodem, chłodem, chorobami i liczą na pomoc dobrych ludzi. Pomoc taką niosą osoby indywidualne i organizacje prozwierzęce. O zapobieganiu bezdomności, finansowaniu pomocy, czipowaniu, domach tymczasowych i wrażliwości społecznej rozmawiamy z Anną Zielińską, wiceprezeską Fundacji Viva!

Przez Anna Zielińska-Hoşaf

Opublikowano 04.04.2021, 11:30

4 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Zwierząt Bezdomnych. Czy z tej okazji Viva! planuje dodatkowe akcje uświadamiające problem bezdomności?

Oczywiście będą informacje prasowe dotyczące Dnia Bezdomnych Zwierząt i tego, jak zapobiegać bezdomności. Niestety akcje uliczne są niemożliwe w okresie pandemii. 

Anna Zielińska - prezeska Fundacji VIVA! ©Taida Tarabuła

W Polsce działa coraz więcej schronisk dla zwierząt. Według danych Inspektoratu Weterynaryjnego w 2015 roku było ich 183, w 2019 roku – już 227. Skąd się bierze to zjawisko? Czy oznacza to, że bezdomność jest coraz większym problemem?

Mam wrażenie, że bezdomność nie wzrasta, choć nie jesteśmy w stanie tego oszacować. Dane są niestety zbyt ogólne. Ale trzeba podkreślić jedną rzecz – wzrosła liczba schronisk tworzonych przez podmioty prywatne. Nie jesteśmy teraz w stanie zapanować nad tą ilością, oszacować jej, ale ten wzrost jest widoczny.

Mieliśmy też kilka schronisk, które powstały gminnie (ze środków unijnych) – to duży plus. Czasem zdarza się inicjatywa międzygminna, w porozumieniu – kilka ościennych gmin tworzy schronisko.

To bardzo dobre przykłady tego, jak zapewnić opiekę bezdomnym zwierzętom blisko miejsca ich znalezienia. Chociażby aby właściciel nie jechał na drugi koniec Polski, szukając pupila.

Z drugiej strony, duże schroniska, np. Wojtyszki – te „obozy” prowadzone przez duże firmy, zaczęły nareszcie być potępiane społecznie. To miejsca, do których nie ma dostępu, to podmioty żerujące na pieniądzach gminnych i niezapewniające opieki zwierzętom.

Nie współpracują z wolontariuszami. Można się tylko cieszyć, że udało się skutecznie rozbić pierwsze takie ogromne konsorcjum, a znajdujące się tam zwierzęta trafiły do mniejszych placówek.

Dotykamy tutaj ważnego problemu – schronisko to nie tylko miejsce adopcji, ale także placówka, w której opiekun może odzyskać zwierzaka, który zaginął.

Niestety przeciętna osoba, gdy zgubi jej się zwierzę, nie wie co robić. Mimo naszych akcji informacyjnych w sklepach zoologicznych, lecznicach weterynaryjnych, ludzie nie wiedzą, jak mają się zachować w takiej sytuacji.

Brak powszechnego czipowania też nie ułatwia sprawy. Trudno określić drogę niezaczipowanego zwierzaka. Zwierzę jest odławiane, ale później często gmina nie kontroluje, co ze zwierzęciem się dzieje.

A nagminne jest to, że nawet osoby, które mają zaczipowane zwierzęta, nie wprowadzają np. po przeprowadzce swojego nowego adresu do bazy Safe Animal.

Niektórzy weterynarze czipują, ale nie wpisują danych. Nawet niewprowadzona zmiana numeru telefonu opiekuna nastręcza trudności. Straż gminna odłowi, sczyta czip, ale nie może się skontaktować z opiekunem.

Z drugiej strony w tych gminach, które wprowadziły darmowe czipowanie czy dofinansowanie do kastracji, sterylizacji i czipowania, widzimy spadek liczby zwierząt, które trafiają do schronisk. Straż odwozi zwierzę od razu do właściwego miejsca. To widoczne jest doskonale na warszawskim Paluchu.

Na Paluchu swego czasu było 2200–2400 zwierząt! Kiedy Urząd Miasta, z ogromnym wsparciem organizacji pozarządowych, zaczął organizować takie akcje, zwierząt w schronisku ubywało z roku na rok. Było też coraz więcej adopcji – tu z kolei ma znaczenie świetna współpraca z wolontariuszami szukającymi domów. Obecnie schronisko ma też porozumienie z ościennymi gminami, nie obsługuje już tylko Warszawy.

Choć według danych Inspektoratu Weterynaryjnego coraz więcej zwierząt trafia do adopcji, co roku coraz więcej trafia ich też do schronisk – dlaczego tak się dzieje?

Widzę tutaj dwie rzeczy: pierwsza – ogromnie zwiększa się wrażliwość społeczna. Ludzie w tej chwili zaczynają zwracać uwagę na błąkające się psy, powiadamiają gminy – stąd większa ich liczba trafia do schroniska.

Jest też faktycznie więcej adopcji – to znaczy, że więcej ludzi nie kupuje zwierząt, ale je adoptuje. Widzę tu pozytywną zmianę – zmieniło się podejście społeczne.

Ludzie wiedzą, że warto adoptować zwierzęta, że rasowe zwierzęta nie są lepszymi przyjaciółmi od tych, które czekają w schronisku.

I nie pozostają obojętni na krzywdę zwierząt, interweniują.

Dlaczego zamiast wydać pieniądze na powszechną sterylizację, tak jak np. w Holandii, gdzie w ten sposób praktycznie wyeliminowano problem bezdomności, w Polsce te pieniądze są wydawane na odławianie zwierząt i utrzymywanie schronisk?

Trzeba pamiętać, że wyłapywanie bezdomnych zwierząt i zapewnienie im miejsca w schronisku (ponadto pomoc wolno żyjącym kotom, głównie dokarmianie) to zadanie własne gminy, a sterylizacja nie – jest ona obligatoryjna tylko dla zwierząt w schroniskach (choć i tu nie zawsze ten wymóg jest spełniany)! Wyłapywanie jest wpisane do zadań gminy ustawowo.

Oczywiście powszechna kastracja rozwiązałaby ten problem! Holandia, kraje skandynawskie, nawet w Niemczech – tam nie ma bezdomnych zwierząt.

U nas problem polega na tym, że te zadania są „włożone” w ogólne fundusze gmin – a są to budżety bardzo różnorodne i bardzo małe. Muszą objąć rozmaite zadania – od szkolnictwa, opieki zdrowotnej po zwierzęta.

Urzędnicy fizycznie tych pieniędzy nie mają. Wszystkie rozmowy o kastracji i sterylizacji rozbijają się o to, kto ma zapłacić. Rząd mówi, że to rola gminy, gmina – że nie ma pieniędzy i nie jest w stanie wypełnić takiego zapisu.

W 2011 r., jeśli nie wcześniej, ponad 130 organizacji stworzyło koalicję na rzecz zwierząt i ułożyło pierwszy projekt zmian w Ustawie o ochronie zwierząt. W lutym 2011 roku został zarejestrowany Komitet Obywatelski i zebrano podpisy – rekordowe ponad 200 tys., a w sejmie i tak projekt przepadł po skierowaniu do komisji – odłożony na święte nigdy. Niestety wysiłek wielu organizacji poszedł na marne.

W projekcie są szczegółowe zapisy, pomysły na kwestię czipowania, kastracji, sterylizacji, projekt uwzględnia wymiar czasowy walki z bezdomnością. Później na podstawie tego projektu powstał projekt poselski, ale on też przepadł.

Teraz mamy trzecie podejście, czyli wielka obietnica „Piątki dla zwierząt”, która po raz kolejny przepadła.

Powiem tak – organizacje robią swoje – prowadzą sterylizacje i akcje informacyjne, starają się współpracować z gminami, biorą udział w pracach Komisji Dialogu Społecznego, budżetach obywatelskich, również przez konkursy grantowe, gdzie przyznawane są pieniądze na sterylizację i kastrację, np. kotów wolno żyjących, lub edukację.

Wyłapywanie do schronisk szczególnie trudne jest dla kotów środowiskowych, które w schronisku czują się bardzo źle.

Tak. Mamy koty bezdomne, które straciły dom w różny sposób – koty, które uciekły, koty wychodzące, które wystraszyły się czegoś... Po nich wszystkich widać, że to są koty domowe, które lgną do człowieka. I mamy też koty wolno żyjące.

Schroniska powinny oczywiście przyjmować koty bezdomne, ale trzeba pamiętać, że koty mocno odczuwają stres związany z zagęszczeniem, często spada wtedy odporność, dochodzi do infekcji i koty umierają, nie mówiąc o wysypie malutkich kociąt, które trafiają do schronisk i ich przeżywalność jest bardzo niska.

Kot wolno żyjący urodził się na wolności, jest w stanie funkcjonować i bytować w środowisku, i jest to kot bardzo potrzebny w ekosystemie. To naturalny czyściciel gryzoni, regulujący zwłaszcza ekosystem miejski. Któreś osiedle w Gdyni wytępiło swego czasu wszystkie koty wolno żyjące, a potem miało plagę myszy i szczurów.

Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt kotów tych nie wolno wyłapywać, wywozić, przemieszczać w inne miejsca, zamykać w schronisku, powodujemy wówczas duży stres u tych zwierząt.

Ostatnio często podnoszone są informacje o szkodliwym wpływie kotów na dzikie zwierzęta (ptaki i in.). Według niektórych usprawiedliwia to nawet uśmiercanie kotów. Inni z kolei zamykaliby w schronisku wszystkie koty…

Zgadzam się, że nadmiar kotów w ekosystemie jest szkodliwy – wyłapują one gady, ptaki i inne małe zwierzęta. Jeśli mamy ekosystem, w którym nie ma sterylizacji i kastracji, populacja bardzo szybko przyrasta, koty zaczynają robić dużo szkody.

Kot przywędrował do nas już dawno, osiadł w okolicach skupisk ludzkich. On już jest naturalnym elementem ekosystemu, póki równowaga nie zostanie zaburzona. Jednak ponieważ oswoiliśmy kota, musimy ekosystem regulować w sposób mądry – przez kastrację i sterylizację. Wówczas będziemy mieli odpowiednią ilość zwierząt w naszym środowisku.

Druga rzecz – trzeba pamiętać, że mieszka z nami coraz więcej zwierząt, a wypuszczanie ich to wprowadzanie dodatkowych osobników w ekosystem.

Koty posiadające opiekuna powinny być niewychodzące – mogą mieć wolierę, zabezpieczone okna; są nakarmione i nie muszą polować. A ptaki przeżyją – one też przecież są potrzebne!

Jeśli chodzi o osoby, które chciałyby wyłapać wszystkie koty i wszystkie koty zamknąć – trzeba pamiętać, że jest to niezgodne z prawem. Przekonując jednak przeciwników, uważam, że tu indywidualna rozmowa jest najważniejsza. Mam na myśli zwłaszcza spółdzielnie mieszkaniowe – warto pokazać, jak można wspólnie egzystować.

Problemem są też „zbieracze zwierząt” – te zwierzęta trafiają w duże zagęszczenie, opiekunom kończą się w pewnym momencie środki finansowe na leczenie czy utrzymanie zwierząt. Pamiętajmy, aby patrzeć na dobrostan przez pryzmat potrzeb zwierzęcia, a nie tego, co nam się wydaje.

Czy istnieją szacunki dotyczące liczby domów tymczasowych w Polsce? 

Nie wiemy, ile jest takich domów. Dom tymczasowy – to wolontariusz. Przygarnia bezdomne zwierzę, żeby w warunkach domowych lepiej funkcjonowało, przyzwyczaiło się do domowego życia. Bardzo często zapewnia mu opiekę podczas leczenia. Można ocenić charakter takiego zwierzęcia, wyłapać schorzenia – zdiagnozowanie ich jest łatwiejsze niż w schronisku.

Wolontariusz nie tworzy formalnie domu tymczasowego – taka instytucja nie jest sformalizowana. Osoba ta jest po prostu wolontariuszem organizacji z zawartym porozumieniem wolontarystycznym i często regulowanym regulaminem domu tymczasowego stworzonym przez organizację prozwierzęcą.

Mamy masę takich wolontariuszy, u wielu z nich zresztą dom tymczasowy po pewnym okresie zmienia się w dom stały.

Domy te są w każdym razie bardzo potrzebne. Schroniska nie są w stanie zapewnić opieki wszystkim zwierzętom bezdomnym.

W Vivie mamy nie tylko psy i koty, lecz także zwierzęta gospodarskie, gryzonie – szczury, myszy, koszatniczki. Są nawet organizacje specjalizujące się w gadach porzucanych przez człowieka. Trzeba pamiętać, że Zoo nie jest w stanie przyjąć wszystkich tych zwierząt. Mamy też konie – w domach tymczasowych i w adopcjach. Żadne schronisko nie jest przygotowane do tego, żeby wszystkie zwierzęta przyjąć. Domy tymczasowe są bardzo potrzebne – inaczej te zwierzęta nie trafiłyby pod niczyją opiekę.

Zwierzaki przebywające w domach tymczasowych akredytowanych przez fundację VIVA! można znaleźć na stronie progamu adopciaki.pl

I tu docieramy do odpowiedzi na Pani pytanie – domy tymczasowe są niepoliczalne. U jednej osoby może być 10, 20 myszek, jeśli osoba ta zna dobrze temat, a może być tak jak u mnie – miałam czworo kociąt, z czworga kociąt jedno zostało już u mnie na stałe, bo to ogromna dzikuska o niskiej szansie na adopcję.

Mam już kocie stadko – od kotów starszych po dzikusy, i wprowadzenie im nowego zwierzęcia jest teraz niemożliwe. Zrobiłabym krzywdę tym, które już są pod moją opieką. Ale to nie znaczy, że kiedyś nie będę próbowała znowu wprowadzać kotów na tymczas.

Działalność ta powinna być jednak regulowana, w postaci np. rejestrów zwierząt będących pod opieką organizacji i współpracujących z nią wolontariuszy, którzy mają podpisaną umowę wolontariacką zgodnie z Ustawą o pożytku publicznym i wolontariacie.

Czy gdyby więcej zwierzaków przybywało w domach tymczasowych, mogłaby się zmniejszyć liczba zwrotów z adopcji, a co za tym idzie – liczba bezdomnych zwierząt?

Domy tymczasowe to na pewno „dobre adopcje” – jesteśmy w stanie dopasować zwierzę do opiekuna. Każdy ma inny tryb życia, warunki mieszkaniowe, finansowe. W DT dobrze poznajemy zwierzaka i jego charakter, możemy też powiedzieć, że np. jest on chory na chorobę przewlekłą, co generuje koszty, czy chociażby dane zwierzę lubi biegać, jest aktywne i niekończenie jest najlepszą opcją dla 80-letniej pani.

Dom tymczasowy to instytucja nieoceniona. Ma tyle plusów! Nawet jeśli ktoś nie jest przekonany do adopcji, ale chciałby spróbować opieki nad zwierzęciem, może wziąć zwierzaka na tymczas.

Organizacja ponosi koszty utrzymania, karmy, leczenia. Nie wiemy tylko, jak szybko zwierzak znajdzie nowy dom. Ale jeśli ktoś ma taką możliwość, organizacje przyjmą wolontariuszy z otwartymi ramionami.

Czy istnieją regulacje prawne dotyczące funkcjonowania domów tymczasowych? Z jakich środków DT są finansowane?

Schroniska muszą prowadzić rejestry zwierząt. Fundacje nie muszą, ale prowadzą – nie znam też fundacji, które nie prowadziłyby adopcji na zasadzie umów adopcyjnych. Wolontariusze pracują w oparciu o Ustawę o pożytku publicznym i wolontariacie.

Wszystkie organizacje działają dzięki darczyńcom i utrzymują podopiecznych głównie z darowizn osób prywatnych, bo innych środków na zwierzęta praktycznie nie ma. Dom tymczasowy finansują tylko pieniądze darczyńców, ewentualnie mamy grant ze środków gminnych na kastrację zwierząt.

Zawsze stawiamy na dobro zwierząt, ratowanie życia, zdrowia, na kastracje, a dopiero dalej na inne działania. W związku w tym – jeśli ktoś jeszcze nie rozliczył podatku za 2020 rok, niech przeznaczy te środki dla zwierząt.

Nas, podatników, to nic nie kosztuje! Państwo nie daje środków na zwierzęta, a ten 1% to pieniądze państwa, które my możemy przeznaczyć na wybrany cel. To cegiełka budująca szczęście zwierząt, których życie jest niełatwe.

Rozmawiała Anna Zielińska-Hoşaf