Reklama

Śląsk. Zostawił psa u fryzjera. Nie sądził, że finał będzie tak tragiczny

Dwa bernardyny na spacerze dog-sad
© Facebook.com/Igor Szymański

Tosia była pięknym, 4,5 rocznym psem rasy bernardyn. To, co się jej stało, jest niewyobrażalne.

Przez Sabina Stodolak

Opublikowano 15.06.2021, 12:44

Pan Igor Szymański, opiekun Tosi strzygł ją u psiego fryzjera nie po raz pierwszy. I tym razem rodzina Tosi zawiozła ją do groomera w niewielkim mieście w śląskim, w którym była już kilkukrotnie. Nikt nie spodziewał się tego, że pół godziny później pies straci życie.

Pana pies się powiesił

Ojciec Pana Igora, który przywiózł psa dopytał fryzjera czy ma zostać z psem i pomóc przy strzyżeniu. Groomer odrzekł, że nie ma takiej potrzeby. Robił to już. Poradzi sobie.

Ustawił zwierzę na stole, przypiął linką do sufitu i … wyszedł do toalety. Nie trzeba było długo czekać na tragedię. Pies się poślizgnął i spadł ze stołu. Koniec linki przyczepiony do sufitu zadziałał jak sznur wisielca. Linka była zbyt krótka, by pies mógł swobodnie stanąć. Powiesił się na własnej obroży.

Nieumyślne spowodowanie śmierci psa? Nie ma takiego przepisu!

Opiekunowie Tosi są w szoku. Zawiadomili prokuraturę, ale okazało się, że polskim prawie nie ma paragrafu na taką sytuację. Pies nie został zabity celowo, zatem nie można „podciągnąć” sprawy pod znęcanie się nad zwierzętami.

Będą składać pozew cywilny przeciwko fryzjerowi.

To rażące niedbalstwo doprowadziło do śmierci psa

– wyjaśnia w wywiadzie dla Wyborczej Szymański. Dodatkowo rodzina przeprowadzi sekcję zwłok. Podejrzewają, że psu podano środki uspokajające. Sprawa trafi do sądu.

Wizyta w salonie groomerskim może skończyć się dla psa fatalną fryzurą (sprawdź nasz artykuł 10 najgorszych psich fryzur), ale nikt nie przypuszczałby, że może być niebezpieczna dla życia zwierzęcia.

Źródło: wyborcza.pl