Reklama

Rybacy z Kołobrzegu wypływają w morze. Okazuje się, że na pokładzie jest ktoś jeszcze

Rybacy z kociakami cat-sad
© Facebook.com/Fundacja Ogon Do Góry

Rybacy z Kołobrzegu przez 4 dni musieli walczyć o życie nietypowych gości, którzy znaleźli się na pokładzie. Brawa dla nich.

Przez Sabina Stodolak

Opublikowano 30.08.2021, 14:53, aktualizacja dnia 03.09.2021, 12:22

4 dni trwała walka o życie sześciu maleńkich kociaków, które znalazły się na rybackim kutrze Koł – 148, który sobotnim porankiem wypłynął z kołobrzeskiego portu.

 

Kotki na pokładzie kutra

Obecność kociąt zauważono dopiero następnego dnia po wypłynięciu z portu. Ze zwiniętych sieci dobiegało popiskiwanie. Okazało się, że zagrzebanych jest w nich sześć maluchów. Skąd się tam wzięły?

Jeden z  rybaków wspomina, że po pomoście kręcił się kot, ale nikt nie podejrzewał, że to kotka, która postanowiła okocić się na kutrze. Pechowo musiała prawdopodobnie opuścić dzieci, by wyjść po jedzenie, a w tym czasie stateczek ruszył. Dźwięk silnika wystraszył kotkę i maluchy wypłynęły w rejs bez mamy.  

Rybacy walczą o przeżycie maleństw

Maleństwa były mokre, głodne i rozpaczliwie płakały. Sytuacja była dość dramatyczna – planowo kuter miał pozostać na morzu przez kilka dni. Powrót do portu nie był możliwy, a ze względu na sztorm, nie można było przekazać kociąt na innych statek. Zaczęła się dramatyczna walka o życie maluchów. Trudna, bo przecież na statku nie było ani jedzenia dla takich maluchów ani bawet odpowiedniego sprzętu.

Żona jednego z rybaków skontaktowała się z fundacją Ogon do Góry, która pomogła wiedzą merytoryczną. Rybacy karmili maluchy woda z cukrem, a do karmienia wykorzystali … buteleczkę po olejku do papierosów elektronicznych! Maluchy umieszczono w wyłożonej kocami skrzyni z butelkami z ciepłą wodą.

Kociaki walczą o życie

Przez kilka dni rybacy co godzinę, na zmianę karmili maluchy. Wola życia, była u każdego z kociąt niezwykle silna, bo nie stracili ani jednego!

Fundacja czekała na rybaków i ich „połów” w porcie. Kocięta zostały przeniesione do inkubatora i na razie trwa walka o ich życie, bo nie wiadomo, czy wszystkie przeżyją wyziębienie i brak właściwego pokarmu. Jeden z kociaków może być spokojny o swoja przyszłość. Szymon Szybowski, jeden z rybaków kutra, zdecydował się na adopcję.  Kotek trafi do domu, w którym jest już inny kot i dwa psy.  

Niestety, mimo wielkiego poświęcenia rybaków, maluchy przeszły po tęczowym moście.

Poświęcenie i walka o ich życie najpierw rybaków, a potem pracowników fundacji są godne podziwu!