Aktualności :
wamiz-v3_1

Reklama

Od lat pomaga udręczonym psom. Prokuratura postawiła mu zarzut kradzieży!

Skrajnie wycieńczone psy © DIOZ

Konrad Kuźmiński, wolontariusz Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, od lat niesie pomoc zaniedbanym i udręczonym czworonogom. Teraz aktywista usłyszał szereg zarzutów związanych z prowadzonymi interwencjami.

Przez Marcelina Smugowska, 22 mar 2019

Siedem prokuratorskich zarzutów

Dotychczas Prokuratura Rejonowa w Jeleniej Górze przedstawiła Konradowi Kuźmińskiemu w sumie siedem zarzutów. Dwa dotyczą naruszenia miru domowego, trzy kradzieży, jedno oszustwa i fałszowania dokumentacji. Według śledczych aktywista ukradł psa Marleya z Osiedla Łomnickiego w Jeleniej Górze, skrajnie wygłodzonego Kostka z Kamiennej Góry i Barona z restauracji w Jakuszycach.

- Wszystkie te zgłoszenia właścicieli odebranych psów zostały już wcześniej umorzone. Jedno z nich nawet dwukrotnie. Nagle prokuratura wraca do nich po latach lub wielu miesiącach - mówi Gazecie Wrocławskiej, Kuźmiński.

Mężczyzna wyjaśnia, że wszystkie podjęte przez Inspektorat interwencje są zgodne z prawem. Zostały one przeprowadzone w oparciu o art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt, który mówi o tym, że w usadnionych przypadkach uprawione służby mają prawo odebrać właścicielowi zwierzę.

W rezultacie, dwie sprawy przeciwko właścicielom psów trafiły już do sądu, trzecia jest w trakcie postępowania administracyjnego.

"Nie mam się czego wstydzić"

- Przedstawiono mi zarzuty, które będziemy zaskarżać. Mam orzeczony dozór policji oraz zakaz wykonywania prac związanych z ochroną zwierząt. Użeram się z oprawcami i patologią nie dlatego, że to mi się podoba, tylko z powodu niedziałającej administracji - relacjonuje Kuźmiński.

- Orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne i mogę działać, więc mam nadzieję, iż sąd nie przychyli się do stanowiska prokuratury. Nie mam się czego wstydzić, chodzę z podniesioną głową, bo jeśli ratując zwierzęta jestem przestępcą, to przyznaję, że będę nim dalej - puentuje.

Działacz podejrzewa, że zarzuty prokuratury to odwet za bezkompromisową działalność na rzecz zwierząt.

Natomiast, prokuratur utrzymuje, że w trakcie jednej z interwencji Kuźmiński miał naruszyć nietykalność cielesną właścicielki psa. Z kolei zarzut oszustwa powiązany jest z wprowadzeniem w błąd innej kobiety, gdy podczas interwencji z 2015 r. przyznał, że jest przedstawicielem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, pomimo braku dokumentów.

- Uznano, że poprzez trzykrotne odepchnięcie ręki kobieta rozcięła sobie palec o samochód. Natomiast w sprawie, gdzie zarzuca mi się oszustwo, posiadałem pełnomocnictwo TOZ-u i legitymację członkowską. Do tego z oszustwem mamy do czynienia, gdy osiąga się korzyść majątkową, a o tym nie ma mowy - odpiera zarzuty Kuźmiński.

Równość wobec prawa?

- Jesteśmy za tym, żeby dbać o zwierzęta i ścigać osoby, które zajmują się nimi w niewłaściwy sposób. Jednakże, to ustawa określa, jak można odebrać psa i co z nim dalej robić. To że ktoś zajmuje się psem w sposób niewłaściwy nie oznacza, że już nie jest właścicielem zwierzęcia. O tym decyduje prawomocny wyrok sądu - zaznacza Sebastian Ziembicki z Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze.

Przedstawiciel prokuratury podkreślił, że wszystkich obowiązują przepisy, łącznie z inspektorami DIOZ.

Obecnie sprawą aktywisty zainteresowało się Ministerstwo Sprawiedliwości, Rzecznik Praw Obywatelskich i Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

 

JELENIOGÓRSKA PROKURATURA REPRESJONUJE NASZYCH INSPEKTORÓW. WEDŁUG ŚLEDCZYCH KRADLIŚMY SKRAJNIE ZANIEDBANE PSY‼️🆘⚖️ 🔴W...

Posted by Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt on Saturday, March 16, 2019