Kiedy wolontariusze Fundacji Kundelek dotarli do tego gospodarstwa, do którego trafili dzięki dobrym ludziom nie pozostającym obojętnymi na los zwierząt, nie mogli uwierzyć w tę dysproporcję.
W domu, w cieplarnianych warunkach żył maltańczyk. Na podwórku, w brudzie i smrodzie dogorywała spanielka z wielkim guzem zwisającym z brzucha.
Szkoda mi pieniędzy na uśpienie psa
Właścicielka psa uznała najwyraźniej, że białe jest lepsze niż czarne i spanielka wylądowała na podwórku, uwiązana łańcuchem do byle jakiej budy. Karmiona kośćmi i resztkami z obiadu stopniowo traciła siły i odporność.
Z czasem u suczki rozwinął się guz na brzuszku. Był coraz większy, ale nikt nie zdecydował się na wizytę u weterynarza, bo trzeba by było za taką wizytę zapłacić, a na to było szkoda pieniędzy.
Kiedy wolontariusze z Fundacji przyjechali na interwencje usłyszeli „Jak chcecie to ją weźcie i uśpijcie. Ja bym ją wzięła uśpiła ale to bez sensu, żebym teraz po weterynarzach jeździła i pieniądze wydawała”.
Ratunek dla Balbiny
Dzięki Fundacji pies z bolącym guzem dostał się natychmiast do weterynarza. Okazało się, że ma przepuklinę, którą trzeba będzie usunąć. Pies nie jest stary – ma zaledwie 5 lat.
Operacja usunięcia przepukliny u Balbiny się powiodła. Teraz pies przejdzie jeszcze całą diagnostykę i zabiegi pielęgnacyjne, a wtedy, być może będzie gotowy na to, by znów komuś zaufać. Komuś, kto nie wyrzuci jej na ulicę.