Philip Seo, behawiorysta psów i kierownik organizacji Korean K9 Rescue, spacerował po szlakach w Paju w Korei Południowej. W pewnym momencie usłyszał ciche piski dochodzące z pobliskich zarośli.
Zaintrygowany zszedł ze szlaku i podążył za dźwiękiem. Po chwili zajrzał do głębokiego wąwozu i zamarł.
Na jego dnie znajdował się maleńki szczeniak. Zwierzę było całkowicie uwięzione i zbyt małe, by samodzielnie wydostać się na strome zbocze. Było mokre, brudne i wyraźnie wyczerpane wielogodzinnym wołaniem o pomoc.
Wiedział, że ratunek właśnie nadszedł
Kiedy szczeniak zauważył człowieka, natychmiast zaczął radośnie podskakiwać. Jakby zrozumiał, że jego koszmar właśnie dobiega końca.
Nie wiadomo, w jaki sposób znalazł się w tak odludnym miejscu. Gdyby Philip nie usłyszał jego rozpaczliwych pisków, zwierzę prawdopodobnie nie miałoby szans na przeżycie.
Ratownik ostrożnie wydostał malucha z pułapki i od razu zabrał go do kliniki weterynaryjnej.
Mały wojownik dostał drugą szansę
Badania wykazały, że szczeniak cierpiał z powodu odwodnienia, niedożywienia oraz kilku infekcji. Przez tydzień pozostawał pod intensywną opieką weterynarzy, którzy zrobili wszystko, by przywrócić go do zdrowia.
Maluch otrzymał imię Jjori. Po zakończeniu leczenia trafił pod opiekę organizacji Korean K9 Rescue, gdzie nadal dochodzi do siebie.
Dziś Jjori jest wesołym, ufającym ludziom szczeniakiem. Gdy tylko będzie gotowy, rozpocznie poszukiwania domu na zawsze. Ratownicy nie mają wątpliwości, że dzięki uroczemu charakterowi szybko skradnie czyjeś serce.