Gdy policjanci zatrzymali pojazd, szybko zrozumieli, że kierowca jest pod wpływem alkoholu. Chwilę później usłyszeli jednak historię, która nadała całej sprawie zupełnie inny wymiar.
Niebezpieczna jazda zakończona interwencją
Świadkowie, widząc sposób, w jaki poruszał się samochód, natychmiast powiadomili służby. Początkowo wielu z nich przypuszczało, że kierowca zasłabł lub stracił panowanie nad pojazdem.
Po zatrzymaniu auta okazało się, że za kierownicą siedział 56-letni mężczyzna znajdujący się pod wpływem alkoholu. Funkcjonariusze nie mieli wątpliwości, że jego zachowanie stanowiło poważne zagrożenie dla innych uczestników ruchu.
Na siedzeniu pasażera siedział jego pies
Podczas przesłuchania mężczyzna nie próbował zaprzeczać, że prowadził po alkoholu. Wyjaśnił jednak, dlaczego zdecydował się wsiąść za kierownicę.
Na miejscu pasażera znajdował się jego ukochany pies, który – jak twierdził – pilnie potrzebował pomocy weterynarza. Opiekun był przekonany, że liczy się każda minuta i w panice nie potrafił znaleźć innego rozwiązania.
– Nie miałem wyboru – tłumaczył później przed sądem.
Jego słowa pokazywały ogromne przywiązanie do zwierzęcia, choć nie zmieniały faktu, że swoim zachowaniem naraził na niebezpieczeństwo wiele osób.
Miłość nie zwalnia z odpowiedzialności
Sąd uznał mężczyznę za winnego prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu. Choć motywem jego działania była troska o psa, nie mogło to usprawiedliwić stworzenia zagrożenia na drodze.
W sytuacjach kryzysowych łatwo podjąć decyzję pod wpływem emocji, jednak nawet wtedy warto poszukać bezpieczniejszego rozwiązania – zadzwonić po bliską osobę, taksówkę lub całodobową pomoc weterynaryjną. Dzięki temu można uratować ukochanego pupila, nie narażając życia innych uczestników ruchu.