Ta historia graniczy z cudem. Jak donosi portal People, podczas obchodów Dnia Niepodległości w Stanach Zjednoczonych huk fajerwerków wywołał ogromną panikę u małej suczki.
Jeden ze świadków zauważył zwierzę w zatoce San Francisco, w pobliżu Menlo Park w Kalifornii. Natychmiast zaalarmowani ratownicy podjęli szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą, ponieważ suczka była otoczona przez agresywne mewy.
Przy użyciu drona zwiadowczego strażakom udało się namierzyć czworonoga około 800 metrów od brzegu.
Na wodę szybko zwodowano łódź ratunkową, by wyciągnąć suczkę z wody. Gdy tylko udało się wciągnąć ją na pokład, strażacy natychmiast owinęli ją jedną ze swoich kurtek ochronnych, aby ją ogrzać.
Wzruszające spotkanie
Suczka trafiła pod opiekę lokalnego towarzystwa opieki nad zwierzętami (SPCA), gdzie zbadali ją weterynarze. Poza lekkim zadrapaniem na pyszczku, będącym śladem po uderzeniach ptasich dziobów, oraz ogromnym wycieńczeniem, zwierzę było zdrowe. Dzięki mikrochipowi pracownicy SPCA mogli natychmiast skontaktować się z jej opiekunką.
Dla Mary Juarez telefon ze schroniska oznaczał koniec trwającego od dwóch tygodni koszmaru:
„Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie prawdziwą drogą przez mękę, gdy nie wiedziałam, co się z nią dzieje. Kiedy zadzwonili do mnie z SPCA, serce zabiło mi jak szalone. Nigdy nie zdołam wystarczająco podziękować ratownikom za to, że ocalili moją suczkę i oddali mi ją całą i zdrową”.