Nowy pies po stracie poprzedniego

RainyT
Rainyt Ikona przedstawiająca flagę francuski
Zgłoś

Cześć,

Miesiąc temu straciłam mojego berneńczyka. Odszedł w nocy, po cichu, nie zdążyłam się z nim pożegnać, czego strasznie żałuję. Miał dziewięć lat i był moim pierwszym psem, którego dostałam, mając 17 lat. Bardzo dużo mnie nauczył i to dzięki niemu jestem dzisiaj taką osobą, jaką jestem – szczególnie jeśli chodzi o moją miłość do spędzania czasu na łono natury.

Ponieważ robił się już starszy i nie nadążał za mną podczas wypraw, kilka miesięcy przed jego śmiercią zaczęłam się rozglądać za szczeniakiem. Chciałam, żeby to przejście było dla mnie łagodniejsze, a poza tym słyszałam, że szczeniak potrafi ożywić starszego psa. Bardzo mi jednak zależało na znalezieniu dobrej hodowli, bo sporo się dowiedziałam o tym, jak powinny wyglądać warunki u hodowcy. Ostatecznie mój pies odszedł, zanim udało mi się to sfinalizować.

To było bardzo nagłe i przez pierwszy tydzień prawie w ogóle nie płakałam. Byłam jakby odrętwiała, musiałam sobie świadomie powtarzać: „Już go nie ma”, a i tak co rano spodziewałam się, że go zobaczę. Żyjąc w tej swojej bańce, dalej przeglądałam ogłoszenia. Byłam nawet obejrzeć kilka szczeniaków owczarka australijskiego i labradora, ale na samą myśl o maluchu bez mojego berneńczyka, który mógłby go wszystkiego nauczyć, robiło mi się po prostu słabo.

Ale przedwczoraj pękłam. Zobaczyłam ogłoszenie o półtorarocznym golden retrieverze, którego ktoś chciał oddać. Mimo że poprzedni właściciel początkowo się wycofał, ostatecznie go wzięłam. Jest u mnie dopiero od doby, ale już widzę, że to przekochany psiak. Zna o wiele więcej sztuczek niż mój berneńczyk, dogaduje się z kotem, prawie nie ciągnie na smyczy, daje się czesać i zachowuje czystość. Krótko mówiąc – pies „gotowy”.

No i stało się: pierwszy raz od miesiąca puściły mi wszystkie emocje i nie mogę przestać płakać. Kiedy myślę o zabraniu go nad jezioro, czuję ścisk w żołądku. Mam poczucie, że muszę kurczowo trzymać się wspomnień o moim psie i nie pozwalać nowemu przybyszowi „wejść” na jego miejsce. Nie byłam w stanie użyć starej smyczy, wzięłam tę, którą dostałam od poprzedniego właściciela, mimo że jest dla mnie za krótka.

Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale wyrzucenie tego z siebie bardzo mi pomaga. Zastanawiam się, czy ktoś z Was przechodził przez coś podobnego? Czy zdecydowaliście się na nowego psa tak szybko po stracie poprzedniego? Boję się, że przez to poczucie winy wobec mojego berneńczyka nie będę potrafiła w pełni docenić tego goldena.

 

Przetłumaczony francuski
icon info

Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.

Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.

Ładowanie edytora

Napisz wiadomość i jeśli chcesz, prześlij zdjęcie. Prosimy o przestrzeganie zasad kulturalnej dyskusji.

Twój post będzie widoczny dla wszystkich członków międzynarodowego forum Wamiz.

13 odpowiedzi
Sortuj według:
  • S
    Santalucia Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Dzięki RainyT za Twoją odpowiedź (Picco85, myślę, że Ty odpowiedziałeś raczej na ten pierwszy post sprzed kilku miesięcy). Posłucham Waszych rad, bo są bardzo rozsądne. Żałuję tylko swojej reakcji, ale mam nadzieję, że to przejściowe, zwłaszcza że piesek wydaje się mieć same zalety. Ładnie przychodzi na zawołanie, jest bardzo kochany, nie kradnie jedzenia, jest posłuszny... Po prostu wizualnie to nie „to” (nie tak bardzo, jak w przypadku tamtego pół psa, pół lisa!). Przyznaję, że to powierzchowne. Dociera do mnie, że muszę przeboleć stratę tamtego psa, który był „mój” tylko przez 3 tygodnie. Faktycznie, nie przepisaliśmy dokumentów w dniu, w którym go wzięłam, bo poprzednia właścicielka wykręcała się jakimiś sprawami z ubezpieczeniem i nie do końca uregulowanymi kosztami u weterynarza, żeby tylko opóźnić formalności. Pewnie było w tym ziarno prawdy, ale służyło jej to też jako wymówka, żeby przeciągać sprawę, a ja oczywiście nie chciałam naciskać, żeby jej nie zrazić. No nic, muszę to jeszcze przetrawić...
    Przetłumaczony francuski
    RainyT
    Rainyt Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Dobry wieczór, odkopuję ten post sprzed kilku miesięcy, nie wiem, czy ktoś to jeszcze przeczyta... Znalazłam się w niemal identycznej sytuacji: po śmierci mojego 14-letniego mieszańca beagle’a (odszedł w zaledwie 24h z powodu guza trzustki), co oczywiście bardzo mną wstrząsnęło, ku własnemu zaskoczeniu zaczęłam szybko szukać nowego towarzysza dla siebie i rodziny (mamy trójkę dzieci w wieku od 5 do 10 lat). Tym razem szukałam dorosłego psa, bardziej w typie owczarka, takiego „bliżej” człowieka. W schronisku nic nie zaiskrzyło, ale moją uwagę przykuło ogłoszenie na portalu ogłoszeniowym i już na pierwszym spotkaniu poczułam, że to jest to! Piękny kundelek, ma nieco ponad rok, jest dużo większy od mojego beagle’a, ale spokojny i opanowany... przypominał mi collie z mojego dzieciństwa. Jego właścicielka, która mieszka z 8-letnim synem w bloku i zaczęła pracować w gastronomii, zrozumiała, że pies nie jest już u niej szczęśliwy. Widać było u niego oznaki nudy, dobierał się do roślin czy butów... Krótko mówiąc, spełnialiśmy wszystkie jej wymagania: dom z ogrodem, stała obecność domowników, spacery itd. Postanowiła nam go oddać! W dniu wyjazdu psa właścicielka była bardzo roztrzęsiona wizją oddania swojego „dziecka”, ale miała na uwadze jego dobro i ostatecznie nam go powierzyła. Jednak kilka godzin później (w środku nocy) nastąpił zwrot akcji – poprosiła, żebym go oddała, bo nie sądziła, że będzie to aż tak trudne. Potem rano głos rozsądku sprawił, że znów zmieniła zdanie. Przez cały weekend kilkakrotnie wycofywała się i wracała do swojej decyzji: tak/nie/tak/nie, co wystawiło nerwy wszystkich na ciężką próbę i trochę popsuło radość z pojawienia się tego super psiaka w domu. Potem zapadła cisza, spędziliśmy 3 fantastyczne tygodnie z psem, który zaaklimatyzował się błyskawicznie. Kilka drobiazgów w wychowaniu było do podszlifowania, ale nic strasznego, a on uczył się niesamowicie szybko... Niestety po 3 tygodniach odezwała się do mnie z informacją, że przyjeżdża go odebrać. Z wielkim smutkiem i w ogromnym napięciu „zgodziłam się”. Żeby szybko zająć czymś myśli, zaczęłam szukać kolejnego zwierzaka na ogłoszeniach, znając już wszystkie cechy (sprawdzone i zatwierdzone!), których szukam. Tydzień później pojechałam po innego psa: 10-miesięcznego mixa bordera, którego właścicielka oddawała, bo uciekał, gdy zostawał w towarzystwie drugiego psa. I tutaj muszę przyznać, że to ja mam największy problem z adaptacją! Pies jest dokładnie taki, jak w opisie: czuły, kochany, łagodny, ma dobre przywołanie, jest trochę lękliwy, ale też powoli się odnajduje. Wolniej niż poprzednik, trochę boi się mojego najmłodszego syna, ale to też nic strasznego. Wiem, że dorosłe psy potrzebują kilku tygodni, żeby przyzwyczaić się do nowego domu... Sama jestem zaskoczona emocjami, które mnie zalewają. Kiedy idę z nim na spacer, widzę bardziej to, „czym nie jest” (nie jest tak skory do zabawy, nie ma tej samej postury ani gabarytów), mimo że charakter ma niemal identyczny. Od kiedy się pojawił, jeszcze częściej myślę o tamtym poprzednim, który był u nas tylko przez 3 krótkie tygodnie! Tęsknota jest znacznie większa, niż myślałam, i boję się, że nie zdołam pokochać tego psiaka, który przecież o nic nie prosił, a ja nie potrafię nad tym zapanować. Piszę to bardzo szybko, bo jest z nami dopiero od 24 godzin... Domyślam się, że czas zrobi swoje, ale czuję ogromne rozczarowanie, że tak to wygląda. Mam też wielkie poczucie winy wobec dzieci, które po prostu chcą go kochać... Wyszła mi z tego niezła ściana tekstu, ale przynajmniej pozwoliło mi to trochę wyrzucić z siebie ten lęk. Tak, czuję się głupio zestresowana, straciłam apetyt i cała reszta... Dziękuję tym, którzy mnie przeczytali i może tym, którzy odnaleźli się w mojej historii? To absolutnie straszne, co ta kobieta wam zrobiła – tobie i temu psu, którego ostatecznie zatrzymała w dość egoistyczny sposób. To świadczy o jej wielkiej słabości charakteru. Nie wiem, jak to działa na portalach typu OLX, ale domyślam się, że nie było żadnej umowy i pies nie był przepisany na ciebie. Przykro mi, nie ma co do tego wracać, ale jestem oburzona, czytając coś takiego. Jestem autorką tego posta i mogę wam tylko opowiedzieć dalszy ciąg mojej przygody. Lucky zmienił imię na Jazz. Wciąż mam łzy w oczach, gdy myślę o tamtym drugim psie, ale Jazz znalazł u nas swoje miejsce. Nie minął jeszcze rok, a mam wrażenie, jakby był z nami od zawsze. Myślę, że najlepszym sposobem na pokonanie lęku jest zbudowanie więzi z nowym psem: spacery, zabawa, uczenie go sztuczek. To Border Collie, będzie uwielbiał stymulację. Poza tym 24 godziny to naprawdę bardzo krótko; on właśnie przeżył „porwanie” i niekoniecznie jeszcze rozumie, że znalazł nowy dom. Daj sobie czas i bądź dla siebie oraz dla niego wyrozumiała. U mnie zajęło to miesiąc lub dwa, ale byłam bardzo sceptyczna i sama z tym wszystkim. Ty masz dzieci i myślę, że wspólne aktywności wam pomogą. Na początku trzeba się trochę zaprzeć. Kilka razy myślałam o tym, żeby zrezygnować z Jazza, ale kiedy widzę, jak ważne miejsce zajął już w moim życiu, ten pomysł wydaje mi się nagle kompletnie absurdalny.
    Przetłumaczony francuski
    S
    Santalucia Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Dobry wieczór, odkopuję ten post sprzed kilku miesięcy, nie wiem, czy ktoś to w ogóle przeczyta... Jestem w bardzo podobnej sytuacji. Po śmierci mojego 14-letniego mieszańca beagle’a (odszedł w ciągu 24 godzin przez guza trzustki), co oczywiście bardzo mną wstrząsnęło, ku własnemu zaskoczeniu szybko zaczęłam szukać nowego towarzysza dla siebie i rodziny (mamy trójkę dzieci w wieku od 5 do 10 lat). Tym razem szukałam dorosłego psa, bardziej w typie owczarka, takiego „nastawionego na kontakt” z opiekunem. W schronisku nie zaiskrzyło, ale jedno ogłoszenie w internecie przykuło moją uwagę i na pierwszym spotkaniu – bum, miłość od pierwszego wejrzenia! Przepiękny kundelek, nieco ponad rok, dużo większy od mojego beagle’a, ale spokojny i opanowany... przypominał mi collie z mojego dzieciństwa. Jego właścicielka, która mieszkała z 8-letnim synem w bloku i zaczęła pracować w gastronomii, zrozumiała, że pies nie jest już w mieszkaniu szczęśliwy. W każdym razie widać było, że się nudzi, bo znajdował sobie zajęcie, niszcząc rośliny czy buty... Krótko mówiąc, spełnialiśmy wszystkie jej wymagania: dom, ogród, stała obecność domowników, spacery itd. Postanowiła nam go powierzyć! W dniu oddania psa właścicielka była bardzo roztrzęsiona na myśl o rozstaniu ze swoim „dzieckiem”, ale pamiętała o dobru psa i mimo wszystko nam go przekazała. Jednak kilka godzin później (w środku nocy) nastąpił zwrot akcji – zaczęła mnie prosić, żeby go oddać, bo nie zdawała sobie sprawy, że będzie to aż tak trudne. Potem rano głos rozsądku sprawił, że znów zmieniła zdanie. Przez cały weekend kilkakrotnie wycofywała się ze swojej decyzji: tak/nie/tak/nie, co wystawiło nerwy nas wszystkich na ciężką próbę i trochę popsuło radość z pojawienia się tego super psiaka w naszym domu. Potem zapadła cisza, spędziliśmy z nim 3 fantastyczne tygodnie, pies zaadaptował się błyskawicznie. Było kilka drobiazgów do wypracowania w kwestii wychowania, ale nic wielkiego, w dodatku wydawało się, że uczy się mega szybko... Niestety po 3 tygodniach odezwała się do mnie, mówiąc, że jednak przyjeżdża go odebrać. Z wielkim smutkiem i w ogromnym napięciu „odpuściłam”. Żeby szybko zająć czymś myśli, zaczęłam ponownie szukać zwierzaka na ogłoszeniach, wiedząc już dokładnie, jakich cech szukam (sprawdzonych i zatwierdzonych!). Tydzień później pojechałam po kolejnego psa: to 10-miesięczny mieszaniec bordera, którego właścicielka oddawała, bo uciekał, gdy był w towarzystwie drugiego psa. I tutaj muszę przyznać, że to ja mam największy problem z adaptacją! Pies jest dokładnie taki, jak w opisie: czuły, kochany, łagodny, ma dobre przywołanie, jest trochę lękliwy, ale powoli się odnajduje. Wolniej niż jego poprzednik, trochę boi się mojego najmłodszego syna, ale to też nic strasznego. Wiem, że dorosłe psy potrzebują kilku tygodni, żeby przyzwyczaić się do nowego domu... Sama jestem zaskoczona emocjami, jakie mnie zalewają. Kiedy idę z nim na spacer, widzę bardziej to, „czym on nie jest” (nie bawi się, nie ma tej samej postury ani gabarytów), mimo że charakter mają w sumie podobny. Odkąd się pojawił, jeszcze częściej myślę o tym poprzednim, który przecież był u nas tylko przez 3 krótkie tygodnie! Tęsknota jest znacznie większa, niż przypuszczałam, i boję się, że nie zdołam przywiązać się do tego psiaka, który przecież niczemu nie jest winien. Nie potrafię nad tym zapanować. Piszę to wszystko „na gorąco”, bo jest z nami dopiero od 24 godzin... Domyślam się, że czas zrobi swoje, ale czuję ogromny zawód, że tak to wygląda. Mam też wielkie poczucie winy wobec dzieci, które po prostu chcą go kochać... Trochę się rozpisałam, ale przynajmniej wyrzuciłam z siebie ten lęk. Tak, czuję się głupio zestresowana, straciłam apetyt i cała reszta... Dziękuję tym, którzy to przeczytali. Może ktoś z Was odnalazł się w mojej historii?
    Przetłumaczony francuski
    RainyT
    Rainyt Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    @mel1 Bardzo mi przykro z powodu Pani strat. Strata psa w wieku 3 lat musiała być strasznym przeżyciem. Dziękuję za te słowa. Myślę, że faktycznie będę potrzebować czasu i dużo wewnętrznej siły. 

     

    @philly przykro mi z powodu Pani straty. Czuję pewien niepokój w związku z psem, którego adoptowałam, i doskonale Panią rozumiem. Nie potrafiłabym rozstać się z rzeczami Ugo. To jego ostatnie ślady na tym świecie i odmawiam ich zatarcia.

    Nie liczę na to, że moja relacja z Luckym będzie taka sama, jak z moim ukochanym psiakiem. Zresztą i tak nie mogłaby taka być, bo nie jestem już tą samą osobą i nie czuję przy nim tej samej „iskry”. Nie oznacza to jednak, że będzie u mnie nieszczęśliwym psem. Lucky to pies rodzinny. Ugo był moim psem, moim cieniem. Lucky ma te same przywileje, co Ugo. Nie mam do niego żadnego żalu, ale o ile w moim sercu Ugo zajmował miejsce dziecka, o tyle Lucky zajmuje miejsce psa – i dla mojej psychiki tak jest po prostu lepiej. Nie zmieniłam mu imienia, bo na nie reaguje przy przywoływaniu, a skoro i tak musimy pracować nad jego problemami z socjalizacją (skontaktowałam się już z behawiorystką), nie chciałam mu dodatkowo mieszać w głowie.

    Więc tak, jak na razie było więcej dni, w których wyzywałam się od idiotek za to, że wzięłam psa pod wpływem impulsu, ale mimo to go nie porzucę. Wiem, że póki co nie brzmi to zbyt różowo, ale tak po prostu jest. 

     

    @Audreylug Pani historia jest wstrząsająca. Pewnie już wcześniej, przez same zdjęcia, zaczęła Pani budować więź z tym psem. To przykre, że stowarzyszenie nie zajęło się tym problemem przed rozpoczęciem wszystkich procedur. Ale przynajmniej znalazła Pani swoją Tootsie. Życzę Pani wielu wspaniałych przygód u jej boku.

    Przetłumaczony francuski
    ?
    Anonimowy użytkownik Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Na wstępie bardzo współczuję straty Ugo, trzymajcie się ciepło, wiem, że to nie jest łatwe.

     

    W 100% zgadzam się z tym, co napisali Emla, Philly, Kikaah...

     

     

    Z mojej strony nie mam zbyt wielu doświadczeń, którymi mogłabym się podzielić. Straciłam tylko jednego psa (mój pierwszy pies, Noisette, zaginął gdzieś w terenie kilka miesięcy po adopcji – moi dziadkowie i rodzice zdecydowali się wtedy wziąć kolejnego od razu, jeszcze zanim wróciliśmy z wakacji).

     

     

    Czekałam 9 lat, zanim zdecydowałam się na kolejnego psa. Ale nie tyle z powodu żałoby, co raczej przez splot różnych okoliczności.

     

    Kiedy Orion odszedł, mieszkałam w mieszkaniu. Zdałam sobie wtedy sprawę, że pies w bloku to dla mnie zbyt duże obciążenie, jeśli chodzi o wychodzenie za potrzebą.

     

    6 lat po śmierci Oriona postanowiłam złożyć wniosek do fundacji o psa asystującego dla osób niesłyszących. Przez rok czy półtora fundacja szkoliła mojego przyszłego psa, przesyłała mi zdjęcia...

     

    A potem nagle wyszło, że nie mogłabym go zabierać ze sobą na wakacje do Szwajcarii, a fundacja nie chciała się zgodzić, żeby zostawał pod opieką mojej rodziny. I tak po prostu, bez żadnego uprzedzenia, odrzucili mój wniosek.

    To był straszny cios, byłam w głębokim szoku. Nawet teraz nie jestem pewna, czy mogłabym bez emocji wrócić do tamtej korespondencji z fundacją...

     

    Potem nastąpiło 7-8 miesięcy szukania hodowli, myślenia nad rasą, dyskusji... Chciałam adoptować kogoś ze schroniska albo fundacji, ale bliscy bali się, że trafię na psa agresywnego albo z traumami...

     

    I tak w lipcu 2022 roku adoptowałam Tootsie.

    Przetłumaczony francuski
    P
    Philly Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Witaj Rainy,

    Pewnie jak wiele innych osób na tym forum, przechodzę teraz przez to samo co Ty – stratę kogoś, kto dzielił z nami kawałek życia, dając nam przy tym nieopisane szczęście. Właśnie straciłem mojego Golden retrievera, Gasparda. Miał co prawda szesnaście lat, ale słowa pocieszenia typu „przynajmniej przeżył piękne życie” brzmią dość pusto i wcale nie uśmierzają żalu i bólu, który się czuje.

    Nie musisz się zastanawiać nad etapami swojej żałoby, a z tego co piszesz, widzę, że to robisz. To, że nie myślisz o swoim zmarłym psie przez cały czas, wcale nie oznacza, że żałoba (pojęcie bardzo płynne i osobiste) już się zaczęła, ani nie powinnaś czuć winy z powodu tego, co może wydawać się pewnego rodzaju dystansem. W całym tym procesie będziesz mieć wzloty i upadki. Pozwól im po prostu przyjść (i tak nie masz na to wpływu).

    Ja na razie (i w najbliższym czasie też nie) nie planuję adopcji kolejnego psa. Ty podjęłaś inną decyzję i wzięłaś nowego psiaka, ale czytając Twoją historię, mam wrażenie, że wywołuje to u Ciebie pewien dyskomfort. To nowy pies i zasługuje na taką samą uwagę, jaką poświęcałaś poprzedniemu. Nigdy go nie zastąpi, ale przecież nie taka jest jego rola ani zadanie. Jestem głęboko przekonany o psiej inteligencji – on może wyczuwać Twoje emocje i przez to cierpieć. Powinnaś oddzielić się od wszystkich materialnych rzeczy, które należały do Twojego poprzedniego psa. Nie używaj smyczy, którą dostałaś od poprzedniego właściciela Twojego obecnego czworonoga. Kup mu rzeczy, które sama wybierzesz, tak żebyś poczuła, że jest w pełni Twój. Daj mu inne imię i całą przestrzeń życiową oraz miejsce w sercu, do których ma prawo. Oczywiście podczas spacerów przez jakiś czas nie unikniesz porównywania go do poprzedniego psa. Ale każda adopcja i budowanie tej wyjątkowej więzi między psem a właścicielem wymaga czasu, a każdy przechodzi to we własnym tempie. Innymi słowy, nie narażaj tej rodzącej się relacji między Tobą a nowym psem. Przeżyj ją z całą siłą, na jaką zasługuje.

    Życzę Wam wielu lat szczęścia i radości.

    Pozdrawiam,

    Philly

    Przetłumaczony francuski
    M
    Mel1 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    U Was to jeszcze świeża sprawa, ale wszystko się ułoży. Wasz pies też potrzebuje czasu, żeby się do Was przyzwyczaić.

    Oboje potrzebujecie czasu, żeby się nawzajem poznać. Będzie dobrze.

    Przetłumaczony francuski
    M
    Mel1 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    No i wziąłem szczeniaka bardzo szybko, zaledwie kilka tygodni po śmierci mojego Dude’a.

    To prawda, że to wcale nie jest takie proste, kiedy w sercu ma się tyle smutku i wspomnień. Ale z czasem wszystko się układa.

    Tak jak u Was, mój obecny maluch jest zupełnie inny od poprzedniego, a nawet od mojego pierwszego psiaka, mimo że to była ta sama rasa. To pomaga – i tak ich porównuję, ale nie w jakiś negatywny sposób. Po prostu Sagro nienawidzi, jak się go polewa wodą, a Odin to uwielbiał. Takie tam różnice.

    Przetłumaczony francuski
    M
    Mel1 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Strasznie ciężko jest stracić przyjaciela, nawet jeśli i tak wiemy, że to nieuniknione. Niestety nasze czworonogi żyją o wiele za krótko w porównaniu z nami.

     

    Kiedy straciłam mojego pierwszego psa (odszedł na moich rękach, miał prawie 10 lat), minęły lata, zanim zdecydowałam się na kolejnego.

    W końcu się przełamałam i wzięłam szczeniaka. Ale pech chciał, że ten psiak też zmarł na moich rękach, a miał tylko 3 lata. Przez problemy zdrowotne musiałam go uśpić. To było straszne i nawet dzisiaj, dwa lata później, wciąż go opłakuję.

     

    Po tym, jak straciłam psa za wcześnie, o wiele za wcześnie, miałam dwa wyjścia: albo pogrążyć się w depresji, albo wziąć kolejnego psa, żeby jakoś stanąć na nogi.

    Przetłumaczony francuski
    RainyT
    Rainyt Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

     

    Dziękuję wam za waszą życzliwość i za to, że dzielicie się swoim doświadczeniem. Trochę się uspokoiłam, odkąd napisałam poprzednią wiadomość, a wasze odpowiedzi napawają mnie dużym optymizmem.

    Szczerze mówiąc, myślę, że ten golden, który ma już za sobą pewną historię, to najlepszy wybór, jakiego mogłam dokonać. Wzięcie szczeniaka na jego miejsce byłoby pewnie poważnym błędem. Potrzebowałam psa, który towarzyszyłby mi na spacerach (wcześniej chodziłam sama, ale niestety kilka razy mnie ostrzegano, że „taka dziewczyna jak ja” nie powinna spacerować samotnie, co mnie trochę wystraszyło). Nie okazuję mu mojego smutku, bo wiem, że wywołałoby to u niego stres, którego by nie zrozumiał. 

    Jeśli chodzi o pożegnanie, nie byłam w stanie patrzeć, gdy był chowany na mojej działce (wiem, że to zabronione, ale nie mogłam znieść myśli, że jego ciało trafiłoby do furgonetki z dziesiątką innych). Stworzyłam album ze zdjęciami na jego cześć i napisałam list. Przy jego grobie posadziłam dwie byliny. Jego obroża została u mnie w pokoju. 

    Co do porównywania ich – cóż, tak właśnie jest. Ale naprawdę bardzo się od siebie różnią, i to jest akurat dobre. Mój bouvier był marudny, ale za to kiepski z niego był stróż. Ten golden jest zupełnym przeciwieństwem. Przynajmniej tyle zdążyłam zauważyć. Wiem, że nie ma sensu ich porównywać, ale i tak czuję ukłucie w sercu, kiedy dociera do mnie, że to ten pies jest teraz mój, a Ugo jest już tylko w moim sercu. 

     

    No nic, znowu strasznie się rozpisałam. Chciałam po prostu jeszcze raz bardzo wam podziękować za wasze słowa. 

    Przetłumaczony francuski
  • 10 komentarzy na temat 13

    Wyświetl więcej
  • Masz pytanie? Chcesz się podzielić doświaczeniem? Utwórz post