Hospitalizacja zwierzaka: czy w nocy musi być ktoś na miejscu?
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Dzień dobry,
Nie ma obowiązku, aby weterynarz czy technik weterynarii zostawał na miejscu podczas nocnej hospitalizacji. Jednak lekarz weterynarii nie zostawi zwierzęcia samego, dopóki jego stan się nie ustabilizuje. Jeśli życie zwierzaka jest zagrożone, a jego stan jest krytyczny, weterynarz będzie go pilnował aż do stabilizacji lub może skierować was do innej placówki.
Warto też wiedzieć, że większość klinik posiada systemy alarmowe i kamery, które pozwalają monitorować przebieg hospitalizacji pod nieobecność personelu. Przy najmniejszej wątpliwości czy alercie, dyżurujący weterynarz natychmiast przyjeżdża na miejsce.
Z kolei w placówkach całodobowych lub dużych szpitalach weterynaryjnych na miejscu zazwyczaj zawsze ktoś jest.
Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na twoje pytanie,
Agathe.
Bardzo dziękuję za odpowiedź.
Żeby nakreślić cały kontekst, oto szczegółowa historia tego, co się wydarzyło:
Mój kot miał atak zakrzepicy zatorowej o 23:30. Zadzwoniłam do mojej stałej kliniki, która teoretycznie jest otwarta 24 godziny na dobę (taka informacja widnieje wyraźnie na sekretarce, na ich stronie, w Google i na tablicy przed budynkiem). Okazało się, że od lata nie są już otwarci całodobowo, bo odeszła duża część personelu i po prostu brakuje ludzi. Tyle że nie pomyśleli, żeby zaktualizować tę kluczową przecież informację.
Kiedy zadzwoniłam, połączono mnie z weterynarzem dyżurnym oddalonym o 120 km (półtorej godziny jazdy)! Nie było opcji, żebym w środku nocy jechała tam i z powrotem z kotem, który niesamowicie cierpiał.
W końcu udało mi się dodzwonić do innego lekarza z innej kliniki w moim mieście, który potwierdził, że sytuacja jest bardzo pilna. Na początku nie chciał mnie przyjąć, bo nie byłam jego stałą klientką. Ostatecznie musiałam go błagać i zgodził się zająć moim kotem. Został w szpitalu i przeżył. W ciągu tygodnia całkowicie doszedł do siebie.
Potem wróciła do mojej stałej kliniki na dodatkowe badania (badanie krwi, markery sercowe i echo). Nie pozwolono mi wejść na pobieranie krwi ani na echo, czego zupełnie nie rozumiem. Okazało się, że mój kot cierpi na kardiomiopatię przerostową w bardzo zaawansowanym stadium. To był dla mnie szok, bo przed atakiem zakrzepicy nie miał żadnych objawów. Dostał leki do codziennego podawania (klopidogrel, Benefortin – substancja czynna: benazepril).
Niestety, 6 tygodni później nastąpił nawrót. Zabrałam go do mojej kliniki o 12:00 i został na noc w szpitalu. Ponieważ w nocy nikogo tam nie ma, podawali mu leki w kroplówce.
Następnego dnia wieczorem odebrałam go, ale miał problemy z oddychaniem i był bardzo słaby. Zabrałam go z powrotem, a pani weterynarz powiedziała, że przez tę kroplówkę dostał obrzęku płuc (serce było słabe, więc kroplówka mogła to spowodować).
Zatrzymali go więc na kolejną noc pod tlenem (znów bez nadzoru między 23:00 a 08:00). Za tę noc mi nie policzyli (może dlatego, że to przez ich kroplówkę z poprzedniej nocy??).
Kolejnego dnia oddychał już lepiej, więc go odebrałam. To był już trzeci dzień, kiedy nic nie jadł (od czwartku od 12:00 do soboty do 19:00).
Próbowałam wszystkiego, żeby go zachęcić (specjalne musy dla kociąt, płynne zupy nawadniające itp.). Nie chciał jeść, nawet nie polizał. To samo z wodą, sam nie pił. Musiałam go karmić i poić pipetką.
Po 3 dniach w takim stanie, a było nawet gorzej, bo zaczął wymiotować, musiałam podjąć decyzję o uśpieniu go na zawsze. Zbyt mocno cierpiał.
Od tamtej pory jest mi strasznie smutno, bo byłam z nim bardzo związana. To był najlepszy kot na świecie, niesamowity pieszczoch, łagodny i spokojny, chodził za mną krok w krok. Żadnych problemów behawioralnych. Mieliśmy wspaniałą relację.
Wiem, że przez tę chorobę serca jego życie i tak byłoby krótkie, ale ciągle się zastanawiam, czy nie stracił szansy przez ten brak opieki w nocy. To sprawiło, że podali leki w kroplówce, co doprowadziło do obrzęku płuc, a to z kolei do nieodwracalnego pogorszenia stanu... Może i tak nic by to nie zmieniło, ale w tych trudnych chwilach człowiek ma po prostu mnóstwo pytań :(
Dobry wieczór, bardzo mi przykro z powodu Pana/Pani straty... Życzę dużo siły, wiem, że to na pewno nie jest „łatwe”.
Jeśli chodzi o Pana/Pani pytanie, dla mnie zostawienie kotów w lecznicy zawsze było powodem do wielkiego niepokoju i lęku, bo zawsze miałam wątpliwości co do opieki, jaką otrzymają po zamknięciu kliniki.
Miałam do czynienia z kilkoma lecznicami i kiedy mówiłam o moich obawach związanych z zostawieniem kota na całą noc bez nadzoru, uprzejmie mi odpowiadano, że jeśli chcę całodobowej opieki, to muszę jechać do kliniki całodobowej (ponad godzinę drogi ode mnie). I że jeśli kroplówka by się odłączyła, to włączy się alarm i weterynarz dyżurny natychmiast przyjedzie (w teorii). O podawaniu kroplówki w domu też nie było mowy. Myślałam chociaż, że lekarz dyżurny wpada raz czy dwa w nocy sprawdzić, czy wszystko gra, ale nawet to nie!! Poza tym, ile to wszystko kosztuje, uważam, że dla dobra zwierzęcia i większego profesjonalizmu, pewne minimum powinno być wręcz obowiązkowe.
Więc, czy to jest obowiązek? Nigdy tego nie sprawdzałam, ale lecznice, do których trafiłam, miały te same „zasady” dotyczące opieki nad pacjentami w szpitalu.
Zobaczymy, czy ktoś wie na ten temat coś więcej...
No tak, to faktycznie nie jest proste.
Strata zwierzaka to bardzo bolesne doświadczenie :(
Dzięki wielkie za Twoją historię i oczywiście śmiało zadawaj pytania!
Powiedzieli mi to w niedzielę rano, kiedy pędem pobiegłam do kliniki (i wyraźnie widziałam, że nie było żadnego innego zwierzaka, gdy wchodziłam do sali, gdzie był mój Gaspadinn). Nie wiem, czy wcześniej zdawałam sobie sprawę z tego, że w nocy nie ma tam nikogo z personelu; wydaje mi się, że mówili mi, że w niedzielę wracają o 9 rano, ale nie jestem pewna.
(Coton to mały biały piesek z długą sierścią. Miał 5 lat).
W przypadku Twojego kota domyślam się, że byłoby to mniej bolesne, gdyby odszedł od razu.
To jasne – zarówno dla nich, jak i dla nas, niektóre rodzaje śmierci są gorsze od innych i człowiek zawsze rozważa ten niemożliwy już, inny scenariusz.
W klinice, do której chodzę od 2019 roku, jest chyba pięciu weterynarzy, plus wszystkie asystentki; nie mam wrażenia, żeby ktoś tam czuwał w nocy, ale na pewno zadam to ważne pytanie przy najbliższej wizycie.
9 komentarzy na temat 9
- Natychmiastowy powrót ukochanej osoby. Tel: +22990556895
- Szybki powrót uczuć w 24h. Tel: +229 91752665