Dzień dobry, jesteśmy 3 domami tymczasowymi na wyspie Reunion. Zajmujemy się ratowaniem zwierząt na własną rękę, ponieważ tutejsze stowarzyszenia są całkowicie przepełnione.
Obecnie każda z nas ma pod opieką co najmniej jednego psa (oprócz naszych własnych), który nie jest zapisany do żadnej fundacji, więc same musimy pokrywać wszystkie koszty opieki weterynaryjnej.
Korzystamy z darmowych talonów na sterylizację i opłacamy czipowanie za 40 euro (około 175 zł), dopóki mamy taką możliwość. Aby wszystko uregulować prawnie, potrzebne są jeszcze testy SNAP, szczepienia i endoskopia (w najlepszym przypadku).
Chciałybyśmy stworzyć grupę „matek chrzestnych” – wirtualnych opiekunów, którzy mogliby dołączyć do Delphine, naszej jedynej jak dotąd darczyni, której już teraz zawdzięczamy bardzo wiele, choćby za samo zaufanie. W tej grupie będziemy regularnie udostępniać zdjęcia i filmy z ich codziennego życia, relacjonować przebieg leczenia i odpowiadać na wszystkie Wasze pytania, w razie potrzeby przedstawiając faktury. Będziemy też tworzyć zbiórki, aby ułatwić rozliczenia i zachować pełną przejrzystość.
Istnieje możliwość transportu psów do Francji kontynentalnej, co często wybieramy ze względu na brak chętnych do adopcji na miejscu.
Zdecydowałyśmy się im pomagać i wykorzystujemy do tego wszelkie dostępne nam środki. Jednak potrzebujemy wsparcia, które może realnie zmienić sytuację. Szybsza pomoc oznacza, że będziemy mogły uratować więcej zwierząt.
W naszej okolicy jest mnóstwo dzikich miotów. Powstrzymanie „tylko” dwóch z nich to za mało. Porzucenia też są częste, a my przygarniamy te biedaki, gdy tylko mamy taką możliwość. To łamie serce, gdy musimy pogodzić się z tym, że nie damy rady zrobić nic więcej.
Solidarność między nami ułatwia nam codzienność, a jeśli nasze działania odciążą fundacje, będą one chętniej pomagać nam w szukaniu domów stałych lub w końcowych formalnościach.
Mamy już kontakt z bardzo dobrymi stowarzyszeniami i chcemy budować klimat zaufania oraz przejrzystości między wszystkimi zaangażowanymi w tę sprawę. Naszym celem nie jest karmienie własnego ego, ale zabezpieczenie zwierząt i ograniczenie liczby niekontrolowanych miotów, zarówno tych domowych, jak i dzikich. Choć to nasi najlepsi przyjaciele, ich bezpańskość powoduje szkody, które mogą być poważne, a nawet śmiertelne.
Masowa eutanazja nie jest rozwiązaniem, którego chcemy, ale niestety z braku środków i empatii to właśnie ta metoda jest stosowana... Jedna suczka może przynieść na świat kilkanaście szczeniąt rocznie, a jeden pies może być ojcem dziesiątek miotów. Rozmnażają się błyskawicznie, ale znaczące ograniczenie tego zjawiska wcale nie jest utopią. We trzy nie damy rady zrobić wszystkiego... ale będziemy próbować tak długo, jak tylko będziemy mogły!
Nie uratujemy wszystkich, ale jeśli do nas dołączycie i wspólnie znajdziemy godne życie dla jak największej liczby tych zwierząt, będziemy naprawdę wdzięczne i dumne, że możemy na siebie nawzajem liczyć!
Dziękujemy za przeczytanie i za Waszą nieocenioną pomoc.