Jestem zdruzgotana, właśnie straciłam mojego kotka. Ta fala upałów nikogo nie oszczędziła, nawet mojego malucha. Codziennie wychodziłam wcześniej z pracy, żeby być przy nim, chłodziłam go najlepiej, jak potrafiłam. W czwartek zaczął mniej jeść i wydawał się bardziej zmęczony, momentami otwierał pyszczek. Zraszałam go wodą, robiłam mu delikatne prysznice, miał matę chłodzącą itd... Tamtego wieczoru poszłam spać wykończona upałem i nie zwróciłam na niego uwagi. Rano go nie widziałam, ale moja córka czasem brała go do siebie do pokoju, więc pomyślałam, że pewnie jest z nią. Pojechałam do pracy około 8:00, córka zadzwoniła do mnie z płaczem. Stało się najgorsze... Wszedł do pralki, a drzwiczki się zamknęły. Udusił się... Mój Boże, dlaczego? <\/p>
Błagam was, upewnijcie się przed snem, że wasz zwierzak na pewno jest obok, zaklinam was. <\/p>
Ból po tej stracie mnie dobija, tak strasznie się obwiniam. <\/p>