C
Chris68
W zeszłym roku weterynarz wykrył u mojego małego shih tzu żółtaczkę i problemy z nerkami. Nie dostałam żadnego leczenia, ale powiedział mi, żebym dawała mu jeść to, na co ma ochotę. Gotowałam mu więc posiłki każdego dnia, bardzo zbilansowane, i jadł aż do wczorajszego wieczoru. Dziś rano jego oddech był ciężki i ochrypły, i nie trzymał się już na nogach. Muszę oddzwonić do weterynarza i boję się najgorszego. Przytuliłam go i całowałam w poczekalni, mówiąc mu, że go bardzo kocham, a asystentka go zabrała. Jestem daleko od gabinetu i czuję się winna, że nie mogę tam wrócić, gdyby musiało dojść do eutanazji – mam inne spotkanie i nie zdążyłabym. Jest mi smutno i boję się odpowiedzi weterynarza. Czy możecie mi dać jakieś rady? Z góry dziękuję.
Przetłumaczony francuski