Cześć wszystkim,
Szukam opinii lub doświadczeń osób, które mają kota z bardzo reaktywną/wrażliwą florą jelitową.
Oto sytuacja mojego kota (7 lat):
Około miesiąc temu (ok. 10 września): Początek problemów, kilka małych luźnych lub bardzo luźnych kup. Pod koniec lipca kot był w hoteliku z innymi kotami.
1. kuracja: Po odrobaczeniu + Pro-Kolin, wszystko wróciło do normy. Ale kiedy po tygodniu odstawiliśmy Pro-Kolin, problem powrócił.
2. kuracja: Potem podawaliśmy Fortiflora: przez 2 tygodnie stolce były idealne! Jednak po odstawieniu Fortiflora, znów stały się luźne.
Dzisiaj: Po ponownym wprowadzeniu Pro-Kolin i Fortiflora, kot właśnie zrobił piękne, dobrze uformowane kupy.
Badania i stan ogólny:
Pełne badanie kału (koproskopia) wykonane przez weterynarza: wynik w 100% negatywny (brak pasożytów, brak Giardii, brak bakterii).
Pani weterynarz uspokajała nas i w ogóle nie jest zaniepokojona.
Kot jest w dobrej formie: ma apetyt, chętnie się bawi i jest ciekawy świata.
Moje pytania: Czy mieliście kiedyś kota, którego flora jelitowa potrzebowała bardzo dużo czasu, żeby się ustabilizować bez ciągłego podawania probiotyków czy glinki? Czy musieliście przedłużać kuracje probiotykami na wiele miesięcy?
Z góry dziękuję za wasze rady i podzielenie się doświadczeniami!