Cześć wszystkim,
13 lipca o północy usłyszałam miauczenie kotki, więc wpuściłam ją do środka, dałam jej pić i jeść.
Wydawało mi się, że widzę dwie małe czerwono-brązowe kropki na podłodze w nocy i jedną rano następnego dnia. Pozwoliłam jej zostać w domu na noc, żeby rano mogła wyjść (od tamtej pory nie widziałam już żadnych kropek).
Kotka nie ruszyła się z mojego ogrodu, więc zaczęłam szukać właściciela (telefony do fundacji, urzędu miasta, weterynarzy, posty na stronach, lokalnych grupach na Facebooku, wywiad u sąsiadów i w sklepach...). Minęło około dziesięciu dni, poszukiwania nie przyniosły efektu.
Poszłam więc do weterynarza sprawdzić, czy ma czipa – nie miała.
Ta mała kruszynka tak mnie ujęła za serce, że poszłam na wizytę kontrolną. Weterynarz oceniła jej wiek na około rok, waży 3,5 kg i powiedziała, że jest zdrowa 🤍 Odrobaczyłam ją i zaczipowałam na moje nazwisko (to dla mnie zupełna nowość, nigdy wcześniej nie miałam zwierzaka i nie spodziewałam się takich cen 😬).
Wyjaśniłam pani weterynarz, że pierwszej nocy kotka dużo miauczała i bardzo ocierała się o mnie, o futryny drzwi... a potem przestała.
Powiedziała mi, że to pewnie była ruja i jeśli przestała, to możliwe, że jest w ciąży... ale wtedy było jeszcze za wcześnie, żeby to stwierdzić, a gabinet był zamykany na urlop, więc mamy się zobaczyć we wrześniu.
Ale minęło około 40 dni od jej przybycia i nie mam wrażenia, żeby była w ciąży – brak „pinkin up” (zaróżowienia sutków), brzuch nie jest jakoś specjalnie powiększony... na wadze zauważyłam przyrost o 200 g w dwa tygodnie od początku sierpnia, nie wiem, czy to znaczące.
Trochę czasu zajęło jej przekonanie się do wchodzenia do środka, wcześniej tylko spała w ogrodzie, ale teraz postanowiłam, że nie będę jej wypuszczać przez 3 tygodnie (postawiłam drapak i staram się ją zabawiać), żeby przed wizytą u weta mieć pewność, czy jest w ciąży, czy nie (żeby nie ryzykować spotkania z kocurami).
(Trochę mi jej szkoda, bo widać, że chce wyjść).
I tu dochodzę do pytania: minęło 40 dni i nie odniosłam wrażenia, żeby miała ruję (nie wiedziałam, jak to wygląda, dopóki nie obejrzałam filmików na YouTube).
Czy to możliwe, że jest już wysterylizowana? Weterynarz zaglądała jej do uszu, żeby sprawdzić, czy nie ma tatuażu albo nacięcia, ale nic nie znalazła, więc założyła, że nie.
Bo zastanawiałam się – w razie gdybym umówiła się na zabieg, a ona była już wcześniej wysterylizowana, to będzie to niepotrzebna operacja... (no i koszt nie jest mały).
Czy są jakieś sposoby, żeby dowiedzieć się, czy kotka jest wysterylizowana, bez od razu kładzenia jej na stół operacyjny?
Dzięki za wasze rady 😁