Cześć wszystkim, być może to temat, którego wielu z nas unika, bo przypomina o odejściu kogoś bliskiego, kto towarzyszył nam w życiu krócej lub dłużej. Znamy wiele historii i świadectw o stracie naszych „futrzastych dzieci” – to jest jeszcze jedna z nich, którą chcę się z Wami podzielić, dodając przy tym kilka sugestii. Miałam adoptowaną suczkę, kundelka o imieniu Venus. Została zabrana ze śmietnika, była tak chuda, że ledwo trzymała się na nogach, a mimo to od razu ją pokochaliśmy i opiekowaliśmy się nią jak niemowlęciem. Nie obchodziły nas drwiny sąsiadki z tego, jak marnie wyglądała – dla nas była najlepszym prezentem, jaki mógł trafić do naszego domu. Czas mijał, zaliczyliśmy mnóstwo wspólnych podróży, pięknych chwil i trochę złości, bo bywała nieposłuszna, ale zawsze była częścią naszej rodziny i stała się najmądrzejszym psiakiem, jakiego mogliśmy mieć. Kiedy minęło dwanaście lat, wyglądała jak urocza kuleczka tłuszczu na łapkach. Zdecydowaliśmy się przejść na dietę i po kilku miesiącach faktycznie zaczęła chudnąć. Myśleliśmy, że to efekt diety, dopóki nie wróciła do stanu z dnia adopcji – wystające kości i spuchnięty brzuch. Podczas wizyty kontrolnej lekarz wyczuł guza w jej żołądku. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że to tylko zalegające jedzenie albo coś błahego. Niestety, po serii badań usłyszeliśmy diagnozę, która nas zdruzgotała: nowotwór śledziony z przerzutami do wątroby, nerek i prawdopodobnie płuc. Jak to się mogło stać w zaledwie kilka miesięcy? Od tego momentu zaczęła się nasza żałoba. Nigdy nie słyszeliśmy, żeby skomlała z bólu, zawsze była aktywna, zwłaszcza gdy widziała jedzenie – czekała na kąsek swoimi wielkimi, szklistymi oczami. Zawsze cieszyła się z naszych wycieczek, radosna tarzała się w trawie na działce. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że to coś zabierze nam naszą ukochaną istotę. To był bardzo bolesny i smutny tydzień, bo znaliśmy już tragiczny los – mogliśmy albo czekać, aż jej organizm sam się podda, albo zapewnić jej godną śmierć. W końcu przestaliśmy myśleć o własnym egoizmie i postawiliśmy na dobro Venus – nie chcieliśmy patrzeć na jej cierpienie, chcieliśmy dać jej odpocząć. I tu moja sugestia: wiemy, że zwierzęta do nas nie mówią, przez co trudniej ocenić ich stan zdrowia. Dlatego chcę podkreślić, jak ważne są regularne badania kontrolne, by wykluczyć choroby. Może gdybyśmy to robili, nasza sunia byłaby dziś z nami? Może, nie wiemy tego. Nie możemy jednak żałować tego, czego nie zrobiliśmy, ale musimy wyciągnąć wnioski na przyszłość dla naszych innych pupili – to robi różnicę. Kiedy nadszedł czas pożegnania, chcieliśmy to zrobić w domu, w jej spokojnym miejscu. Wszyscy tuliliśmy ją z ogromną miłością, byliśmy przy niej do końca, by podziękować jej za całe dobro, którym nas obdarzyła. Na początku wydawała się zdezorientowana i trochę przestraszona widokiem tylu zapłakanych ludzi wokół niej. Po kilku minutach zrozumiała, że to pożegnanie – poczułam to w sercu, bo zaczęła podchodzić do każdego z nas po kolei, żebyśmy pogłaskali ją ten ostatni raz. Ból był nie do zniesienia, to coś, co człowieka niewytłumaczalnie łamie, ale tak musiało być – próba bycia silnym niszczy nas od środka jeszcze bardziej. Razem przytulaliśmy ją, gdy dostawała leki usypiające, by jej ostatnim wspomnieniem była bliskość rodziny, tych, którzy ją kochali, ciepło naszych objęć i słowa wdzięczności, aż jej serduszko przestało bić. Nie będę ukrywać, że pisząc to, płaczę, ale nie są to łzy czystego bólu – to łzy wdzięczności i radości, że mogłam doświadczyć tej najpiękniejszej, bezwarunkowej miłości od tak wspaniałej istoty. Ona nie potrzebowała słów, by pokazać nam, co czuje. Nawet w chorobie, w bólu, do ostatniej sekundy życia była najsłodszą i najgrzeczniejszą suczką. I moja ostatnia rada: jeśli musicie uśpić swojego zwierzaka, zróbcie to w domu. Nie zabierajcie go w miejsce, które wywoła u niego dodatkowy stres, niepewność i strach. Towarzyszcie im do samego końca. One czują naszą obecność nawet po zasypianiu. Nie zostawiajcie ich samych, nie opuszczajcie ich po tym wszystkim, co od nich otrzymaliście. Może wtedy ból po odejściu nie będzie podszyty poczuciem winy czy bezsilności, ale pozostawi piękne wspomnienia do ostatniej sekundy ich życia... Dziękuję każdemu, kto dotrwał do końca. Gdziekolwiek jesteś, nigdy o Tobie nie zapomnimy, moja Venus.
Juan Manuel Pérez
Medellín - Kolumbia