Fatalny błąd w diagnozie

C
Corgiblanc3287 Ikona przedstawiająca flagę francuski
Zgłoś

Cześć, piszę do was z bardzo ciężkim sercem i potrzebuję waszych rad oraz opinii.

Dla nakreślenia kontekstu: miałam kota, który miał 12,5 roku (odszedł dziś rano). Przez pierwsze 4 lata swojego życia mieszkał w bloku. Bardzo źle znosił zamknięcie, do tego stopnia, że w wieku 2 lat nabawił się zapalenia wątroby na tle stresowym i musiał być pilnie hospitalizowany. Mimo to wyszedł z tego bez żadnych trwałych śladów. Podkreślam, że był to kot, który nie znosił zamknięcia, więc 80% czasu spędzał na zewnątrz. Zawsze to zaznaczałam i kładłam na to nacisk u każdego weterynarza.

Niestety, pod koniec maja 2026 mój kot zaczął się gorzej czuć. Wezwałam domową pomoc weterynaryjną, która stwierdziła lumbago (ból kręgosłupa w odcinku lędźwiowym). Lekarz kazał mi skonsultować się z moim weterynarzem po podaniu leków przeciwzapalnych.

Kilka dni później umówiłam się na wizytę. Zrobiono zdjęcie rentgenowskie: nie wykazało nic szczególnego poza artrozą. Odbyła się też sesja osteopatii. Mój kot na chwilę odzyskał trochę wigoru, ale potem jego stan znowu się pogorszył.

Tym razem skonsultowałam się z innym lekarzem z tej samej lecznicy, bo ten, u którego byłam wcześniej, był na urlopie. Zgłosiłam, że kot wymiotuje od 2–3 miesięcy, około 4–5 razy w tygodniu, zawsze rano, gdy był przez noc na czczo. Zaznaczyłam jednak, że wymioty stały się rzadsze po zmianie karmy. Wspomniałam też, że około raz lub dwa razy w ciągu ostatnich 2–3 miesięcy kot kaszlał i dusił się, trochę jak przy ataku astmy. Przepisano mu antybiotyki.

Krok po kroku sytuacja się jednak pogarszała. Mój kot miauczał, kucając przy oddawaniu moczu, a jego ogólna kondycja słabła, mimo że nie był jeszcze zupełnie „zgaszony”.

Wróciłam do pierwszego weterynarza. Powiedział, że zostały jeszcze tylko dwa dni kuracji i trzeba ją dokończyć. Tak zrobiliśmy.

Wobec braku poprawy, poszliśmy na kolejną wizytę. Zgłosiłam, że ma trochę powiększony brzuch. Ten sam weterynarz stwierdził infekcję dróg moczowych. Ponownie dostał antybiotyki i leki przeciwzapalne po wykonaniu USG.

Ponieważ wciąż nie było poprawy, znów poszłam do lecznicy, zaznaczając szczególnie, że brzuch jest cały czas wzdęty i jest to nietypowe. Weterynarz sprawdził, czy nie ma zastoju moczu (tzw. globus pęcherzowy), po czym odesłał mnie do domu.

Nadal bez zmian, więc po raz kolejny udałam się do weterynarza. Wykonano punkcję moczu. Według lekarza mocz wyglądał na całkiem dobry: był bardzo jasny, bez krwi, z jedynie drobnymi zanieczyszczeniami ledwo widocznymi gołym okiem. Próbki wysłano do laboratorium.

Kilka dni później znów byłam na wizycie, ale nie dowiedziałam się konkretnie, czy są te kamienie, czy nie. Pani doktor odpowiadała bardzo mętnie.

Ponieważ jego stan wciąż się nie poprawiał, znowu pojechaliśmy na konsultację. Kolejny raz zgłosiłam i nalegałam, że brzuch pozostaje powiększony i stan ogólny jest marny. Bałam się zastoju moczu, skoro weterynarz trzymała się tropu urologicznego. Pomacała brzuch, ale nadal twierdziła, że nie czuje przepełnienia pęcherza. Zapytałam jeszcze raz, czy analizy potwierdziły kamienie, odpowiedziała tylko krótko, że tak. Zrobiono drugie USG, ale tym razem wyłącznie pęcherza.

Kilka dni później wylądowaliśmy w końcu na ostrym dyżurze, bo brzuch urósł jeszcze bardziej, a kot czuł się bardzo źle. Przy badaniu dotykowym weterynarz wyczuł mały zastój moczu. Zdecydowano o cewnikowaniu (mocz był czysty i płynął normalnie), dostał leki rozkurczowe.

To wtedy pierwszy raz wspomniano o uretrostomii (operacyjnym usunięciu zwężenia cewki), żeby uniknąć ostrego zatrzymania moczu w przyszłości.

Mieliśmy ostatnią konsultację na kilka dni przed zabiegiem. Dostał zastrzyk z kortyzonu, który miał działać przez kilka dni, żeby „dotrwał” do uretrostomii.

Przeprowadziliśmy więc tę operację.

Poprosiłam też o badanie krwi, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, bo wcześniej nikt mi tego nie zaproponował ani nie zrobił. Wykonano badanie biochemiczne bez morfologii (bez analizy białych i czerwonych krwinek). Wyniki biochemii wskazały globuliny nieco powyżej normy oraz podwyższone białko.

Zabieg przebiegł pomyślnie. Jednak stan ogólny kota się nie poprawił, a brzuch pozostał powiększony.

Podczas wizyty kontrolnej po operacji kolejny raz zgłosiłam ten brzuch. Weterynarz odpowiedział, że wszystko jest w porządku i że powinnam „przestać się tak fiksować na jego brzuchu”. Zaczęłam więc wątpić we własną ocenę, myśląc, że może przesadzam... Skoro USG i krew miały być okej, wmówiłam sobie, że wszystko jest w porządku.

Zabrałam go tam jeszcze raz jakieś 2–3 tygodnie po operacji, bo wydawał mi się w jeszcze gorszej formie. Według weterynarza miał gorączkę.

Od tamtej pory opuchlizna z brzucha nigdy nie zeszła.

Dzisiaj, pod koniec sierpnia 2026, mój kot całkowicie opadł z sił i dostał wysokiej gorączki. Pojechałam z nim natychmiast do innego weterynarza.

Po wykonaniu pełnej morfologii wyniki okazały się tragiczne: bardzo wysokie leukocyty, skrajnie mało czerwonych krwinek, silne odwodnienie... Potem poszła cała seria badań: wysięki w nerkach i krwawienie w żołądku. Ale żadnych kamieni w nerkach! Stan był krytyczny, kot został w szpitalu.

W końcu padła diagnoza: zaawansowany chłoniak nerek z przerzutami do żołądka.

Kiedy opowiedziałam o wszystkim weterynarzowi, który się nim teraz zajmował, potwierdził, że w przypadku mojego kota doszło do błędu w diagnozie.

Mam dzisiaj poczucie, że nikt mnie nie słuchał, mimo moich licznych sygnałów dotyczących spuchniętego brzucha i stanu ogólnego. Czułam się oceniana i traktowana mało poważnie, gdy nalegałam na pewne objawy. Dzisiaj straciłam członka rodziny i kogoś znacznie ważniejszego.

Dodam, że w tej pierwszej klinice od początku tej historii zostawiłam blisko 8 600 zł.

Czek za uretrostomię, wystawiony około trzy miesiące temu, wciąż nie został zrealizowany.

Moje pytanie brzmi: jakie mam możliwości odwoławcze w takiej sytuacji?

Zadzwoniłam do kliniki zaraz po otwarciu z prośbą o nieinkasowanie czeku ze względu na błąd w diagnozie i śmierć mojego malucha. Wciąż nie mam odpowiedzi. Czy można ubiegać się o anulowanie lub zwrot pieniędzy za zabieg, biorąc pod uwagę, że inny weterynarz uważa, że doszło do błędu diagnostycznego?

Chcę zaznaczyć, że nie szukam winnego na siłę, bo właściwa diagnoza i tak niekoniecznie uratowałaby mu życie. Ale może pozwoliłaby nam spędzić z nim więcej czasu i przede wszystkim oszczędzić mu części cierpień.

Jeśli ktoś z was był już w podobnej sytuacji (błąd w diagnozie, spór z weterynarzem, odwołanie do Izby Lekarsko-Weterynaryjnej lub ubezpieczyciela weterynarza), będę bardzo wdzięczna za wasze opinie i rady.

Z góry dziękuję tym, którzy poświęcą czas na przeczytanie i odpowiedź.

Przetłumaczony francuski
icon info

Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.

Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.

Chcesz zabrać udział w dyskusji?
Ładowanie edytora

Napisz wiadomość i jeśli chcesz, prześlij zdjęcie. Prosimy o przestrzeganie zasad kulturalnej dyskusji.

Twój post będzie widoczny dla wszystkich członków międzynarodowego forum Wamiz.

1 odpowiedź
Sortuj według:
  • C
    Chatzen Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Tak strasznie mi przykro z powodu straty Twojego malucha… 💔 Czytając Twój wpis, czuć przede wszystkim, jak bardzo starałaś się zrobić dla niego wszystko, co najlepsze i jak mocno nalegałaś, gdy czułaś, że coś jest nie tak.

    Wzdęty brzuch, który nie ustępował, oraz pogorszenie stanu ogólnego rzeczywiście zasługiwały na poważne potraktowanie, zwłaszcza że zgłaszałaś to wielokrotnie. To powiedziawszy, trudno jest ocenić na odległość, czy faktycznie doszło do błędu lub zaniedbania w opiece.

    W kwestii czeku i ewentualnych kroków radziłbym przede wszystkim, aby nic nie zostawiać tylko w sferze rozmów ustnych. Poproś klinikę o pełną kopię dokumentacji medycznej Twojego kota: opisy wizyt, wyniki USG, analizy, wyniki badań laboratoryjnych, historię leczenia oraz opis zabiegu uretrostomii. Zachowaj też wszystkie faktury i całą korespondencję z kliniką.

    Zapytaj również weterynarza, który zajmował się nim jako ostatni, czy może Ci dokładnie wyjaśnić – najlepiej na piśmie – dlaczego wspomina o błędzie w diagnozie. Taki dokument może być kluczowy, jeśli zechcesz później skierować sprawę do Izby Lekarsko-Weterynaryjnej lub ubiegać się o poradę prawną.

    Jeśli chodzi o czek, możesz poprosić klinikę o jego niewpłacanie do czasu ich odpowiedzi, ale byłbym ostrożny z twierdzeniem, że możesz po prostu uzyskać jego anulowanie: będzie to zależeć od tego, co uda się dowieść w kwestii samej opieki i poniesionej szkody.

    I przede wszystkim – nie obwiniaj się o nic. Konsultowałaś się z lekarzami wielokrotnie, zadawałaś pytania i nalegałaś, gdy widziałaś, że brzuch jest nienaturalnie powiększony. Zaufałaś profesjonalistom, którzy go leczyli. ❤️

    Życzę Ci mnóstwo siły. Strata towarzysza w takich okolicznościach jest już sama w sobie straszna, a dodatkowe poczucie, że nie zostało się wysłuchaną, musi być wyjątkowo bolesne.

    Chatzen 🐾

    Przetłumaczony francuski
  • 1 komentarz na temat 1

  • Masz pytanie? Chcesz się podzielić doświaczeniem? Utwórz post