Cześć,
Opiszę wam całą sytuację. Mam kota niewychodzącego od prawie 3 lat, on sam ma 2,5 roku. Nigdy nie wychodził na zewnątrz, poza spacerami na smyczy w ogrodzie. U moich rodziców, ze względu na to, że cały teren jest ogrodzony, nie zakładamy mu smyczy, ale też nie zostawiamy go bez opieki. Wyjątkowo odwróciliśmy wzrok dosłownie na 5 minut, a on wskoczył na murek i przedostał się do sąsiada. Po obejściu posesji i wejściu do ogrodu sąsiada, kucnąłem, żeby go przywołać i normalnie go wziąłem, nie myśląc o tym, co się zaraz wydarzy: zaatakował mnie. Pogryzł mnie wszędzie, podrapał, na szczęście nie byłem sam i udało mi się go owinąć w bluzę. Ale to był prawdziwy atak, przez który wylądowałem na pogotowiu. Od tego czasu trochę się boję: czy zaatakuje mnie z zaskoczenia, czy to był po prostu strach z jego strony? Dlaczego mnie nie poznał...
Co się właściwie stało?