Cześć wszystkim,
Od wiosny 2025 roku moja sąsiadka przygarnia i dokarmia dwa moje koty.
W listopadzie 2025 roku musiałam kilka razy iść je od niej odbierać po wielu godzinach wołania, kiedy to siedziały sobie wygodnie u niej na kanapie (a czasem nawet w łóżku).
Mówiła mi, że już go nie będzie brać, ale ponieważ wciąż nie wracał, zamontowałam kamerę, żeby sprawdzić, którędy chodzi (mieszkam na wsi, wokół jest pełno pól). Kamera była skierowana na ziemię, żeby nie nagrywać niczego, czego nie powinnam. Pierwsze i jedyne nagranie: mój kot drapie w okno tarasowe, ona mu otwiera, zamyka za nim drzwi i daje mokrą karmę.
Następnego dnia kazała mi zdjąć kamerę, co zrobiłam. Zawarłyśmy układ, że nie będzie go wpuszczać ani karmić. Nie dotrzymała słowa. Kolejnego dnia założyłam mu GPS.
W lutym, kiedy mój kot był u niej w środku, poszłam pod jej dom i zaczęłam go wołać stamtąd, skoro nie reagowała na dzwonek. Ona zrobiła mi zdjęcie, zasłoniła zasłony, ale kota nie wypuściła. Odzyskałam go dopiero, gdy wychodziła z domu, żeby pojechać na policję i złożyć na mnie skargę – ostatecznie skończyło się tylko na notatce służbowej. Przez to odwiedziła mnie policja i zaleciła, żebym nie kontaktowała się z nią więcej, bo inaczej mogę dostać zarzut o nękanie. Tak też zrobiłam. Zamontowałam na płocie osłonę, żeby nie widzieć jej domu. Pod koniec lutego, realizując projekt obserwacji ptaków w okolicy, założyłam kotu bardzo widoczny mikrofon, żeby nagrywać ich śpiew. Nikt do mnie nie przyszedł z pretensjami, dopiero w połowie kwietnia jej córka kazała mi go zdjąć, co od razu zrobiłam, kończąc tym samym mój projekt. W międzyczasie, w marcu, wysłałam jej oficjalne wezwanie do zaprzestania naruszeń, żądając, by przepędzała mojego kota z domu i go nie karmiła. Nie przestała. Na początku kwietnia, ponieważ podwójne karmienie źle wpływa na jelita mojego kota, dopięłam mu też przywieszkę z adresem właściciela i informacją: NIE PRZETRZYMYWAĆ, NIE KARMIĆ – CHORY.
Mimo to, ona dalej robiła swoje. Pod koniec kwietnia poprosiła o nową umowę sąsiedzką. Wtedy dowiedziałam się, że złożyła na mnie oficjalną skargę. Dałam jej jeszcze szansę, mówiąc, że musi wycofać to zgłoszenie.
Po pierwsze: nadal wpuszczała mojego kota, a teraz zaczęła brać drugiego, wciąż je karmi…
Po drugie: nie zrobiła nic ze swoją skargą i muszę iść na przesłuchanie na policję.
Przyznała mi się podczas rozmowy pod koniec kwietnia, że nie oddawała mi ich specjalnie, żeby zrobić mi na złość, i teraz znowu to robi. Chociaż jest w domu i słyszy, jak je wołam, a one nie reagują, bo u niej siedzą, ona nic nie robi i pozwala mi wracać bez kotów.
Mówi mi, że muszę się z tym pogodzić, bo moje koty mają dwa domy.
Mam już tego serdecznie dość. Mam mnóstwo dowodów: GPS, który pokazuje, że bywają u niej czasem ponad 30 minut, rachunki za lokalizatory, dzienne raporty pokazujące, że gdy jej nie ma, tylko szybko przemykają obok, a gdy jest w domu albo zaraz ma wrócić, siedzą tam ponad godzinę. Mam nagrania, jak je wołam, gdy jej nie ma i wtedy wracają, oraz nagrania, gdy ona jest w domu i nie wracają wcale.
Jestem zszokowana tą jej skargą, bo ja chcę tylko odzyskać swoje koty. Jeśli moje wołanie jej przeszkadza, to niech ich nie przyzwyczaja do siedzenia u niej i karmienia.
Pod koniec maja sama zgłosiłam sprawę na policję o kradzież i nękanie, ale martwię się, że przez dwa letnie miesiące ona będzie na miejscu, a zanim wymiar sprawiedliwości coś z tym zrobi, ona dalej będzie bezkarnie tak postępować.
Mamy spotkanie z mediatorem w połowie czerwca, ale ona chce tylko, żeby przestać dokarmiać. Wątpię, czy to zadziała w 100%, jeśli nadal będzie im oferować u siebie wygodę.
Nie wiem już, co robić. Czy ktoś z was już to przechodził? Jeśli tak, to jak sobie poradziliście?
Dodam, że moje koty są zaczipowane i wysterylizowane.
Z góry dziękuję za odpowiedzi.