Cześć wszystkim!
Dzisiaj wieczorem po powrocie do domu zauważyłam, że jeden z moich kotów ma „ranę” (a przynajmniej mały obszar bez sierści, obok małej kropki krwi) przy pyszczku.
Pewnie to nic groźnego, ale ponieważ ostatnio zaszły u nich duże zmiany (przeprowadzka z małego domu w mieście do dużego domu na wsi), zastanawiam się, czy to nie reakcja na stres zamiast zwykłego urazu.
Mam dwa koty: Malvi i Zeldę.
Kotem z tą „raną” jest Malvi. Z pozoru dobrze zniósł przeprowadzkę, szybko zaczął zwiedzać dom, nie stracił apetytu ani nic w tym stylu, w przeciwieństwie do Zeldy.
Pracowałam dzisiaj zdalnie, nie było żadnych bójek ani gwałtownych zabaw (ogólnie nigdy ich nie ma, oba są w tym samym wieku i wychowały się razem, świetnie się dogadują i od 2 lat nigdy nie były wobec siebie agresywne. Oba są wykastrowane).
Wyszłam tylko na jakieś 40 minut na zakupy i kiedy wróciłam, zauważyłam to wyłysiałe miejsce.
Samo miejsce nie krwawi. Jest tylko maleńka kropka krwi około 1 cm od tego wyłysienia. Kot normalnie je, nie wydaje mi się, żeby to miejsce było spuchnięte, ale mój partner uważa, że jest tam obrzęk.
Jak myślicie, powinnam iść do weterynarza? Czy to tylko drobny uraz, czy może reakcja na stres 15 dni po przeprowadzce?
Dzięki za odpowiedzi i miłego wieczoru (lub dnia ) 🙏🏻
Ps: sorki za jakość zdjęć, ale Malvi nie daje się tak łatwo „obsługiwać”
PS2: dodam tylko, że na razie nie wypuszczamy ich na zewnątrz. Czekamy, aż wystarczająco oswoją się z domem. W poprzednim domu też nie wychodziły na dwór.
PS3: zmyliśmy tę kropkę krwi, więc nie widać jej na zdjęciach.

