Adopcja przestraszonego kota – miesiąc po
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Ale ci zazdroszczę! Mój post przy zakładaniu wątku wydawał mi się krótszy albo co najwyżej tak samo długi jak twój, a i tak nie chciał się dodać – najpierw przez błąd w captchy, a potem wyskoczyło, że wiadomość jest za długa.
Swoją drogą, w pełni rozumiem, że koty bywają agresywne przez pierwszy miesiąc. Są przecież w nowym miejscu, z ludźmi i innymi zwierzakami, których zupełnie nie znają.
Moja kotka jest trochę agresywna, pewnie przez to, że jest taka malutka. Nie bardzo pozwala do siebie podchodzić, więc daję jej robić, co chce, żeby niczego na niej nie wymuszać. Raz spróbowałem dać jej kawałek marchewki, to podrapała mi klatkę piersiową, ale nie mam o to do niej żalu. Na pewno więcej tego nie zrobię.
Z drugiej strony ta kotka jest bardzo wyrozumiała. Zostawiłem ją z sześcioma chomikami, które biegały sobie po pokoju, i ani razu nie próbowała ich zaczepiać czy się z nimi bawić. Po prostu pozwalała im chodzić, gdzie chciały, i nawet nie próbowała żadnego ugryźć czy pacnąć łapą.
Za to mój drugi kot, kocur, ani trochę się nie waha i od razu zaczyna je gonić.

Cześć,
Podpinam się pod ten wątek pełen przydatnych informacji, żeby zapytać, czy macie jakieś nowe wieści. Adoptowałam dwie lękliwe kotki 30 stycznia tego roku i mimo że w nocy wychodzą ze swoich kryjówek, żeby załatwić swoje potrzeby, zjeść i pobawić się, to wciąż nie mogę wejść z nimi w żadną interakcję. Jest to bardzo, bardzo frustrujące – do tego stopnia, że zastanawiam się, czy w ogóle czują się u mnie dobrze.
Jedyne, co mogę zrobić, to podać im kawałek szynki z ręki, ale udaje się to tylko przy jednej. Jeśli siedzą na krzesłach, gdy ja jestem na kanapie, bawię się sam wędką, a one tylko na mnie patrzą ^^
Wiem, że może minąć wiele miesięcy, zanim nastąpi ten „przełom”, ale boję się, że on nigdy nie nadejdzie! Nie wyobrażam sobie wyjazdu na wakacje i zostawienia ich samych w mieszkaniu pod opieką kogoś, kto wpadałby do nich tylko od czasu do czasu.
Masz rację, trzeba uzbroić się w cierpliwość :)
Haha, Morfale jest super słodka!
Mam nadzieję, że Twoja kicia też będzie robić dalsze postępy ;)
Będę dawać znać, co u małej Nes,
Do zobaczenia!
Super, że zaczyna robić takie postępy i fajnie się socjalizuje. Myślę, że „sekretem” jest po prostu zaakceptowanie jej własnego tempa. Naszą kotkę nazwaliśmy Morfale, bo była nienasycona i tak rzucała się na jedzenie, że aż wymiotowała. Przez kilka miesięcy dostawała więc bardzo małe porcje wiele razy dziennie i teraz już sama potrafi się ograniczać. Skoro po dwóch miesiącach Nes akceptuje wasze pieszczoty, to pewnie będzie z niej o wiele większy pieszczoch niż z naszej – ona je tylko toleruje i nic poza tym.
Dzięki, że dajecie znać od czasu do czasu, co u niej słychać, fajnie jest móc obserwować jej rozwój.
Do usłyszenia przy okazji kolejnych postępów!



Cześć Toukannie,
Brawo za Twoją cierpliwość i za to, że udało Ci się oswoić tę małą kicię! :)
Wykazałaś się wobec niej ogromną cierpliwością, mogę tylko brać z Ciebie przykład, żeby dać Nes czas na oswojenie się!
I dziękuję za tę historię, która utwierdza mnie w moim wyborze, że chciałam podarować jej lepsze życie.
Te pierwsze dwa miesiące były... trudne, bo nie miałam poczucia, że jestem w stanie zapewnić jej takie życie, w którym byłaby szczęśliwa, więc było sporo frustracji i poczucia winy.
Widzę po tym doświadczeniu, że naprawdę trzeba umieć uzbroić się w cierpliwość, żeby zbudować więź z tymi małymi istotkami skrzywdzonymi przez ludzkie zachowanie (zarówno fizycznie, jak i psychicznie...).
W tym tygodniu Nes zrobiła ogromne postępy, teraz pod koniec dnia wychodzi ze swojej kryjówki, żeby usiąść wysoko na drapaku.
Udało mi się nawet urządzić z nią sesję pieszczot, puściłam z głośników dźwięk mruczenia kotów i ona całkowicie się wyluzowała!! Jadła mi z ręki, lizała mnie po dłoni, opierała o nią główkę, kiedy ją głaskałam... krótko mówiąc, pokazała mi w końcu, że jej otoczenie nie jest dla niej wcale takie straszne ^^

Słychać teraz, jak bawi się w nocy małym pluszakiem z kocimiętką, którego położyłam na drapaku zaraz po jej przyjeździe, więc same pozytywy ++!
Bardzo dziękuję za wszystkie wasze historie i rady!!
Trzeba być cierpliwym i cieszyć się z każdego, nawet najmniejszego postępu!
Wygląda na naprawdę przepiękną!