Cześć,
Piszę tutaj, bo zastanawiam się nad blizną po sterylizacji mojej kici. Operację miała w piątek 7-go rano. Odebrałam ją wieczorem o 17:30, a następnego dnia wróciliśmy do weterynarza, bo nie chciała jeść, ale wszystko było w porządku (wet sprawdził obrzęk, trwałość szwów, dwa razy zmierzył jej temperaturę dla pewności).
Blizna jest duża, bo przy okazji weterynarz usuwał jej przepuklinę pępkową, stąd cięcie na brzuszku, a nie z boku. Kołnierz jest obowiązkowy, ale nie ma klasycznego opatrunku – zamiast tego zastosowano Aluspray, który nadał całej okolicy srebrny kolor.
Kicia zachowuje się zupełnie normalnie. Chciałaby się bawić, biegać wszędzie, ale odizolowaliśmy ją w jednym pokoju, żeby do tego nie dopuścić. Wieczorami pozwalamy jej na chwilę pochodzić po domu pod nadzorem, żeby za bardzo nie szalała. Ale przedwczoraj udało jej się wskoczyć na krzesło, co nas bardzo przestraszyło, bo powiedziano nam, że wszelkie skoki są zabronione. Ale to stało się tak szybko...
Chciałabym poznać opinie osób, które mają w tym doświadczenie, bo to moja pierwsza sterylizacja i martwię się absolutnie wszystkim. Nie wiem, co jest normalne, co dziwne, a co wymaga natychmiastowego pędu do kliniki. Mam tendencję do wybierania tej ostatniej opcji za każdym razem... Tak bardzo ją kocham.
Pierwsze zdjęcie: jej blizna wczoraj. Wydawała mi się trochę czerwona, więc wysłałam zdjęcie do mojego weterynarza. Biorąc pod uwagę jej normalne zachowanie i to, że nosi kołnierz (więc nie liże rany), powiedział, że nie ma nic niepokojącego i żeby nie dotykać blizny (jakbym w ogóle śmiała...).
Drugie zdjęcie: zrobione przed chwilą. Przewróciła miseczkę z wodą i skorzystałam z okazji, gdy leżała, żeby sprawdzić, czy się nie zmoczyła. Na szczęście nie, ale jej wygląd mnie zaniepokoił. Czy to normalne 4-5 dni po zabiegu? Wydaje mi się jeszcze bardziej czerwona i widać trochę żółtego. Niby nie śmierdzi. Nie wiem więc, czy to normalne, czy może problematyczne. Ponieważ ten srebrny opatrunek powoli znika, może te „prawdziwe” kolory blizny mnie szokuja bez powodu do alarmu. Dodam, że wysłałam już kolejnego e-maila do weterynarza z tym zdjęciem – pewnie ma mnie już dość, ale wolę wyjść na upierdliwą babę, niż coś przegapić. Czekając na jego odpowiedź, proszę Was o opinie.
Z góry dziękuję za odpowiedzi.


Xia






