Cześć,
Mój kot ma 7 miesięcy i został wykastrowany niecałe 2 tygodnie temu.
Przez pierwsze 3 dni był pełen energii, jadł bardzo dużo (pierwszego wieczoru mu dawkowałam jedzenie, bo weterynarz kazał mu dać prawie nic)... Potem od tygodnia zaczął jeść coraz mniej. Na początku myślałam, że to po prostu reakcja na zabieg, a skoro pił, to uznałam, że wszystko jest w porządku.
Tyle że potem przestał i jeść, i pić. Kupiłam Purina One dla kastratów, potem Royal Canin i Science Plan dla sterylizowanych kociąt, bo miałam wrażenie, że nie radzi sobie z tymi dla dorosłych, bo są większe. Zjadł może ze 2-3 kuleczki i nic więcej. Trwało to 4 dni (tak, trochę zwlekałam, bo znajomi mówili mi, że to normalne... „Moja kotka nie jadła przez 10 dni po sterylizacji, to normalne!!”). Zabrałam go więc do weterynarza w piątek, bo jak wróciłam do domu, to nawet nie zamiauczał, leżał taki bez życia na kanapie, a to zupełnie nie w jego stylu. Wet stwierdził gorączkę (39,5 stopnia) (nie wspomniałam mu, że sama mierzyłam w ciągu tygodnia, ale wtedy nie było gorączki – choć mierzenie temperatury kotu to nie lada wyzwanie, więc może po prostu nie zrobiłam tego jak trzeba). Z samą raną po operacji wszystko okej. Rzucił szybko okiem na zęby, ale sam nie wie, może to jakiś wirus. Dał mu zastrzyk przeciwzapalny, a ja od 3 dni podaję mu antybiotyk.
Dzisiaj muszę iść na drugi zastrzyk, ale strasznie się martwię.
Mam wrażenie, że jest coraz gorzej, od czasu operacji schudł już 1 kg. Teraz niby dopomina się o jedzenie, ale nie je, tylko powącha i to wszystko. Nie pije. Weterynarz nie wydaje się specjalnie przejęty, co jest dla mnie dziwne. Denerwuje mnie to, bo zapłaciłam za wizytę, żeby go pooglądał przez minutę, a przecież to nie przypadek, że dzieje się to zaraz po kastracji...
No i tak, nie wiem w sumie, po co to piszę, ale chciałam zapytać, czy komuś z was też się to przytrafiło... Widziałam podobne wątki, ale nikt nie wspominał o wcześniejszym zabiegu, no i zazwyczaj to były posty pisane jeszcze przed pójściem do weta. Jak się czyta inne wpisy, to w końcu lekarz zawsze coś znajduje, a mnie martwi najbardziej to, że u nas wet nie widzi nic konkretnego...
Dzięki za odpowiedzi...
PS: To kot niewychodzący.