Zwracam się do was z prośbą o pomoc w sprawie mojej małej Naïa, która ma prawie 7 miesięcy.
Trzy tygodnie temu byłam u mojej mamy, która ma 8-miesięcznego, niekastrowanego kocura perskiego szynszylowego. Nie martwiłam się tym za bardzo, bo moja kotka nigdy nie miała rui – a przynajmniej tak mi się wydaje. Cały czas przebywa w domu, więc sądzę, że bym to zauważyła...
I tu pojawia się problem: odkąd wróciłam, a właściwie jakieś 3-4 dni później, zauważyłam, że jest bardzo zmęczona. Mruczy CAŁY CZAS, ale tak naprawdę bez przerwy, i je bardzo chętnie, nawet więcej niż zwykle. Zazwyczaj uwielbia się bawić, a teraz prawie cały czas śpi.
Moje pytanie: czy ona może być w ciąży, mimo że nie miała rui? A może to możliwe, że po prostu nie zauważyłam u niej objawów? Wydaje mi się to podejrzane, ale zaczynam się nad tym zastanawiać, bo kotka nie wygląda na chorą – nie ma biegunki, nie kicha ani nic... Na pewno pójdę do weterynarza, ale wolałabym najpierw poznać waszą opinię.
Z góry dziękuję!
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Wiecie, tak naprawdę nie da się po prostu zobaczyć, czy kotka ma ruję, chyba że dotkniesz jej u nasady ogona, a ona wtedy wypnie tył – to jasny sygnał, że ją przechodzi. Sprawdź też jej sutki – jeśli są wyraźnie powiększone, to znaczy, że jest w ciąży... Jeśli faktycznie jest, to możliwe, że będziesz musiał pomóc jej przy porodzie. A jeśli nie chcesz, żeby miała kolejne młode, to najlepiej ją wysterylizuj albo podawaj jej tabletki antykoncepcyjne.
No wiadomo, pewnie trochę wariuję i prawie całą noc nie zmrużyłam oka, bo tak się martwiłam, ale z drugiej strony u weterynarza wcale mnie nie uspokoili, jeśli chodzi o opiekę pooperacyjną...
Tak samo z tym opatrunkiem, zapytałam panią w recepcji: „a co, jeśli uda jej się go zdjąć jutro albo pojutrze?”. Odpowiedziała mi, że to żaden problem, byle tylko potem nie ruszała szwów. A przecież na kartce wyraźnie napisali, żeby nie zdejmować go przez 8 dni. No nie wiem, albo za bardzo panikuję i mam paranoję, albo faktycznie coś jest nie tak. Z kołnierzem wstrzymam się do poniedziałku i zobaczę, czy naprawdę będzie się tak zawzięcie dobierać do tego opatrunku. Biedna malutka, wolałabym jej tego oszczędzić...
No właśnie, to jest właśnie to, co wydaje mi się dziwne... Mam po prostu wrócić za 10 dni na zdjęcie szwów. W dodatku, jak odbierałam Naię, to nawet nie widziałam weterynarza – wydała mi ją pani z recepcji i dała tylko kartkę z zaleceniami, co robić, gdy kotka jest po sterylizacji. A kiedy pytałam: „no dobrze, ale jeśli za 2-3 dni nadal będzie taka osowiała, to czy to normalne, czy mam wrócić?”, to odpowiedziała mi tylko, że tak się nie stanie... Nie wydaje mi się to zbyt profesjonalne. Nawet jeśli sterylizacja to niby rutynowy zabieg, to wciąż jest operacja i trzeba być czujnym. To duża klinika, taka trochę „masówka”, więc szczerze mówiąc, chyba ją zmienię. Co byście mi radzili: czekać te 10 dni, aż ktoś ją obejrzy, czy lepiej zmienić weta i iść na wizytę kontrolną jeszcze w tym tygodniu?
No nie, sorki, moje jeszcze nie są wysterylizowane, termin mamy dopiero w środę, ale myślę, że możesz dodać trochę taśmy do bandaży, żeby to się lepiej trzymało :)
Słuchaj Angeline, masz może jakiś patent, żeby moja kicia nie zrywała sobie opatrunku? Ciągle go liże i choćbym nie wiem ile razy odsuwała jej pyszczek, to po dwóch minutach znowu robi to samo...
Pewnie, że mówi się „koteczka”, a kot osiąga dorosłość między 6 a 9 miesiącem, i to jeszcze zależy od rasy – u maine coonów na przykład może to trwać nawet do 4 lat.. ;) Moja mała pod koniec stycznia kończy 7 miesięcy, ale weterynarz powiedział mi dzisiaj rano, że jeszcze nie osiągnęła „dorosłej dojrzałości”. ;)