Też myślę, że w przypadku moich starszaków jest już na to za późno, tym bardziej że jedna z moich kotek przeszła operację z powodu oksalatów (szczawianów), więc wolę trzymać się jej specjalistycznej karmy, zamiast narażać ją na kolejny zabieg. Tak naprawdę ta karma na struwity świetnie sprawdza się też przy szczawianach – od kiedy ją stosuję, nie ma nawrotów, a mam dwa koty z problemem kamieni moczowych.
Mój norweg na suchej i mokrej karmie dożył prawie 19 lat. Na początku roku straciłam kotkę, która miała 18 lat z hakiem i była karmiona wyłącznie tymi słynnymi chrupkami, które tak bardzo zachwalacie. Jej brat bliźniak miał PNN (przewlekłą niewydolność nerek) i odszedł w wieku prawie 16 lat, również będąc cały czas na tej karmie.
Więc co o tym wszystkim myśleć? Szczerze mówiąc, już sama nie wiem. Jedyne, czego jestem pewna, to że tysiąc razy bardziej wolałabym przygotowywać im domowe jedzenie, tak jak robiłam to kiedyś dla moich dachowców czy psów – przynajmniej wiedziałam dokładnie, co jedzą. Ale paradoksalnie tamte zwierzaki odchodziły znacznie wcześniej.
Jeśli chodzi o to, ile kasy zostawiłam u weterynarzy, to już dawno przestałam liczyć. A co do cen leków weterynaryjnych, które są o wiele droższe, to widzę dwa powody: po pierwsze, leki dla zwierząt nie są produkowane przez laboratoria w tak ogromnych ilościach, co podbija cenę, a po drugie – stawka VAT jest dla weterynarzy znacznie wyższa niż w aptekach. Dlatego, gdy tylko mam taką możliwość, kupuję leki w aptece.
Większość moich kotów (poza obecną kotką, którą wzięłam bardzo wcześnie ze względu na sytuację osobistą hodowczyni) trafiała do mnie po 5. miesiącu życia. Według mnie to wiek, w którym nie trzeba się już martwić o problemy behawioralne i faktycznie tak jest. Zdarza mi się brać nawet koty 8-miesięczne lub roczne, bo wolę dorosłe osobniki od maluchów. No i faktycznie, u hodowców zdążyły się już solidnie uzależnić od suchej karmy.
Piszesz: „Jeśli chodzi o chrupki, wystarczy zrobić bardzo długie przejście.
– Z mokrą karmą jest tak samo, trzeba by mieszać ją przez 3-4 tygodnie i stopniowo zwiększać ilość nowej karmy.
– Natomiast żeby przejść z chrupek na mokrą, trzeba pokruszyć chrupki na pył, posypać nimi mokrą karmę i stopniowo zmniejszać tę posypkę”.
Niestety próbowałam już tego wszystkiego, bardzo cierpliwie, ale bez żadnych wymiernych efektów. Niemniej jednak spróbuję jeszcze raz z tym posypywaniem mokrej karmy chrupkami, kto wie, dawno tego nie robiłam.
Spróbuję też Fortiflory, bo wcześniej o niej nie słyszałam.
W każdym razie dziękuję za tę wymianę zdań – jest o niebo ciekawsza niż sytuacja, w której każde z nas upierałoby się przy swoim. Świat nie jest czarno-biały, to byłoby zbyt proste.