Cześć! Jakieś 4 miesiące temu (na początku listopada 2019), weterynarz przekazał nam, że mój kot ma guza w jamie brzusznej o wielkości 5 cm i że zostało mu tylko kilka tygodni życia... W grudniu pojawiły się ogromne węzły chłonne na szyi i plecach. Mój kot prawie się nie ruszał, miał biegunkę i problemy z jedzeniem. Kilka razy wahaliśmy się, czy nie zabrać go do weta ten ostatni raz, żeby go uśpić... Problem w tym, że od połowy stycznia węzły chłonne na szyi i plecach całkowicie zniknęły, a kot czuje się coraz lepiej (bez problemu wchodzi na 3. piętro, zjada 3 saszetki karmy dziennie, mimo że biegunka nadal się utrzymuje). Żaden weterynarz nie potrafił nam wyjaśnić, jak to możliwe. Chciałam spróbować znaleźć jakieś wyjaśnienie u was, żeby nie robić sobie płonnych nadziei :( Wielkie dzięki!
Mam nadzieję, że twój kot wciąż żyje.
Moja pierwsza kotka rasy Maine Coon jest chorowita od samej adopcji.
Gdy miała 4 miesiące, zdiagnozowano u niej IBD (nieswoiste zapalenie jelit) po nawracających biegunkach – problem udało się rozwiązać, przechodząc na surowe jedzenie.
Od kilku miesięcy wydawała się bardzo zmęczona, nie miała apetytu, a przede wszystkim straciła prawie całą sierść u nasady ogona. Weterynarz, widząc, że kicia jest bardzo słaba, wykonała badania krwi i USG. Diagnoza po konsultacji u onkologa: bardzo inwazyjny chłoniak (od kręgosłupa aż po trzustkę).
A od 3 miesięcy kotka czuje się coraz lepiej, przybrała na wadze, bawi się i sama już nie wiem, co o tym myśleć?
Wetka mówiła mi, że w tym roku odradza szczepienia ze względu na jej stan, a teraz sama mam wątpliwości!
Czy to możliwe, że postawiono błędną diagnozę, albo czy kot może wyzdrowieć z inwazyjnego chłoniaka?
Jeśli ktoś może mi pomóc to zrozumieć i podpowiedzieć, jak działać, będę bardzo wdzięczna.