Cześć wszystkim!
Moja roczna kotka miała wczoraj rano zabieg sterylizacji. Sama operacja przebiegła bardzo dobrze, ale kiedy ją odbierałam, powiedziano mi, że nie udało im się założyć jej ubranka (body), bo była wobec nich zbyt dzika. Kazali mi spróbować na spokojnie w domu. Na wszelki wypadek wzięłam też kołnierz.
Po powrocie do domu – nie ma szans, nie dało rady założyć ani ubranka, ani kołnierza. Prychała na mnie, gryzła i wyraźnie dała mi do zrozumienia, że to niemożliwe. Wróciłam do weterynarza... tam kilka osób próbowało jej założyć ten kołnierz, wróciłam do domu i puff – po 20 minutach kołnierz leżał na ziemi...
Od wczoraj moja kotka od czasu do czasu liże sobie ranę, ale nie jakoś obsesyjnie, po prostu przy okazji codziennej toalety. Weterynarz powiedziała mi dzisiaj, żeby zostawić to tak na weekend i mieć nadzieję, że szwy się nie rozejdą...
Dzisiaj jest bardzo skora do zabawy, biega i skacze w każdą stronę. Próbowałam jeszcze raz z tym kołnierzem, ale nie naciskałam.
Dosyć mocno się martwię tym, że się liże i że jest taka pobudzona po takim zabiegu (mówili mi, że pewnie będzie otumaniona po narkozie, a jest wręcz przeciwnie – jest w świetnej formie). Chciałabym wiedzieć, co zrobić, jeśli rana by się otworzyła, bo niekoniecznie będę miała możliwość pojechać jutro do weterynarza na dyżur ostry.
Czy ktoś z Was miał już taki przypadek, że kotka lizała ranę tylko sporadycznie i nic się nie stało? Czy ślina w jakimś stopniu nie pomaga przypadkiem w gojeniu? W każdym razie na razie staram się sprawdzać co 2 godziny, czy wszystko jest w porządku, ale boję się nocy i nadchodzącego tygodnia w pracy...
Dzięki za Wasze opinie i doświadczenia! :)
