Chociaż wiem, że koty tak naprawdę nie mają „właściciela” w pełnym tego słowa znaczeniu (na pewno nie tak, jak to bywa u psów), to ciekaw jestem, czy mruczek może przywiązać się do dwóch zupełnie różnych osób?
Już wyjaśniam: nie mam w domu żadnych zwierzaków, ale od kilku lat w pobliżu mojego domu kręci się uroczy kot. Daje się głaskać i przesiaduje u mnie, kiedy tylko ma na to ochotę. Przychodzi i wychodzi, kiedy chce.
Ten kot ma już swoją opiekunkę (dlatego go nie dokarmiam), która mieszka kilka domów dalej i ma jeszcze trzy inne koty oraz dwoje dzieci.
Ja też mam dwoje dość spokojnych dzieci.
Czasami mija nawet kilka tygodni, kiedy go nie widzę, a potem nagle wraca, miauczy, dopomina się pieszczot, prześpi się trochę w domu i znowu rusza w swoją stronę...
Czy to po prostu oportunista, czy może jednak trochę się do nas przywiązał?
Co o tym sądzicie?
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Kot nie ma właściciela. Ma przyjaciół i tworzy wyjątkową więź z kimś, kto dobrze o niego dba. Moja kicia bardzo lubi dzieci sąsiadów i myślę, że spędza trochę czasu u kogoś, kto ma kominek, bo czasem czuć od niej dymem z drewna. Mimo to każdą noc spędza w moim łóżku, zaczynając od domagania się pieszczot i kładzenia mi się na brzuchu. Kiedy wyjeżdżam na kilka dni, mój syn przychodzi ją nakarmić i spędzić z nią chwilę, a ona okazuje mu wtedy dużo czułości. Jeśli do drzwi dzwoni ktoś obcy, moja kotka patrzy na mnie, żeby wybadać, czy ta osoba jest w porządku!!
Ufa mi bezgranicznie, a ja dbam o to, by na to zaufanie zasługiwać, ale nie czuję się jej „właścicielką” – ona robi co chce i sama decyduje o swoim życiu.
Cześć katycat!
Oto odpowiedź, którą mi dałaś w moim wątku „Mój kot nie daje się strzyc. Szarpie się i jest agresywny":
„myślę, że odpowiedzi na Twój problem już padły
W każdym razie doskonale to rozumiem, bo moja perska kotka, również odebrana ze schroniska, była w dokładnie takiej samej sytuacji
Uwielbiała pieszczoty, ale czesanie było NIEMOŻLIWE – nawet przy najlepszych chęciach szarpała się jak szalona. Sam widok szczotki sprawiał, że uciekała!! Na pewno nigdy nie była do tego przyzwyczajona! Wyobrażacie sobie mnie na czworakach, jak próbuję ją złapać!! W skrócie, doszłam do wniosku, że jedyne wyjście to ją ostrzyc! Za pierwszym razem groomerka i ja zostałyśmy porządnie podrapane i bardzo ciężko było ją przytrzymać. Potem za drugim razem poszło łatwiej, aż w końcu dała się robić! Zrozumiała, że to jej nie krzywdzi i że ostatecznie woli to niż szczotkę! Jasne, perski kot nie jest stworzony do strzyżenia, ale moja w końcu znosiła to lepiej niż szczotkę..."
Czy przypadkiem mnie nie okłamałaś?
Zauważam sprzeczności w Twoim opisie. Nie wspominasz o kołtunach w sierści, tylko o samym czesaniu. Kota długowłosego strzyże się, kiedy ma bardzo skołtunioną sierść...
Poza tym mówisz o pierwszym i drugim razie... Co to ma znaczyć? Ostrzygłaś ją pierwszy raz, a potem kilka miesięcy później, po porządnym odroście, drugi raz – tylko dlatego, że nie chciała się dać czesać?
W swoim własnym wątku nie wspominasz nic o tym kocie. Dlaczego? A byłoby to logiczne.
I mówisz, że jakiś kot przychodzi do Ciebie od kilku lat... Twoja perska kotka, jeśli w ogóle istniała, dawno by już nie żyła?
Twierdzisz, że masz 44 lata i „dwoje spokojnych dzieci". Powiedz nam, ile mają lat, proszę. Tylko po to, żeby spróbować to rozjaśnić, bo coś tu się nie zgadza. Czy to małe dzieci, nastolatkowie czy już dorosłe osoby?
Wróciłaś na tę stronę po prawie roku i dwóch miesiącach nieobecności. To długo.
Czy może zostałaś zbanowana i jeśli tak, to z jakiego powodu? A może po prostu przestałaś lubić to forum? W tamtym czasie miałaś podobno dość ostre wymiany zdań z innymi użytkownikami. Ale te wiadomości nie są już dostępne.
No więc tak – mam wątpliwości co do Twojej szczerości, ale mam nadzieję, że się mylę.
Dobrze znam konfabulatorów, bo regularnie mam z nimi do czynienia na innych forach i stronach.
Przyszłam tu z miłości do mojego kota i do zwierząt. I tylko po to. Konfabulatorzy mogą tu zaszkodzić zwierzętom, podając fałszywe porady, fantazyjne rady albo nieprawdziwe informacje.
No więc tak – nie wiem, kim jesteś. Niczego nie twierdzę.
Szukam tylko prawdy
Moja kotka nie wychodzi na zewnątrz, więc zna tylko moją rodzinę i naszych znajomych.
Ale tak, ma kilku opiekunów i świetnie wie, kto jest od czego. Jeśli chce pieszczot albo jedzenia, to przychodzi właśnie do mnie. Gdy kuweta jest brudna albo ma ochotę na czesanie, uderza prosto do mojego teścia. A do zabawy ma moją sunię.
Swoją drogą, to naprawdę wyjątkowa kotka... przychodzi, kiedy się ją woła i nawet nie próbuje „łowić” moich rybek...
Dobry wieczór,
Mnie też kilka miesięcy temu adoptował pewien kot. Oficjalnie "należy" do jednego z moich sąsiadów, ma ponad 10 lat i jest wykastrowany. Często do nas zagląda, a my naprawdę dobrze się nim opiekujemy. Miał na szyi strupa, który nie był leczony. Odkażałam to eozyną i teraz wszystko jest już w porządku. Czeszę go codziennie i od tamtej pory ma przepiękną, mięciutką sierść, zupełnie jak pluszak. Przychodzi i odchodzi, kiedy chce, wcale go nie "uprowadziłam". Myślę, że po prostu bardzo się polubiliśmy.
Janchat, jego poprzedni kot może po prostu odszedł..
To dlaczego o tym nie napisać?
Przecież takie rzeczy się zaznacza
no cóż....
Niekoniecznie.. Sama czasem doradzam w wątkach o świnkach, biorąc za przykład te, które miałam, ale nie zawsze dopisuję, że już odeszły, jeśli nie widzę w tym większego sensu.
Po prostu dlatego, że ten „pers” nie jest jej. Uwaga, zabranie kota z ulicy, jeśli ma tatuaż lub jest zachipowany, jest uważane za kradzież!
Sevv, zobacz jej odpowiedź w moim wątku. Pisze tam o swojej kotce perskiej przygarniętej ze schroniska.
Oto jej odpowiedź:
„Myślę, że odpowiedzi na Twój problem zostały już udzielone. W każdym razie doskonale Cię rozumiem, bo moja persiczka, również wzięta ze schroniska, była w identycznej sytuacji. Uwielbiała pieszczoty, ale czesanie było NIEMOŻLIWE – mimo moich najszczerszych chęci szarpała się jak szalona. Na sam widok szczotki brała nogi za pas!! Pewnie nigdy nie była do tego przyzwyczajana! Możesz sobie wyobrazić mnie ganiającą za nią na czworaka, żeby ją złapać!! Krótko mówiąc, ja też doszłam do wniosku, że jedyną opcją jest ostrzyżenie jej! Za pierwszym razem ja i groomerka byłyśmy całe podrapane i strasznie trudno było ją utrzymać. Za drugim razem poszło już łatwiej, aż w końcu zaczęła na to pozwalać! Zrozumiała, że to nie boli i ostatecznie woli to od szczotki! Oczywiście, persy nie są stworzone do strzyżenia, ale moja znosiła to w sumie lepiej niż czesanie...”