Cześć,
Mimo że nigdy żadnego nie widzieliśmy, w poniedziałek o 8:00 rano był u nas pracownik, żeby przeprowadzić dezynsekcję przeciwko karaluchom w całym bloku. Zabieg był robiony w szafkach kuchennych – użyli sprayu i w niektórych miejscach odrobiny żelu. Musieliśmy wietrzyć mieszkanie przez 4 godziny, zanim mogliśmy z powrotem włożyć naczynia i inne rzeczy do szafek.
Oczywiście nasz kot nie wchodzi do szafek, więc nie mieliśmy obaw. Tyle że dzisiaj wieczorem pierwszy raz udało mu się otworzyć jedną z dolnych szafek, która była oczywiście pryskana w poniedziałek rano.
Wyciągnąłem go dość szybko, ale i tak zdążył tam posiedzieć przez 2-3 minuty. Czy po prawie 40 godzinach od zabiegu jest jakieś ryzyko dla kota, jeśli wpadł na genialny pomysł, żeby polizać dno szafki?
Jeśli tak, to jak długo muszę go obserwować pod kątem ewentualnych objawów? (domyślam się, że chodzi o wymioty?)
Dodam, że nic nie widać ani nie czuć, nie ma śladów środka owadobójczego, a szafki są oczywiście suche.
Uspokajam się myślą, że skoro po 4 godzinach mogliśmy schować naczynia, to po 40 godzinach na suchej powierzchni nie ma wielkiego ryzyka dla kota, ale mimo wszystko bardzo się martwię.
Dzięki.