Dlaczego moja kotka przenosi swoje kocięta?
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Skoro Twoja kicia lubi szafy, to dół szafy albo jakiejś szafki w zupełności wystarczy.
Na początku, kiedy miałam swoje pierwsze mioty, używałam po prostu kartonu, w którym wycinałam z przodu okrągły otwór (na tyle wysoko, żeby kocięta nie wyszły) i przykrywałam ten karton grubym materiałem.
Teraz albo używam kojca dla dzieci, który częściowo przykrywam deską, żeby zrobić trochę cienia (kotki lubią mieć ciemno, kiedy zajmują się małymi), i wkładam do środka duże legowisko.
Z kolei mam jedną kotkę, która akceptuje tylko jedno miejsce: skrzynię w mojej kanapie. Muszę więc ją otwierać i przykrywać od strony światła kilkoma kocami.
Tak więc przez miesiąc żyję z otwartą kanapą – niezbyt to praktyczne, no ale cóż, jakoś to znoszę.
I bez urazy, Maelys :)
Jasne, że słucham Twoich rad! Jutro rano spróbuję zadziałać z moją kicią nieco bardziej stanowczo (pozamykam wszystkie szafki). Powiedz mi, skoro tak świetnie ogarniasz temat, gdzie radziłabyś mi je położyć? Na przykład jakiś zamknięty karton albo koszyk? A jak Ty robiłaś ze swoimi maluchami? Z góry wielkie dzięki i sorki, że tak powoli idzie mi wprowadzanie tego wszystkiego w życie.
Jeśli uważasz, że moje wypowiedzi brzmią zbyt kategorycznie, to tylko dlatego, że dobrze znam się na porodach i po prostu boję się tragedii. Mam wrażenie, że nie dostrzegasz mojego niepokoju i że ostatecznie wcale nie chcesz słuchać moich rad.
Po pierwsze, wcale nie napisałam, że nie chcę. Chciałabym po prostu zrobić to w jak najdelikatniejszy sposób dla mojej kici, skoro mam ją dopiero od kilku miesięcy i to jej pierwszy miot. Twoje rady uważam za bardzo dobre, po prostu zdziwiło mnie twoje dość autorytarne podejście. Na pewno masz w tym temacie spore doświadczenie, co widać od razu, więc mogłabyś zrozumieć mój brak wprawy w tym, jak się do tego zabieram.
No nie, skoro nie zamierzasz zabrać ich z miejsca, w którym grozi im niebezpieczeństwo.
Ale powtarzam ci jeszcze raz: zrobisz, jak uważasz, w końcu to twoje kociaki.
Nie, nie mylisz się.
Prosisz o rady, a kiedy je dostajesz, to nagle ci nie pasują.
Próbuję cię ostrzec przed potencjalnym zagrożeniem dla maluchów, a ciebie to najwyraźniej w ogóle nie niepokoi.
Więc tak, to normalne, że mnie to irytuje.
Jesteś pewna ludzi ze swojego otoczenia w kwestii adopcji, ale pamiętaj, że o rezerwacji można mówić z pewnością dopiero wtedy, gdy w grę wchodzą pieniądze.
I weź pod uwagę, że będziesz musiała wyłożyć sporą sumę na pierwsze szczepienia, czipowanie i odrobaczanie (to około 450 zł na każdego kociaka), więc takie 220 zł zaliczki nie tylko by ci pomogło, ale też dało pewność, że ludzie nie wycofają się w ostatniej chwili.
No ale cóż, zrobisz, jak uważasz, w końcu to twoje kotki.
Piszę to teraz zupełnie spokojnie, po prostu żeby cię doinformować i ostrzec.
Wydaje mi się, że jesteś nieco poirytowana, czy się mylę?
Proszę tylko o rady i odrobinę wyrozumiałości. Uważnie przeczytałem Twoje odpowiedzi i zastosowałem się do Twoich rad. Dzięki.
Próbowałaś?
Nie?
No to nie możesz wiedzieć.
Jeśli chodzi o adopcje, to cię ostrzegałam i to już nie mój problem.
Jak zostaniesz z kociakami na głowie, to po prostu będziesz mieć dodatkowe koty, ale cóż, skoro sama je odchowasz, to nie ma biedy – zostawisz je u siebie.
A co jeśli zamknę szafę, a ona będzie krążyć z małym w pyszczku przez trzy godziny i nie będzie chciała ich odłożyć nigdzie indziej?
Na ten moment, żeby były bezpieczne, obstawiłam je dookoła wysokimi pudełkami, przez które nie zdołają się wydostać. Jeśli chodzi o adopcję maluchów, to nie martwcie się, nie ma z tym żadnego problemu.