Dobry wieczór wszystkim,
Piszę do was, bo bardzo mnie zaniepokoiła rana, którą zauważyłam u mojego kota po powrocie do domu rodzinnego na święta. Przez to, że nie widziałam go przez kilka miesięcy, trudno mi ocenić, od jak dawna się z tym boryka...
Ma taką jakby sporą dziurę na wardze, jakby brakowało mu kawałka pyszczka. Przy dotyku go to nie boli, wciąż ma świetny apetyt i jego zachowanie ani trochę się nie zmieniło. Rana wygląda na bardzo czystą i nie widać żadnych oznak infekcji.
Załączam zdjęcie rany, żebyście mogli sami ocenić sytuację:

Rozmawiałam o tym przez telefon z weterynarzem dyżurnym, który uspokaja mnie, że nie ma powodu do obaw i że to pewnie efekt bójki z innym kotem (dobrze zna mojego Louisa, opiekuje się nim od urodzenia).
Mimo wszystko planuję zabrać go do kliniki w przyszły piątek, żeby mieć pewność, że to nic poważnego. W międzyczasie chciałam jednak zapytać, czy ktoś z was miał już do czynienia z czymś takim? Chciałam się też podzielić z wami moją historią.
Miłego wieczoru