Cześć wszystkim, mam problem i kończą mi się już pomysły... Słuchajcie, rok temu adoptowaliśmy małego, głuchego kotka i odkąd jest z nami, ciągle miauczy w nocy. To nie są jakieś ciche, dyskretne miauknięcia, tylko naprawdę głośne, chrapliwe, a czasem wręcz piskliwe wrzaski, i to zupełnie bez wyraźnego powodu... Wszystkie drzwi w domu są otwarte, może chodzić, gdzie chce, ma jedzenie, wodę, czystą kuwetę... Kiedy wstajemy przez te krzyki, on gryzie nas w stopy albo ucieka i miauczy dalej kawałek stąd... Próbowaliśmy bawić się z nim dużo w ciągu dnia, żeby go zmęczyć na wieczór – efekt jest taki, że kładzie się spać razem z nami, ale po pół godziny czy godzinie wstaje i zaczyna koncert od nowa. Kupiliśmy mu nawet zabawkę interaktywną, ale jest to samo: pobawi się dziesięć minut, nudzi się i wraca do miauczenia... Na początku mówiono nam, że po kastracji mu przejdzie, ale nic to nie zmieniło, a zabieg miał w lutym... Myśleliśmy o przygarnięciu drugiego kota, żeby nie czuł się samotny, ale po kontakcie z innymi zwierzętami okazało się, że jest o nas bardzo zazdrosny i bywa agresywny wobec innych czworonogów... Byliśmy u weterynarza, który powiedział, że niewiele da się zrobić, poza ewentualnym wypróbowaniem Feliwaya... Jest nam naprawdę ciężko, brak snu wykańcza nas na co dzień, no i boimy się kłopotów z sąsiadami (słyszeliśmy już, jak narzekają na to miauczenie...).
Domyślam się, że ktoś z was pewnie też ma głuchego kota – może macie jakieś sprawdzone rozwiązania? Dzięki wielkie!!