Młoda kotka okociła się w naszym ogrodzie dwa dni temu. Cała piątka kociaków wydaje się zdrowa, ale wczoraj mama wzięła dwa z nich i nieco się oddaliła od pozostałych, które od tamtej pory ignoruje. Karmi tylko te dwa maluchy i mimo że jest tuż obok reszty miotu, zupełnie przestała się nimi zajmować. Porzucone kociaki miauczą i wciąż się ruszają, ale od wielu godzin są bez żadnej opieki.
Przed chwilą mama podeszła do jednego z nich, chwilę go ponosiła, po czym odłożyła i od tamtej pory nic, liczy się dla niej tylko ta dwójka. Czy jest szansa, że zmieni zdanie i przygarnie resztę?
Problem w tym, że mieszkam w kraju, gdzie pomoc dla zwierząt w takich sytuacjach praktycznie nie istnieje. Nie mam ani środków, ani czasu, żeby się nimi zająć, jeśli okaże się, że mama definitywnie ich nie chce. Próbowałem kontaktować się z jakąś fundacją, ale na razie marnie to widzę... W każdym razie, ile czasu trzeba czekać, żeby mieć pewność, że zostały porzucone na dobre? I dlaczego tak się dzieje? Nie wyglądają na chore, przeżyły ponad pół dnia bez jedzenia... Czy to mama jest tak osłabiona i uznała, że pięć kociąt to za dużo? Naprawdę tego nie rozumiem, maluchy od godzin wołają o pomoc, a ona nic :/
Jeśli macie jakieś pomysły, co powinienem zrobić, dajcie znać. Boję się, że w tej sytuacji nie ma wielkiej nadziei, ale każda dodatkowa opinia się przyda :/