Kot i niemowlę – czyli mit o uduszeniu
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Haha Anaisyl, powinnaś mnie zobaczyć, jak jestem niedysponowana, a co dopiero w ciąży!
lol melly ^^ no tak, te hormony to jest coś!!! lol
W pełni się z Tobą zgadzam azena, uważam, że dorastanie z jednym lub kilkoma zwierzakami to świetna sprawa. Uczy to dziecko odpowiedzialności, a przede wszystkim szacunku do innych.
U nas w domu zwierzaki były od zawsze. Kiedy się urodziłem, moi rodzice mieli Brutusa, rocznego tervuerena. Byłem „jego” bobasem, nie było mowy, żeby ktoś obcy do mnie podszedł. Był też Cezar, kot, którego nie miałem okazji poznać, bo rodzice musieli go oddać – był zazdrosny i parę razy o mało co nie zrobił mi naprawdę poważnej krzywdy.
Ale zwierzaki są super, wnoszą tyle życia!!!
Tak jak to trafnie ujęła Candymarie, trzeba się nauczyć, żeby nie opowiadać innym o miłości do naszych zwierzaków...
Zupełnie się z Tobą zgadzam Nimiss :) Poza tym uważam, że to genialne – dzielić czas ciąży ze swoimi pupilami. Niech mi tylko nikt nie próbuje dogadywać, kiedy już będę w ciąży, bo znając siebie i te wszystkie hormony, mogą mieć wtedy ze mną naprawdę ciężko! haha
:) No jasne, to dzieciom trzeba powtarzać, żeby uważały! A zwierzaki, no cóż, trzeba ich po prostu pilnować!
Zresztą zawsze powtarzam – jeśli ktoś twierdzi, że kot to siedlisko zarazków, to równie dobrze można by w ogóle nie zabierać dziecka na dwór, patrząc na to, czym oddychamy! Nie pić wody, nie jeść warzyw, bo przecież wszędzie pełno pestycydów! Trzeba zachować zdrowy rozsądek i pamiętać, że nie da się ich przecież trzymać pod kloszem w sterylnej bańce!
Tak candy, 18-miesięczne dziecko to żywe srebro, to prawda, ale wtedy moja córka go nawet nie dotknęła. Po prostu usiadła na kanapie tam, gdzie leżał kot. Z tego co słyszałam, bo nie było mnie wtedy w domu, usiadła zbyt blisko niego, kotu się to nie spodobało i bęc!!! Stało się!
Teraz, przy moich kotach, od razu jej mówię, jak widzę, że za bardzo zaczyna ich zaczepiać, żeby przestała, bo im się to wcale nie podoba. Raz Roket drasnął ją w rękę, no i nie skarciłam kota, tylko córkę, bo ją ostrzegałam i powiedziałam, że ma to na własne życzenie.
Zazwyczaj im nie dokucza, ale ma dopiero dwa i pół roku i też miewa swoje „napady szaleństwa”, więc w takich chwilach zawsze mam się na baczności.
Och tak lyly, masz rację!!! To się dzieje w mgnieniu oka!
W zeszłym roku mój chłopak był u znajomej z moją córką. Ta koleżanka ma kota, który zupełnie nie jest przyzwyczajony do maluchów, a moja córka nie miała wtedy nawet 18 miesięcy, więc wiadomo, była jeszcze dosyć niezdarna. Kot podrapał ją po buzi, przeszło dosłownie milimetr od oka!!! I jak mówię milimetr, to i tak jestem łagodna. Myślałam, że mój chłopak zabije tego kota! Na szczęście skończyło się tylko na strachu.
Na początek gratulacje nimiss ^^
Ja też się nasłuchałam takich tekstów, jak byłam w ciąży. Wtedy miałam tylko Toulouse, starszego kota, który był ze mną od dziecka. Moi „znajomi” doradzali mi, żebym pozbyła się kota przed pojawieniem się dziecka. Mówiłam im, że na pewno nie oddam kota, którego mam od 9. roku życia!!! (I nawet gdyby był u nas od niedawna, to i tak bym tego nie zrobiła). Nie cierpię takich gadatek w stylu: dziecko ze zwierzętami to niezdrowe, to same zarazki, brud itp... Grunt to po prostu pilnować, żeby pies czy kot nie zostawał sam na sam z niemowlakiem.
Swoją drogą, to u nas w domu to teraz główny temat rozmów! Bo od 2 lat staramy się o kolejne dziecko i mój facet twierdzi, że koty pójdą na dwór!!!! No zwariował!!!! Zresztą i tak dobrze wie, że na to nie pozwolę! No ale mniejsza z tym....
Jeśli chodzi o toksoplazmozę, to trzeba po prostu regularnie myć ręce i zakładać rękawiczki do sprzątania kuwety. Sama nie miałam z tym problemu, to tylko rady od moich koleżanek.