Piszę do was, bo jestem w bardzo trudnej sytuacji i nie wiem, co robić.
Wczoraj rano adoptowałam czteromiesięczną kotkę, która jest bardzo płochliwa.
Mieszkam w kawalerce o powierzchni 37m², więc od razu po przyjeździe trafiła do głównego pokoju (salon/sypialnia) i przez cały dzień siedziała skulona w transporterze, obserwując każdy mój ruch.
O 23:00 postanowiłam iść spać – mała nie ruszyła się z miejsca... Godzinę później obudziłam się z nieprzyjemnym uczuciem, że coś dotknęłam stopą. Po zapaleniu światła okazało się, że wyszła z transportera i zrobiła kupę na moim łóżku. Posprzątałam i chciałam ją znaleźć... ale nigdzie jej nie było. Dziś rano zdaje mi się, że słyszałam jej miauczenie około 6:00, a potem cisza. Kilka razy w ciągu dnia przewróciłam całe mieszkanie do góry nogami – zajrzałam za, pod i na każdy mebel, łącznie z 10-centymetrowymi szparami za szafami i meblami kuchennymi – i nic.
Mam wrażenie, że w nocy ledwo tknęła swoje suche jedzenie i bardzo się o nią martwię, bo nie rozumiem, gdzie mogła zniknąć. Nie wychodziłam z domu, a przez te kilka sekund, kiedy otworzyłam okiennice, jestem pewna, że nie uciekła. Racjonalnie rzecz biorąc, musi być gdzieś w mieszkaniu, ale po prostu nie jestem w stanie jej znaleźć. Jestem zagubiona – to mój pierwszy kot i czuję się bezradna, bo boję się, że zagłodzi się w tej swojej kryjówce. Czy w końcu sama wyjdzie?
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Muszę przyznać, że Twój post naprawdę mnie rozbawił! Rzadko spotyka się "kocią mamę" tak bardzo przejętą tym, żeby nie wystraszyć swojego malucha. Czy Ty w ogóle odważasz się spuścić wodę w toalecie? lol. Jesteś na świetnej drodze, Twoja cierpliwość i łagodność są kluczowe dla udanej adaptacji. Za jakieś dwa tygodnie mała będzie się na Tobie bezkarnie wywalać do spania, zajmując całe miejsce, a Ty będziesz jeszcze z uśmiechem wspominać te „trudne początki”...
Cześć! Jeśli o mnie chodzi, to na początku po adopcji kota zawsze spałam na kanapie (ale mieszkam sama, więc tak jest łatwiej). Moja obecna kotka, która była (i po 3 latach nadal jest, choć zrobiła ogromne postępy) bardzo lękliwa, przyszła spać ze mną już pierwszej nocy, mimo że wciąż się chowała, gdy tylko wstawałam albo poruszałam się trochę szybciej.
Mała aktualizacja co u nas: wczoraj wieczorem mała wyszła ze swojej kryjówki o stałej porze, około 20:30. Tym razem zostawiłam złożoną kanapę, telewizor był włączony z normalną głośnością (wcześniej go przyciszałam, żeby jej nie straszyć), a światło też było mocniejsze.
Trochę się wahała, zanim podeszła, ale widząc, że udaję, że jej nie widzę, w końcu odważyła się odwiedzić swoje stałe miejsca, czyli wskoczyła na stół!
Udawałam, że jej nie widzę, ale komentowałam na głos to, co działo się w telewizji, żeby sprawdzić jej reakcję – i wygląda na to, że w ogóle jej to nie przerażało!
Po chwili mogłam już na nią patrzeć bezpośrednio, a ona nie zastygała w bezruchu; mogłam nawet trochę poruszać nogami na kanapie. Kiedy kładłam się spać, udało mi się nawet powoli wstać pod jej nieco zaniepokojonym wzrokiem i poprzesuwać poduszki na kanapie, a ona nie uciekła. Niestety dźwięk rozkładania kanapy ją spłoszył, ale wróciła kilka sekund później i dalej prowadziła swoje nocne życie...
Z drugiej strony, ona wciąż miauczy przez całą noc i serce mi pęka, jak jej słucham, ale nie mogę do niej podejść, żeby ją pocieszyć.
Tak czy inaczej, mam wrażenie, że widać postępy!
Dzisiaj wróciłam do pracy, więc nie ma mnie w domu. Mam nadzieję, że wykorzysta ten czas, żeby lepiej się zadomowić w ciągu dnia i poczuć się pewniej na swoim terytorium 🙂
Dzień dobry.
Mam nadzieję, że uda się Wam sprawić, żeby do Was podeszła. Jedna rzecz: proszę unikać olejków eterycznych, bo koty nie lubią tego zapachu. Na pewno trzeba ją uspokoić – polecam Feliway w mieszkaniu, jakieś zabawki, żeby ją czymś zająć, a może też legowisko, żeby miała na czym spać.
Trzeba przyciągnąć jej uwagę. Są takie zabawki, w których chowa się smaczki – to może ją zachęcić do wyjścia i oswojenia się z nowym miejscem.
Mam w domu dwa koty. Nie jestem wielkim ekspertem, ale staram się pomóc na tyle, na ile pozwala mi moje własne doświadczenie z moimi mruczkami.
Mam nadzieję, że otrzymacie całą potrzebną pomoc.
Pamiętajcie też, żeby zawsze miała świeżą wodę i czystą kuwetę – pewnie już o to dbacie. Lepiej też nie wymachiwać przy niej rękami, żeby jej dodatkowo nie wystraszyć. Wystarczy znaleźć fajne zabawki, które przyciągną jej uwagę.
Pozdrawiam serdecznie
Bardzo fajnie sprawdzają się też krople Bacha w sprayu albo w kropelkach. To super, że możesz trochę przesunąć termin szczepienia przypominającego – dzięki temu Twój zwierzak będzie miał czas, żeby się na spokojnie zadomowić.
Zależnie od kota i stopnia jego nieśmiałości, może to zająć mniej lub więcej czasu, ale widać wyraźnie, że Twoja kicia ma wielką ochotę na odkrywanie nowego terenu, więc nie powinno to potrwać zbyt długo. Przy kotach trzeba wykazać się ogromną cierpliwością. Im bardziej będziesz to szanować, tym lepiej wszystko potoczy się później. Spokojnie, nie będzie tak robić w nieskończoność. Żeby nie stresowała się na widok transportera, zostaw go otwartego na podłodze, najlepiej z miękką poduszeczką albo kocykiem w środku – będzie mogła tam szukać schronienia i polubić to przytulne gniazdko. Dzięki temu będzie się mniej bać w dniu, w którym faktycznie będziesz chciała zabrać ją do weterynarza. Jeśli zobaczysz, że nadal jest zbyt zestresowana, przełóż wizytę. Jeśli to nic pilnego i chodzi tylko o szczepienie przypominające, zapytaj weterynarza, czy możecie przesunąć to o tydzień lub dwa. Z drugiej strony, po powrocie jest spora szansa, że mała znowu się schowa i trzeba będzie zacząć wszystko od nowa, ale to wcale nie jest pewne – po prostu trzeba się na to przygotować.
Zadzwoniłam do lecznicy weterynaryjnej, asystentka była bardzo wyrozumiała dla mojego „problemu” z małą. Na razie umówiłyśmy się na 22. na szczepienie przypominające (mamy jeszcze tydzień), ale powiedziała mi, że jeśli kicia do tego czasu nie wyjdzie z ukrycia, możemy przesunąć termin nawet na 1 marca. Mam wielką nadzieję, że do tego czasu poczuje się już lepiej!
Doradziła mi też, żeby włączyć w domu dyfuzor Feliway, ale przewidziałam to i działa u nas już od wczorajszego popołudnia...
Zobaczymy! Będę Was informować na bieżąco o postępach 🙂
W zależności od kota i tego, jak bardzo jest on nieśmiały, może to zająć mniej lub więcej czasu, ale ewidentnie Twoja kicia ma wielką ochotę na zwiedzanie nowego terenu. Nie powinno to więc potrwać zbyt długo – przy kotach trzeba po prostu wykazać się ogromną cierpliwością. Im bardziej uszanujesz jej tempo, tym lepiej wszystko ułoży się w przyszłości. I nie martw się, ona nie będzie tak robić w nieskończoność.
Żeby nie stresowała się na widok transportera, zostaw go otwartego na podłodze, włóż do środka jakąś miękką poduszeczkę albo kocyk. Dzięki temu będzie mogła tam zaglądać i traktować to jak przytulną kryjówkę. Wtedy na pewno mniej się przestraszy, kiedy nadejdzie dzień wizyty u weterynarza. Jeśli zauważysz, że mała nadal jest bardzo zestresowana, a sprawa nie jest pilna (np. to tylko szczepienie przypominające), zapytaj swojego weta, czy możecie przesunąć wizytę o tydzień lub dwa.
Pamiętaj jednak, że po powrocie jest spora szansa, że znów się wycofa i trzeba będzie zacząć wszystko od zera. Nie jest to oczywiście pewne, ale po prostu warto się na taki scenariusz przygotować.
Dzień dobry, przychodzę z nowymi wieściami o mojej kotce. Musiałam dzisiaj kilka razy wyjść z domu i za każdym razem widziałam, że wychodziła, bo żwirek był rozrzucony – wygląda na to, że sprawia jej frajdę robienie z pokoju plaży! Tak jak wczoraj, wieczorem wyszła ze swojej kryjówki, żeby coś zjeść i pozwiedzać salon. Musiałam parę razy wstać z różnych powodów, co sprawiało, że znowu uciekała się schować, ale odniosłam wrażenie, że tym razem szybciej decydowała się na powrót. Próbowałam się z nią pobawić wędką, ale bez większych sukcesów, bo bardziej skupiała się na moich ruchach niż na samej zabawce. Chyba wciąż za bardzo się mnie boi. Udało mi się też na jakieś pięć minut zwabić ją na łóżko, bo widziała, jak ruszam stopami pod kołdrą, ale nie została na długo. Nadal nie chce do mnie podejść i trzyma bezpieczny dystans. Dziś rano około siódmej znowu poszła się schować. Czy myślicie, że to możliwe, żeby zachowywała się tak już zawsze? W przyszłym tygodniu muszę ją zabrać do weterynarza na szczepienie przypominające i strasznie się martwię, że nie uda mi się jej do tego czasu wyciągnąć...
To świetne wieści! W końcu zjadła i się załatwiła. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Dzięki cierpliwości i delikatności, bez zmuszania jej do niczego, zobaczysz, że z każdym dniem będą widoczne postępy.