Cześć wszystkim,
Moja 11-miesięczna kotka urodziła 4 kocięta 3 dni temu. Porodziła w moim łóżku, przy mnie (nie chciała skorzystać z „pudełka porodowego", które jej przygotowałam). Wszystko poszło bardzo dobrze – kiedy maluszki zasnęły, przeniosłam je razem z mamą do pudełka z kocykiem i termoforem.
Tata kociąt (którego wkrótce oddam do kastracji) okazał się bardzo czuły zarówno w stosunku do maluszków, jak i do matki. Nigdy nie zostawiam go jednak samego z kociętami, na wszelki wypadek.
Wczoraj obudziły mnie krzyki maluszków. Patrzę, a Mimi (mama kociąt) gryzie jedynego samca, który jest najsłabszy z całej czwórki. Chwyciłam ją za kark i nakrzyczałam na nią, bo byłam w szoku. Potem usiadła, zaczęła miauczeć, patrząc na mnie, i wydawała jakieś pojękiwania/miauczenia, patrząc w stronę kociąt. Chwilę później znowu próbowała gryźć inne kocięta – w głowę i grzbiet. Według mnie chciała je zjeść 😰. Postanowiłam je więc rozdzielić. Ponieważ nie miałam jeszcze mleka zastępczego dla kociąt, położyłam Mimi na łóżku razem z maluszkami i trzymałam jej łapki i głowę, żeby kocięta mogły ssać. Potem puściłam ją i zaczęła je wylizywać.
Ucieszyłam się, myśląc, że wszystko będzie dobrze i że będzie dobra dla maluszków. Na wszelki wypadek pojechałam kupić mleko modyfikowane dla kociąt. Zostawiłam ją samą z maluszkami. Wracam dwie minuty później i widzę, że zaciągnęła pod kołdrę na moim łóżku jedno z kociąt, które krzyczało (na szczęście maluszek nic nie miał).
Nie rozumiem jej zachowania. Weterynarz, do którego zadzwoniłam, powiedział tylko, że jest zestresowana i nic więcej.
Chciałabym poznać wasze opinie. Czy przydarzyło wam się coś podobnego? Jak sobie z tym poradzić?
I jeszcze jedna rzecz – ten najsłabszy samiec nie ssie, więc próbuję karmić go butelką (misja niemożliwa), a on cały czas robi ruchem ssania ustami, nawet kiedy wygląda, jakby spał.
Przepraszam za ten długi wywód, ale jestem strasznie zestresowana i przestraszona.