Moja kotka zaginęła 3 dni temu?
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Czy ona jest wysterylizowana?
Jeśli to pytanie do mnie, to nie – to jeszcze kociak, za tydzień miała być sterylizowana.
Cześć,
Piszę, bo we wrześniu zeszłego roku przeszłam przez to samo z moją kicią. To taka mała powsinoga, która uwielbia spacery, ale nigdy nie znika na dłużej niż kilka godzin. Aż tu nagle we wrześniu „zginęła” mi na 36 godzin! Nie wracała, kiedy ją wołałam (choć normalnie reaguje na moje gwizdy i wołanie prawie jak pies). Musiałam wyjechać na noc do pracy z powodów zawodowych, a po powrocie wciąż nie było o niej żadnej wieści... Straszna paranoja, panika, sami wiecie... Moi mili sąsiedzi (naprawdę kochani ludzie, zawsze pomocni) „pocieszali” mnie, mówiąc, że w okolicy od jakiegoś czasu koty nie wracają do domów, że trzeba brać pod uwagę porwania w tym sektorze itd... Możecie sobie wyobrazić, w jaką panikę wpadłam!!! Nie ma nic gorszego niż wizja swojego skarbu w rękach kogoś, kto ma złe zamiary.
Mimo to, po 36 godzinach, po tych koszmarnych dniach i nocach, znowu uparcie zaczęłam ją wołać i W KOŃCU usłyszałam „dzyń-dzyń” jej dzwoneczka. Zobaczyłam ją w wąskiej uliczce tuż obok domu. Z tych wszystkich emocji aż mi nogi odjęło i padłam na kolana, a ona podeszła do mnie, miaucząc jak taki biedny, przybłąkany kociak. Myślę po prostu, że ktoś ją niechcący zamknął w garażu, na strychu, albo że jakaś dobra dusza się nią przez ten czas zaopiekowała. Nie wyglądała na straumatyzowaną, była tylko trochę zagubiona (przez kolejny tydzień nie odstępowała mnie na krok).
Dlatego nigdy nie traćcie nadziei. Przypomina mi się historia, którą opowiadali moi rodzice o naszym kocie sprzed wielu, wielu lat. Uciekł im wysoko w górach podczas wycieczki. Kiedy po 3 tygodniach wrócili w to samo miejsce, właściwie już bez żadnej nadziei, zaczęli go wołać i... znaleźli go! Wiem, że to, co teraz przeżywacie, jest strasznie, strasznie trudne, ale nie traćcie nadziei. Jeśli wasz mruczek was kocha, to do was wróci. Moja kicia jest na to najlepszym dowodem. Jestem z wami całym sercem, wiem doskonale, jak to boli. Ale błagam, nie poddawajcie się.
Przygotowałam już ogłoszenia i rozniosę je po okolicy dzisiaj wieczorem albo jutro.
Tak strasznie się martwię!
🤦
To Ty znasz swojego kota najlepiej, więc rozumiem Twój niepokój. Trzymaj się, powodzenia!
Jak mój kot zaginął, to popytałam wszystkich sąsiadów i wychodziłam na ulicę go wołać. W końcu okazało się, że był u sąsiadki (która ma dwa koty, w tym jedną kotkę). To było jeszcze w czasach, kiedy nie był wykastrowany. Siedział u nich na tarasie przez tydzień! Z tego, co mi mówili, nie karmili go, bo myśleli, że w międzyczasie wraca do nas do domu... Trzymaj się, chyba każdy właściciel kota to przechodził! Bardzo rzadko się zdarza, żeby nie wracały!
Bardzo dziękuję.
W sumie zupełnie nie znam okolicy...
Czy myślicie, że ktoś o złych zamiarach mógł zabrać mojego kota?
Wolałabym w OGÓLE nie brać pod uwagę takiej myśli, jest dla mnie po prostu nie do zniesienia...
Wciąż jej nie ma...😞