Cześć wszystkim,
Wybaczcie, że tak bez przedstawienia się, ale sprawa jest dość pilna.
Dla kontekstu – jestem obecnie w rodzinie zastępczej, więc nie mam możliwości pójścia do weterynarza...
Dokarmiam teraz około dziesięciu bezdomnych kotów w okolicy mojej rodziny zastępczej.
Jedna z kotek wydawała mi się ciężarna.
I faktycznie, najpierw urodziła dwa maluchy, które wyglądały na wcześniaki.
Jeśli chodzi o pierwszego: przyszłam za późno, już odszedł... Łożysko i worek owodniowy nie zostały zdjęte.
Drugi: obserwowałam poród z daleka, żeby nie stresować kotki. Sytuacja się powtórzyła, więc po kilku minutach przejęłam inicjatywę – odcięłam pępowinę i masowałam brzuszek małego, żeby zaczął oddychać. Był wcześniakiem, nie potrafił ssać i odszedł następnego dnia :(
Kotka wciąż wydawała mi się ogromna, ale nic się nie działo, co bardzo mnie martwiło.
Dwa dni później urodziła kolejne 4 kocięta w niecałą godzinę. Sama odgryzła pępowiny, zjadła łożyska i przystawiła je do karmienia, uff!
Ale kilka godzin później je zostawiła i poszła wylegiwać się w ogrodzie...
Bardzo rzadko do nich zagląda i warczy na własne młode.
Jeden z nich odszedł dziś rano... Nie wiem już, co robić i nie rozumiem, dlaczego je odrzuca. Dodam, że nie dotykałam małych (poza tym drugim, o którym pisałam), nie przenosiłam ich i nie narzucałam się kotce podczas porodu, trzymałam się dość daleko, żeby jej nie przeszkadzać.
Przepraszam za taką ścianę tekstu, ale nie wiem co robić, nie chcę stracić pozostałej trójki maluchów...
Dzięki, że mnie wysłuchaliście.