Pirat drogowy zabił moją kotkę
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Są takie sytuacje, kiedy po prostu nic nie da się zrobić, nie ma nawet czasu na gwałtowny manewr kierownicą.
To przytrafiło się mojemu kumplowi, byłam wtedy z nim w samochodzie – nie miał żadnych szans na reakcję. Kot, taki okoliczny bezdomniak, zginął na miejscu. Wskoczył praktycznie pod same koła, to było w środku nocy.
Owinęliśmy go w koc „na wszelki wypadek” i zabraliśmy do mnie – wciąż miałam nadzieję – ale jak dojechaliśmy na miejsce, musieliśmy pogodzić się z rzeczywistością: już nie żył.
Przypomina mi się też historia, którą opowiadał mój wujek. Tam to nie był kot, tylko dziecko, które wybiegło nagle spomiędzy dwóch aut. Na szczęście skończyło się tylko na złamanej ręce. Zawsze trzeba panować nad pojazdem, ale niestety są sytuacje, w których to po prostu nie wystarcza.
Wypuszczanie kota na zewnątrz to faktycznie podejmowanie ryzyka, że można go stracić na wiele różnych sposobów. To wybór, którego trzeba dokonać z pełną świadomością.
Były Użytkownik.... Jak widać, nie każdą prawdę warto mówić głośno... Jeszcze raz współczuję z powodu tego kota, ale nie ma czegoś takiego jak zerowe ryzyko, kiedy puszcza się zwierzaka samopas.
Często musiałam robić uniki na drodze przez koty, które przebiegały mi tuż przed samą maską. Ludzie nie zdają sobie sprawy, na jakie niebezpieczeństwo naraża się innych, pozwalając kotom się błąkać. Oczywiście wiele osób woli uderzyć w zwierzę niż skończyć w rowie, ale mimo że nie jestem jakąś wielką miłośniczką kotów, nie wyobrażam sobie, żebym mogła celowo jakiegoś przejechać.
I tak mamy już wystarczająco dużo problemów z dziką zwierzyną, która ma przecież większe prawo do biegania po naszych polach i lasach niż psy czy koty...
Ona pisze, że to już szósty kot, którego straciła w ciągu 3 lat – mogłaby się w końcu zdecydować, co mówi.
Czasami nawet jak jedziesz powoli, te 10 czy 15 km/h, można potrącić zwierzaka, który wyskoczy w ostatniej chwili albo schowa się między kołem a karoserią.
Nie ma co wyżywać się na aucie, w końcu zwierzak jest pod opieką właściciela, nawet kot. Więc jeśli spowoduje wypadek, to nie będzie wina kierowcy.
Oczywiście są też dupki, którzy pędzą ile wlezie i przejechaliby po czymkolwiek bez mrugnięcia okiem.
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty, jednak zgadzam się z opinią @Miaou21 .
Nie znamy dokładnych okoliczności tego dramatu – nic nie mówi nam, że Twój kot nie wbiegł na drogę z dużą prędkością, uniemożliwiając jakąkolwiek próbę uniknięcia zderzenia. Co więcej, próbując go ominąć, kierowca mógłby spowodować wypadek, a wtedy to Ty odpowiadałbyś za wszelkie szkody, jako osoba odpowiedzialna za swoje zwierzę w każdej sytuacji.
Mamy tendencję do zapominania, że koty podlegają tym samym przepisom co psy w kwestii puszczania ich samopas. Przyjęło się pozwalać kotu wychodzić i biegać luzem, podczas gdy psa staramy się pilnować na własnej posesji. Tymczasem oba gatunki, gdy biegają bez nadzoru, mogą powodować uciążliwości i niebezpieczne zdarzenia.
W dodatku wychodzący kot jest narażony nie tylko na potrącenie przez samochód, ale też na atak ze strony psów, lisów czy innych kotów, może złapać groźne choroby albo zginąć od strzału myśliwego. Nie wspominając o polowaniach na jaszczurki i ptaki – może wydaje się to błahe, ale niestety koty potrafią siać spore i niepotrzebne spustoszenie w lokalnej faunie.
Na przyszłość zachowaj proszę ostrożność, trzymaj pozostałe koty w domu i zapewnij im rozrywki, takie jak drapaki, kocie drzewka, różne zabawki i wspólne interakcje. Dzięki temu nie będziesz już musiał(a) bać się o ich życie.
8 komentarzy na temat 8